Nie rozumiem, o co tyle hałasu?. Kobiety się jednoczą w bólu, bo są mistrzostwa w piłce nożnej i mają problem z faktem, że mężczyźni okupują telewizory i oglądają mecze. A niby, co jest takiego ciekawego do oglądania, czego straty nie mogłyby przeboleć? Powtórki Rancza, Alternatywy 4? Baby, nie bądźcie takie zołzy, przecież faceci czekają na te rozgrywki jak my na kolejny sezon Grey’s Anatomy, a nawet bardziej. Co dwa lata mają święto, bo przecież jeszcze Europejski Mundial się odbywa, czego im żałować tej odrobiny przyjemności?
W tym czasie można sobie surfować po Internecie, można czytać, zająć się robótkami, które (wiem to z blogów) są bardzo popularne wśród płci pięknej; nie uprawiam, ale dostrzegam wartość terapeutyczną, wyciszającą czyli, oraz estetyczną, czyli ładne czapki dziergane półsłupami noszą potem pociechy. Można też spotkać się z koleżankami na fajną kolacyjkę i wypad do kina, na odmóżdżający „Sex w wielkim mieście na przykład”. Wszystko to, co chcielibyście robić bez facetów, ale boicie się ich urazić jest teraz w zasięgu ręki – teraz macie szansę zrealizować marzenia.
Wprawdzie nie jestem fanką piłki nożnej, ani w ogóle żadnego sportu, ale takie imprezy jak mistrzostwa, olimpiady, przyciągają jednak moją uwagę. Kiedyś nic nie było w telewizji, dwa programy zaledwie, Wyścig Pokoju, czy inne imprezy stanowią integralną część wspomnień z dzieciństwa. I tak, kiedy gimnastyczki walczyły o złoto, ja za plecami rodziców śmigałam po pokoju ze wstążką koloru czerwonego, wyproszoną u mamy przy okazji wizyty w pasmanterii, przywiązaną do długiej łyżki koktajlowej z zielonego plastiku. Pląsałam dokładnie tak, jak ta dziewczyna na ekranie, przynajmniej tak mi się wydawało. Z udawaniem tańca na lodzie było trudniej, ale dla chcącego nic trudnego, angielska para tańczyła Bolero na łyżwach, ja też, na sucho.
Kiedy Polacy grali z Anglikami w 1973 roku, pamiętam to jak dziś, siedziałam u stóp taty na dywanie i zaaferowana czytałam elementarz Falskiego (miałam 6 lat), zdziwiona patrzyłam, jak panowie, bo kiedyś był zwyczaj, że przyjaciele domu zbierali się w takich okazjach, żeby przeżywać wspólnie zwycięstwa i porażki złotych chłopców Górskiego, zrywają się, krzyczą, skandują, rzucają się sobie w ramiona w geście radości, a na koniec oczywiście wznoszą toast za pomyślność. Rok później przyszło mi się przekonać, że mężczyźni też płaczą, kiedy to podczas meczu z Niemcami, w błocie, nasi próbowali wywalczyć wejście do finału i w wielkim stylu niestety przegrali. Widziałam, jakie emocje targają dorosłymi i czułam siłę rażenia sportowych zmagań. Nic, więc dziwnego, ze podczas przygotowywania się do egzaminów do liceum, na marginesach zeszytów robiłam notatki dotyczące rozgrywek piłkarskich w Hiszpanii, gdzie, nie muszę wam chyba przypominać, zajęliśmy trzecie miejsce, więc emocje były wielkie, ostatni chyba tak złoty okres w polskiej piłce. Z kolei matur czas to dla mnie oczekiwanie na Meksyk i powtórkę z rozrywki, czyli najmarniej ostatnie miejsce na podium, niestety nie udało się.
Ale przynajmniej możemy kibicować innym. W 2000 roku pracowałam z samymi chłopakami i założyłam się wtedy o skrzynkę piwa, pierwszego dnia Mistrzostw Europy, że wygra Francja. Czy ktoś pamięta mecz finałowy? Zwyciężyli po rzutach karnych, głos straciłam, na serce mało nie zeszłam – wygrali. Nikt innych tej drużyny nie obstawiał, śmiali się ze mnie, bo przecież jak laik może wiedzieć lepiej? A potem skubańcy, kiedy okazało się, ze ja triumfuję, poobrażali się jak mój pies Franek, kiedy mu odmówię setnej psiej czekoladki i mi tego piwa nie postawili. Dziady.
W tym roku mojego męża wkręcili w zakłady w pracy, ale takie już bardziej formalne, choć nadal społeczne. Każdy z pracowników dał 5 euro i losował kartkę z kapelusza z nazwą kraju biorącego udział. Ten, kto wylosował zwycięzcę, zgarnie całą pulę. Majątku na tym nie zbijemy, bo mąż dostał Meksyk.
W każdym razie, nie mam za złe moim chłopakom zadurzenia meczowego. Mniej mnie to w tym roku rusza, ale mam stos arcyciekawych książek, nadrabiam zaległości w odpisywaniu na maile i cieszę się dobrą pogodą. Myślę też o miłym wieczorze w gronie zaprzyjaźnionych kobiet, tylko gdzie znaleźć miejsce, gdzie nie mają gigantycznych plazm do oglądania meczy?
A najdziwniejsze jest to, że wuwuzele, które wszystkich wkurzają, na mnie działają uspokajająco i lubię sobie czytać, kiedy syn ogląda mecze.
