|
Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Wpisy z tagiem: obowiązki
piątek, 05 lutego 2010
Bycie bezrobotnym jest wielce zajmujące i człowiek jest zajęty od przysłowiowego rana do wieczora. Doprawdy nie wiem, jak się te wszystkie ważne sprawy, które są do załatwienia na już, obywały beze mnie, kiedy jeszcze miałam posadę? Od pierwszych dni pobytu na Zielonej Wyspie pracowałam na pełen etat, od 9-5, ani nie miałam mniej dzieci, ani nie byłam singlem, wszystko niby to samo, więc jak to jasnej ciasnej, dawałam sobie przedtem radę? Od jakiegoś czasu jestem bez pracy. Wydawałoby się, że mam dużo czasu na porządki, mogę teraz gotować obiady z trzech dań, spotykać koleżanki na kawę o 11 przed południem, czytam jedną książkę na tydzień najmarniej, oglądam filmy pakietami i generalnie siedzę z nogami do góry i mam wszystko zrobione na wczoraj. Nic bardziej mylnego. Bywają dni, że stronę w kalendarzu mam całą zapisaną i sama nie wiem, w co najpierw ręce włożyć. Koleżanki dzwonią i pytają kiedy możemy spotkać się na ploty, a mnie ciężko znaleźć czasem lukę. Bywa, że prasowanie czeka, a ja jestem dwa, trzy dni w rozjazdach, i żeby to w jakiś ważnych sprawach, co mi odmienią życie, ależ skąd! Poczta, lekarz, odebrać leki, wysłać podanie o granta na studia córki, zajrzeć do szkoły Wojtka, bo tam coś do podpisu na mnie czeka, wysłać płytę z filmem do koleżanki, sprawdzić wpisy na blogu, dorobić klucz, bo syn zgubił, znaleźć krawcową, bo mu się spodnie popruły, aaaa i jeszcze odebrać zasiłek na poczcie i zajrzeć do sklepu, bo mają rybę w specjalnej ofercie, a jak już będę w mieście, to może mam czas zajrzeć do koleżanki, bo coś jej komputer szwankuje, a jak nie umiem naprawić, to może znam faceta od tych rzeczy, a jak znam i trzeba tam pojechać, to może mogłabym, bo i tak przecież mam full czasu, bo nie pracuję. W czwartek otwarte biuro HSE, podanie o kartę medyczną trzeba by zanieść, a tam bagatela kilka godzin w kolejce odstać, uff będzie czas książkę poczytać, telefon od koleżanki – potrzebuje pomocy w wypełnieniu formularzy, kurczę właśnie mi się przypomniało, że w domu leżą formularze na granta, tym razem na ocieplenie domu, umówić się z facetem od certyfikatów, niech powie, co trzeba zrobić (wizyta tegoż niespodziewanie trwa 4 godziny), umówić się do dentysty i syna też, bo coś mu tam się ukruszyło, zadzwonić do VEC – dlaczego nie ma córki granta studenckiego, dostałam list na darmową cytologię, umówić się na cytologię, o jessssu, przecież recepty się skończyły, telefon do lekarza po raz drugi, sprawdzić loty do Polski, bo tam przecież mama chora czeka, kurczę jutro zebranie u syna w szkole, pół dnia mi to zajmie. Włosy sterczą jakoś dziwnie nad uszami, kiedy może przyjąć mnie Edyta? (tym razem przezornie nie mam w planach chińskiego fryzjera). Znalazłam ogłoszenie z interesującą pracą, trzeba napisać CV, cover letter, kurczę pomysłów mi już brakuje, co napisać, żeby im zaimponować? Kolega maluje mieszkanie, czy mogę gdzieś się dowiedzieć jak się nazywa specyfik do wywabiania grzyba ze ściany (kolega nie zna angielskiego), nie ma sprawy, w samochód i do sklepu, niech poradzą, potem jeszcze sms do kolegi, bo pracuje i jest baaaardzo zajęty, odebrać nie może; sms jest kilometrowy, bo trzeba dokładnie wyjaśnić czym się różnią specyfiki i jak je używać. Przyszło potwierdzenie, że przyznali nam granta na docieplenie domu i wymianę pieca. Dopiero zaczyna się kołomyja, bo trzeba znaleźć fachowca, umawiają się i nie przychodzą, trzeba dzwonić, wreszcie się zjawiają, obiecują wysłać list z proponowaną kwotą za wykonanie usługi, czekam, czekam, nie ma, sto telefonów - jest, można się wreszcie zdecydować na któregoś, niełatwo oj niełatwo, nie chcą gadać z babą, ale cóż począć, skoro mąż w pracy do późna, trudno panowie, musicie się ugiąć. Trzeba jeszcze pojeździć poszukać pieca i termostatów i regulatorów, bo może byłoby taniej kupić samemu (a ile przy okazji benzyny wypalone, może jednak byłoby taniej, gdyby kontraktor kupił? Lekarz wzywa na umówioną cytologię, dentysta chce się wwiercić w zęba (wtorek pasuje?), nauczyciel Wojtka chce porozmawiać o dodatkowych lekcjach gry na gitarze (trzeba umówić terminy i opłaty), znajoma potrzebuje kogoś z angielskim, żeby pójść z nią na wywiadówkę, bank czynny tylko do 4, dentysta też, jak sobie radzą ludzie, którzy pracują? Jak ja sobie kiedyś radziłam? Nie wiem, czy to nie jest przypadkiem tak, że kiedy pracujemy, nie mamy czasu na pierdoły i wiele rzeczy czeka, czeka, aż się rozwiązują same, albo przy okazji, poza tym pewnie łatwiej komuś odmówić przysługi, bo jak pracujesz to masz prawo. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi
Notatki Coolturalne ![]() Wypromuj również swoją stronę Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|