Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: wypadki

czwartek, 08 lipca 2010

Wczoraj po calym dniu siedzenia w kancelarii, kiedy to pogoda byla w kratkę, raz deszcz, raz słońce, wietrznie,  ale w sumie duszno, po zjedzeniu obiadu, zostałam wyciągnięta przez małżona na spacer na plażę. A raczej, żeby uściślić, on mnie, a oboje syna wyciągnęliśmy, bo dostał ostatnio nową grę i siedzi w pokoju jak borsuk w norze i gra. Teraz jest inaczej niż kiedyś w tym względzie, gier mianowicie. Syn ma headset, czyli słuchawkę doczepioną do ucha, która bezprzewodowo łapie sygnał i grajac może porozumiewać się z dowolną ilością kolegów z całego swiata. I tak za jednym zamachem tworzą drużyny i grają chłopcy czy mężczyźni, bo niektórzy mają ponad 20 lat, ze Szwecji, Hiszpanii, UK, USA, Irlandii i Holandii (taki zestaw był ostatnio, ale bywają też przedstawiciele innych krajów). Słychac głosy śmiechy, Wojtek skacze, krzyczy - nieeeee, nie dostaniecie mnieeeeee.... A potem śmiech. Fajnie jest tego słuchać.

Nie możemy jednak pozwolić, zeby tylko granie było mu w głowie, trzeba mu też ruchu, dlatego ma zajęcia sportowe, namawiam go też na czytanie, z różnym skutkiem, oglądamy razem filmy. No i spacery. Nazywa się to wyprowadzanie psa, hehe. Dobrze, ze mamy Franka.

Wczoraj wieczorem na plaży pogoda nas zaskoczyła. Bylo wietrznie w mieście, ale tam to już prawie sztorm. Tak wiało, ze plaża wyglądała jak ruchome piaski, na naszych oczach przesuwały się zwały piachu, dziwne wrażenie. A do tego fale, jak na tę porę roku niecodziennosć. Szum, wiatr a na horyzoncie  młodzież w piankach na deskach sufingowych. I słońce. Ale w oddali czarne chmury. Niesamowite. W pewnym momencie naszego spaceru, małżon znalazł długą linę wyrzuconą na brzeg. Zachywcił się i postanowił ją zabrać. Zorientował się, że ona jest tak długa, ze gdyby dać synowi drugi koniec, można by nią kręcić, jak za dawnych czasów, a trzecia osoba, czyli ja w tym wypadku, mogłaby poskakać. Przypomniało mi sie dzieciństwo i czasy szkoły podstawowej, kiedy w ciepły czas czekało się na długa przerwę lub polekcyjny czas, żeby poskakac w gume lub przez linę. Zawirowało mi przed oczami, znowu miałam 10 lat i bylam na boisku szkolnym 'jedenastki' w Koszalinie. Wzięłam rozbieg i zaczęłam skakac. Ale po chwili poślizgnęłam się na dużym kamieniu zakopanym pod piaskiem, noga mi się wywinęła i było po balu.

Całą noc nie spałam, tak bolała mnie kostka. Boli i teraz. Będe miała pewnie 'wspomnienia ze spaceru' jeszcze kilka dni. Och, zapomniałam, że teraz (po 40tce) to już trzeba sprawdzać teren, na którym się skacze, hehe. Małżon się śmieje, że stara koza jestem i już nie powinnam tak brykać. A sam przecież zaczął tą liną wymachiwać.

Tak wyglądało to kiedyś

(zdjęcie zapożyczone z sieci, chciałam tylko zebyściw widzieli, o co mi chodzi i przypomina mi, że na obozach harcerskich to też była ulubiona zabawa)

a tak skończyło się teraz

 

 

Tagi: wypadki
16:52, kasia.eire , Dziennik
Link Komentarze (15) »
O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!