|
Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Wpisy z tagiem: Tęsknota
wtorek, 22 czerwca 2010
Mam doła jak stąd na biegun południowy. Do tego wyrzuty sumienia, że mam doła, a nie mam do niego prawa, bo kobiety w Kirgistanie, w Afryce, w fabrykach w Indiach czy Chinach, mają o wiele gorzej, a się nie skarżą. Zresztą może się skarżą, ale nie ma nikogo, żeby tego wysłuchał, więc ich żale i tak idą modlitwami do nieba. Mam kryzys. Ostatnimi czasy zorientowałam się, przyszła do mnie ta świadomość, że moje wieloletnie działania, mozolne wdrapywanie się pod górkę w celu osiągnięcia na emigracji innego statusu niż tego, w którym najchętniej by nas tu wiedzieli, czyli przejść z prac typu kelnerka, housekeeperka, kasjerka, nawet na stanowisku managerskim, ale w sektorze usługowym, do biura, do pracy umysłowej tak zwanej, może bardziej twórczej, może wymagającej wciąż nowych umiejętności, albo bardziej rozwijającej, że to wszystko na nic. Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską, a tu recesja przyszła i przed samym szczytem góry, zdmuchnęła mnie jak kulkę waty i nosi mnie to tu, to tam, trochę w bok, trochę w dół, a jeżeli do góry, to tylko po to, żeby mnie spektakularnie zwalić na jakieś krzaczory. Jeszcze się łudziłam, że mam coś do zaoferowania, że ktoś chce to wykorzystać, że ktoś mnie słyszy, ale widzę, ze wykorzystują mnie do swoich celów, bo sama się przecież pcham, mówię, ze chce się uczyć, nabywac doświadczenia, za darmo zrobię to i tamto, no to dlaczego nie mieliby skorzystać z okazji? Teraz, w czasach kryzysu, przewalaja się tlumy równie inteligentnych ludzi, nawet bardziej wykształconych, niektórzy po dwóch fakultetach, z większym doświadczeniem na tym rynku, operujących w swoim języku, a nie tak jak ja, w obcym, nawet jeżeli dobrze znanym – to z czym ja do ludzi? Myślę, że pora zejść na ziemię, pora spojrzeć prawdzie w oczy i zarzucić marzenia. Strasznie mi ciężko z tą świadomością, ale nie można żyć złudzeniami. Dokonałam określonego wyboru, chciałam, żeby moje dzieci miały lepsze, spokojniejsze życie, żeby mogły studiować bez problemu, żebyśmy tego wszystkiego nie przypłacili zawałem, jak to by pewnie miało miejsce w Polsce, bo wciąż coś się działo, na wiele zmian nie mieliśmy wpływu, ciężko pracowaliśmy, a starczało zaledwie na rachunki. O swoim domu, czy mieszkaniu mowy być nie mogło, wiecznie nerwówa, wiecznie strach o przyszłość, tu znaleźliśmy spokój i przystań, ale też i wiele kompromisów nas to kosztuje. Taka jestem zmęczona życiem dzisiaj. Ciężko mi będzie podnieść się z kolan. A na dodatek zakwitła piwonia z sadzonki przywiezionej z rodzinnego domu męża oraz łubiny, które są naszymi ulubionymi kwiatami, też zapamiętanymi z dzieciństwa. Zatęskniłam za krajem.
niedziela, 21 lutego 2010
Chciałam rodzinie sprawić dzisiaj przyjemność, a że od dawna miałam ochotę na Rożki serowe z brzoskwiniami, które znalazłam na blogu kulinarnym Moje Ekspresje Kulinarne, to od słowa do czynów - rzuciłam się w wir pracy. Ciasto musi poleżeć 40 minut w lodówce, więc je zrobiłam i tam powędrowało, a ja dumna z siebie jak paw, pojechałam z córką na zakupy. Trzeba było jej zorganizować jedzeniową wyprawkę, bo dziś wracała do Dublina, tam studiuje. Jak tylko zakończyłyśmy tę nierówną grę w sklepach, zawsze chcą od nas pieniędzy!, kurcgalopkiem pognałam do domu te rożki wyczarować. Jak dziewczyny na tych blogach o pieczeniu piszą o swoich wyczynach, to wydaje się to wszystko proste jak budowa cepa. Ja też nie jestem jakiś poczatkujacy gwizdek w kuchni, więc w ogóle nie spodziewałam się trudności. I w sumie ich nie było, ale jaką trzeba mieć cierpliwość, zeby te rożki nadziać i uformować! Najpierw pocięłam brzoskwinie, nic wielkiego, ale się umazałam jak mały Kazio. Potem ciasto trzeba było rozwałkować, lepkie jest, bo z serem i masłem, do tego w równych proporcjach mąka. Jak już rozwałkowałam, co już wymagało ode mnie zaciśnięcia zębów, bo najchętniej bym to ciasto, excuse my French, pizdnęła w ogród i poszła czytać, nałożyłam te brzoskwinie, zaczęła się amba ze zwijaniem. Za nic nie chciały mi wyjść takie zgrabne jak na zdjęciu u właścicielki bloga, chociaz wywaliłam język i uformowałam zmarszczkę na czole jak należy. No nic, widocznie zdolności manualne u mnie szwankują. W rezultacie przestałam ciąć w kwadraty jak poradzono, tylko zrobiłam rożki czy też rogaliki raczej, z trójkątów ciętych z okręgu. To już poszło szybciej. Ale ile trzeba było do tego uwagi, cierpliwości, ruchy ostrożne, wpost waga piórkowa w rękach, jedyny sposób to medytować nad rogalikami. Tak się zmęczyłam jakbym misę ciasta drożdżowego rękami mięsiła. No nic, rogaliki wyszły pyszne, słono-słodkie, bo masło do pieczenia u nas słonawe, ale ja takie lubię. Jedyna wada to taka, że robi się je 2 godziny, a je 20 minut. Wszyscy się rzucili i było po ptakach. A teraz siedzę i trochę pochlipuję, bo córka znowu wyjechała. Miałam ją w domu przez 2 i pół dnia, to i tak dłużej niż zwykle, ale krócej niż bym chciała. Franek będzie chyba spał ze mną, bo znowu nie będzie mógł przeżyć, że jej nie ma.
Kupiłam sobie dziś naręcze gazet, The Sunday Times i The Irish Mail z artykułem o Alicji Bachledzie-Curuś, zaparzę dobrej kawy i poczytam (dwa rogaliki schowałam przed jamochłonami w szafce, hehe). Miłej niedzieli |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi
Notatki Coolturalne ![]() Wypromuj również swoją stronę Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|