|
Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Wpisy z tagiem: wróżki
piątek, 30 kwietnia 2010
Niestety nie ma złotego środka na to, jak sobie radzić w ciężkich czasach. Różnie się dzieje, a to ktoś zarabia mniej, bo mu obniżyli pensję, albo obcięli godziny; a to stracił pracę całkiem; a to ma jej za dużo, bo wszystkich innych zwolnili, a jemu dołożyli obowiązków i oczekują wyników takich samych lub jeszcze lepszych (wiadomo kryzys, wszyscy musimy się starać podwójnie). W każdej z tych sytuacji pewnie jest jakieś wyjście. Tylko jak je dostrzec? W trudnych chwilach, takich jak obecna recesja, zdajemy się na swoje imponujące CV, a jak to nie podziała, wtedy na łut szczęścia, na znajomości, na przyjaciół, na urok osobisty. Próbujemy wszystkiego po trochu. Wszelkie sposoby warte są uwagi i wypróbowania. A jak zawiodą, albo potrzebujemy dodatkowego wsparcia, może warto sięgnąć po siły nadprzyrodzone, niezbadane rzesze sojuszników, dobre duchy, anioła stróża szturchnąć, niech się bierze do roboty? Kochani, wszystko dobre, byle nie tracić ducha walki i wiary w zwycięstwo. Wczoraj robiłam na obiad kurczaka, ugotowałam go najpierw w wywarze z warzyw i przypraw, a potem rozebrałam delikwenta do rosołu, na potrawkę. Podczas procesu oddzielania kości od mięsa, wpadła mi w ręce, dosłownie, bo jej nie szukałam, nie pamiętałam o jej istnieniu i nie taki był cel grzebania w zezwłoku, kość z angielska zwana „wish bone”. Nie wiem, czy jest odpowiednik polski tej nazwy, bo nigdy o niej wcześniej nie słyszałam. Dopiero po przyjeździe do Irlandii, usłyszałam o magicznej mocy pierścionka w takim kształcie i o tym, że każda młoda dziewczyna, która wchodzi w dorosłe życie, powinna mieć taki na palcu. Kość ta wygląda trochę jak różdżka radiestety. Z jednego punktu zaczepienia wychodzą w kształcie trójkąta dwie części kości, trochę jak dwuzębne grabki, lekko zagięte, można by nimi grzebać w pasku, jak kura pazurem. Jakiś czas temu poznałam wróżkę. Pisałam Wam o niej przy okazji nocy Świętej Brygidy. Kto czytał „Bridę” Paulo Coelho wie, o jaki rodzaj wróżki, czy też czarodziejki, czy też może dobrej odmiany czarownicy (tak zwanej białej), mi chodzi. Nie mówi o sobie wiele, o tym jak się objawia fakt bycia „ferry” też. Informacje przeciekają przy okazji innych opowieści, trzeba to sobie wszystko składać jak puzzle, być czujnym, bo w, z pozoru niewinnej informacji, kryje się czasami cała prawda, lub jej większa część o tym, co robi. Kiedy dowiedziała się, że straciłam pracę, zadzwoniła do mnie zapytać o adres, a po kilku dniach dostałam list w kopercie bąbelkowej, a w środku pudełeczko z wish bone z instrukcją, że w noc pełni księżyca (i tu data oraz godzina najbardziej odpowiednia), mam wyjść na zewnątrz, pomyśleć życzenie (nie można prosić o pieniądze, ani życzyć komuś źle), potem złamać kość na pół i zagrzebać głęboko w ziemi. Taka jest metoda na głoda - jeżeli pragniesz zmiany, pragniesz poznać partnera na całe życie, szukasz nowej pracy, chcesz zakląć los, żeby wydarzyło się coś wyjątkowego, żeby odwróciła się zła moneta, chyba nie zaszkodzi wyjść w noc pełni i spróbować zaczarować przeznaczenie. Zrobiłam, co było przykazane. Nie stał się cud następnego dnia, ale też i nic się nie pogorszyło. Nie jest cudnie, ale nie jest i tragicznie. Czasami i to musi wystarczyć. Ale nie można zaprzestawać wysiłków – pomyślałam sobie, kiedy po raz kolejny znalazłam wish bone w kurczaku. Wyczucie momentu było wręcz idealne, bo już dziewiątego lutego nastąpiła pełnia, więc byłam zwarta i gotowa na wypowiedzenie życzenia i zaprzęgnięcie do pomocy wszystkich mocy, jak wiadomo w kupie siła, dobrze jest mieć wsparcie dla swoich działań. Kiedy tylko „nadejszła wiekopomna” chwila i księżyc w całej swojej pełni wystąpił na nieboskłon, wywlekłam się z domu (zimno, mroźno i śnieżnie u nas było), uprosić obsługę koła fortuny o przychylne zakręcenie nim na moją korzyść. Pomyślałam życzenie, złamałam kość i, nie bez pewnych trudności, przystąpiłam do jej zagrzebywania. Wracając do domu, minęłam się w otwartych drzwiach z moim niezwykle energicznym piesiołkiem. I teraz mam problem – czy on czasem tej szczęśliwej kości z ziemi nie wykopał? Bo on uwielbia takie zabawy w zakopywanie i odkopywanie i zawsze bezbłędnie wie, gdzie ziemia była dopiero co ruszona. Wszystkie psy w okolicy boją się o bezpieczeństwo swoich zakopanych trofeów, robią co mogą, żeby je ukryć, a Franek i tak wciąż przychodzi z jakimś znaleziskiem. Mam nadzieję, że żaden z sąsiadów nie zakopie zamordowanej żony w ogrodzie, bo by mi pies mój któregoś dnia z ręką do domu przyszedł. No tak, żarty żartami, ale zasiałam w sercu moim wątpliwość, czy ta kość się uchroniła, a jeżeli nie, to czy moja wróżba nadal działa? Kurczę, muszę znowu kupić kurczaka, wygrzebać tę kość i powtórzyć proces od nowa za miesiąc (księżycowy). Wierzyć w to, czy nie wierzyć? Nie wiem, ale niech lepiej moc będzie ze mną. Hawk! |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi
Notatki Coolturalne ![]() Wypromuj również swoją stronę Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|