Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: Ach te baby

środa, 03 marca 2010

Od młodzieńczych lat wydawało mi się, że nie powinnam być zbyt dziewczęca, gdyż inni nie będą mnie traktować poważnie, a za wszelką cenę chciałam być uważana za mądrą osobę (czyli takie ni to ni owo, nie dziewczyna, nie chłopak, tylko właśnie osoba ), za partnera w dyskusji, a nie głupawy ozdobnik imprezy. Do głowy mi nie przyszło, że to chłopaków problem jak mnie będą postrzegać, czy tylko przez pryzmat hormonów, czy też moich komórek mózgowych i miłego usposobienia. Krótko mówiąc padłam ofiarą stereotypów rozsiewanych przez mężczyzn, z którymi za nic w świecie nie chciałam się identyfikować.  Za Chiny nie przyznałabym się do jakiejkolwiek słabości.  Na wykopkach wzięłam na siebie najgorszą robotę, bo było mi wstyd, że dziewczyny dwoma paluszkami, krzywiąc się ostentacyjnie, wrzucały po jednym ziemniaku do koszyka, wlazłam na przyczepę ciągnika i wraz z jednozębnym  traktorzystą odbierałam skrzynki z ziemniakami. Osiągnęłam tyle, że przez tydzień nie mogłam ruszać rękami i miałam prawdziwego adoratora w osobie pracownika PGR-u (nawet zaproszenie na zabawę w remizie dostałam).

Pojechałyśmy z przyjaciółmi na narty do Zieleńca, nie przyznałam się, że słabo jeżdżę (zaraz by gadali, że z babami to tak zawsze...), pługiem wstyd było jeździć, nie było więc wyjścia - władowałam się na szczyt góry i ze śmiercią w oczach, jak mi się wtedy wydawało stylem alpejskim, zjechałam ( że ja wtedy zawału serca nie dostałam to cud).

Mój instruktor prawa jazdy całkiem osiwiał od moich pytań i gestów rozpaczy. Biadoliłam, że ciągle jestem nie dość dobra, a on mi wciąż  tłumaczył, że jestem przeambicjonowana, że to trzeba powolutku, krok po kroku, ale ja nie mogłam znieść, że ktoś mógłby myśleć o mnie jak o nieudacznej babie za kierownicą , aż dziw , że nie ścięłam włosów i nie zaczęłam żuć tytoniu.

Kiedyś mój kolega postanowił mi zaimponować i zabrać na wycieczkę maluchem taty, a ten grat się zepsuł i do tego zaczęło padać. Tenże koleś wpadł w rozpacz nie wiedząc co robić, a ja wysiadłam i w szpilkach, w ten deszcz zaczęłam pchać tego malucha (jeszcze wtedy nie umiałam prowadzić, więc  uważałam, że muszę ja, bo on jest kierowcą). Tak mnie ta sytuacja rozbawiła, że ryczałam ze śmiechu na samą myśl o tym jak wyglądam, natomiast do głowy mi nie przyszło, żeby się dąsać i zrzędzić „po babsku”, a trzeba było, bo chłopak się mnie przestraszył i więcej nie zadzwonił. Teraz wiem, że to był palec Boży, bo się okazał beznadziejny, ale wtedy byłam podłamana.

I tutaj w Irlandii, tak bardzo chciałam udowodnić w pracy, że nie jestem jakąś ograniczoną babeczką, której ulubioną odpowiedzią na wszelkie pytania jest „I don’t know, sorry about that”, że nie zważając na konsekwencje, robiłam nawet te rzeczy, które wcześniej zwyczajowo były przypisane tutaj mężczyźnie, jak na przykład drobne naprawy różnych urządzeń, dokręcenie gniazdka na ścianie, naprawa wtyczki przy lampie, drobiazgi, dla których nie warto ganiać za jakimś facetem, żeby swoim „mądrym” okiem na to spojrzał. I co? Wcale mnie z tego powodu nie szanują, raczej wyśmiewają, że się pcham do męskiego świata. Bo tutaj mężczyźni wprawdzie wpuścili kobiety do pubów, ale nadal nie lubią, kiedy zapominamy, gdzie nasze miejsce. Na początku próbowałam z tym walczyć, aż wreszcie doszłam do wniosku, że to nie ma sensu, że już mi nie zależy na udowadnianiu moich racji.

Trzeba mi było posunąć się w latach, żeby zrozumieć, że być kobietą to wielka zaleta, a mężczyzna, który próbuje z tego zrobić wadę, ma po prosu kłopoty ze swoją męskością. Nie wstyd mi, że jestem ostrożnym kierowcą, bo to ja rodziłam dzieci, które są potencjalnymi ofiarami wypadku drogowego i mam prawo do odrobiny bujniejszej wyobraźni za kierownicą. Beczę oglądając reklamy świąteczne i ckliwe filmy obyczajowe, czytuję dobrą gatunkowo literaturę kobiecą, oglądam „Na dobre i na złe” i inne polskie seriale (do latynoamerykańskich się jeszcze nie zniżyłam i pewnie mi to nie grozi – tak mi dopomóż Bóg i wszyscy Święci), kocham muzykę soul i już nie udaję, że przepadam za Metalicą w jej wczesnym okresie. Pokochałam nawet tytuł moich felietonów – „Z babskiej perspektywy”, chociaż pomysłodawcą, dawno dawno, jeszcze w Polsce, był kolega redakcyjny i na początku byłam oburzona takim pomysłem. Tę przemianę można by  spuentować kawałem, który niedawno opowiedział mi mój przyjaciel psychiatra – „jeden psychiatra pyta drugiego, czy nie zająłby się osiemnastoletnim chłopakiem, który się moczy, a którego on nie jest w stanie, mimo wielu sesji, wyleczyć. Tamten podjął się zadania, spotykają się na jakimś sympozjum za rok i jeden pyta drugiego, czy mu się udało wyleczyć tego młodzieńca, na co on odpowiada, że nie, nadal się moczy, ale z tą różnicą, że teraz jest z tego dumny”. Otóż ogłaszam, że nadal jestem kobietą, a nawet babą, jeżeli panowie wolą to tak nazywać, z tą różnicą, że teraz jestem z tego dumna.

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!