Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: pierwsza pomoc

czwartek, 18 listopada 2010

Drugi dzień kursu. Powtórzylismy pobieżnie, czego się nauczyliśmy, zdaliśmy sobie sprawę, że nic nie pamiętamy, chociaż kiedy to się czyta, wszystko jest jasne i logiczne, ale powtórzyć nie zapominając jednego czy dwóch punktów - już nie tak gładko.

Dzisiaj przyjechał inny instruktor. I znowu - bandażowanie i ćwiczenie manewru Heimlicha. Zeby go prawidłowo wykonać i krzywdy nie zrobić, trzeba znaleźć koniec żeber (okolice przepony) i tam dopiero założyć ucisk z rąk i  spróbować wymuszone wydalenie obcego obiektu. No, ale facet był delikatnie mówiąc duży w pasie. Jak go zaczęłam gnieść i tych zeber szukać to się ze śmiechu zwijał i tyle mieliśmy z nauki. Ale się opanował i pokazał jak szybko wymacać.

Powtórka z CPR, czyli resuscytacja. Mówię wam, tego nigdy za wiele, bo wydaje ci się, że wiesz, ale w panice, w nerwach, trzeba polegać na odruchach i dobrze wyuczonych czynnosciach, nie ma czasu na przegladanie notatek czy na spoczęcie na ławce i przypominania sobie kolejno czynności.

Obejrzyjcie ten film, daje jasne instrukcje, a na koniec, dla rozluźnienia, sonda uliczna na temat pierwszej pomocy. Smieszna :-)

Zrobiło się poważnie. Ale co zrobić, kiedy to poważna sprawa.
Muszę się pouczyć, bo jutro znowu zajęcia, a po południu egzamin, dla mnie tym trudniejszy, że po angielsku. A dziś wieczorem pierwsze zajęcia z fotografii cyfrowej. Już nie moge się doczekać. Chociaż zmeczona jestem tym kursowaniem się. Tak jakoś wszystkie naraz się zebrały. Przypadek.
Cieszę się na weekend, przyjeżdz córka. Trzy tygodnie jej nie widziałam, i kolejne trzy nie zobaczę, aż do świąt, więc się musimy nacieszyć sobą.

środa, 17 listopada 2010

Słyszałam, ze w Polsce od niedawna nie można palić w miejscach publicznych. Nareszcie. W Irlandii już od lat jest ten zakaz i chociaż były protesty i głosy, że to nie przejdzie, przeszło i się umocniło. Wreszcie przestały mi oczy w pubie łzawić i ciuchy śmierdzieć. Przedtem było dla mnie nimożliwością wytrzymać w tym smrodzie, byłam zaszczuta przez palaczy, którzy mi dmuchali prosto w nos i mieli za nic fakt, że się duszę. Teraz oni mają wydzielone miejsca, pięknie urządzone wiaty, odzielne domki obok restauracji, palą sobie tam i nikomu nie jest z tego powodu źle.

Kiedyś też paliłam, nie wyobrażałam sobie kawy bez papierosa. I nic sobie nie robiłam z tego, że za mną siedziała osoba, która tego nie lubi, bo miałam prawo palić i z niego korzystałam. To samo w pociągu i innych miejscach. Wiem jak to jest, palacz po prostu nie rozlgąda się i nie ustala, czy może zapalić, czy nie. Po prostu siega po papierosa i go zapala. Poszliśmy kiedyś z przyjacielem Markiem na kawę w mieście. Już zamówiliśmy, rozmawiamy zadowoleni, że na siebie wpadliśmy na ulicy i nagle nasze oczy spoczęły na tabliczce - Dla niepalących. Rwaliśmy stamtąd, aż się kurzyło. Pół godziny szukaliśmy równie fajnego miejsca, żeby spocząć i oczywiście zapalić przy dobrej kawie.

Rzuciłam kilkanaście lat temu. Przeszkadza mi dym, a najbardziej smród jaki osiada na ubraniach, włosach, wszędzie. Ktoś pali, a ja czuję się jakbym była brudna i zapyziała. To jest okropne. Poza tym naprawdę łzawią mi oczy, nic na to nie poradzę.

To tyle w kwestii palenia. A dzisiaj mam za sobą pierwszy dzień kursu pierwszej pomocy. Bandażowanie, resuscytacja, postępowanie przy zakrztuszeniach jedzeniem (obcymi przedmiotami), wypadki, nieprzytomni, złamania itp. Pierwszy dzień dużo teorii, trochę tylko ćwiczeń praktycznych, ale co sobie instruktora pomacałam, to moje :-)

A tak na poważnie - od kilku lat mam takie dziwne poczucie, że powinnam umieć to wszystko, bo kiedyś mi się to przyda. Nie wiem skad to, ale tak mam. Powoli ta myśl zaczęła się przeradzać w natręctwo i strach, że nie wiem, co i jak się robi, a w każdej chwili może to byc potrzebne i człowiek na moich oczach umrze, bo ja nie wiem, jak postępować w przypadkach nagłych.

Po trzech dniach mamy egzamin, test pisemny z teorii i praktyczny. Uczy nas ratownik medyczny, ma manekiny, wszelkie sprzęty, nawet defiblilator będziemy używać ( u nas w mieście są dwa w miejscach ogólnodostępnych, jeżeli potrzebny idziesz, zbijasz szybkę i używasz, ale jak to się robi, niewielu wie).

Trzy pełne dni, po 7 godzin każdy, intensywnie - notatki, ćwiczenia, notatki, ćwiczenia. Czy to wystarczy? Nie wiem, ale kto wie, może kiedyś, oby nigdy, mi się to przyda. I obym zachowała wtedy zimną krew.

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!