|
Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Wpisy z tagiem: fryzjer
środa, 03 listopada 2010
O tym, że mam problem z wizytami u nowych, nieznanych mojej głowie fryzjerów pisałam w maju TU. Tym bardziej dziwne może się Wam wydawać, a mnie to już w ogóle zszokowało, że dzisiaj rzuciłam się na głęboką wodę i poszłam obciąć włosy. Już od kilku dni czułam się jak miotła, potargana albo bez sensu ulizana, nijak nie mogłam ułożyć włosów. Fakt, że pogoda u nas teraz taka, że nie można liczyć na nienaganny fryz, bo jak nie wieje, to pada, albo nawet wespół zespół oba te żywioły występują. I to nie mówię o jakimś tam lekkim wiaterku czy mżawce - u nas jak wieje, to przenika aż do kości, a jak pada, to jakby się nie odwócić, zawsze w pysk. Dzisiaj nie było lepiej, ani we względzie pogody, ani strzechy na głowie. Jakiś nieokiełznany wkurw mnie chwycił i musiałam, po prostu musialam iść zrobić z tym porządek. A ponieważ moja fryzjerka ma ważniejsze sprawy na glowie od mojego łba (chory mąż), pooooszłam w miasto szukać pomocy fachowca w innym salonie. Ciotka mojego jeszcze-nie-zięcia zrobiła sobie wolne, poszłam więc do takiego miejsca, które przypomina mi zakłady fryzjerskie z lat 70tych, kiedy to chodziłam z mamą do takich, gdzie było chyba z 10 czy może więcej stanowisk, ileś tam pań w trwałych ondulacjach i wyskubanych brwiach, odzianych w gustowne-nie-gustowne fartuszki z lamówkami (fryzjerki mam na myśli) i jeszcze więcej pań chcących zrobić się na podobieństwo tych z nożyczkami. Wbrew pozorom w tym szaleństwie była metoda. Wtedy i dziś też. Ten zakład jest bardzo popularny, bo jedyny, gdzie nie trzeba się umawiać. Bo w tych innych panie udają,że są zajęte i nigdy nie mają dla ciebie czasu od razu. U Teresy poczkasz to zawsze cię przyjmie. Dzisiaj, jak to we wtorek, nie bylo tłumu. Widziałam włosy przez nią cięte, nikomu krzywdy nie zrobiła (w ogóle ma dobrą opinię), pomyślałam więc, że może mi się uda nie dostac pomieszania zmysłów. Zeszłam na dół do marketu wypłacić pieniądze, bo sobie przypomniałam, że nie czyta kart płatniczych. Wróciłam, a tam już na mnie czeka jej współpracownica, młoda dziewczyna, która uczy się chyba jeszcze. Straaaasznie miła. Jak miałam jej powiedzieć, ze nie chcę, żeby to ona mnie obcinała. Usiadłam i pomyślałam - Panie Boże, taka jestem miła dla tej dziewczyny, nie daj jej mnie skrzywdzić. Wiem, że to glupie, On ma więcej na głowie - pokój na świecie, umierających, cierpiących, głodujących, a ja tu z fryzjerem do niego wyjeżdzam. Ale może chociaż mój Anioł Stróz! Nie było tak źle. Nie opitoliła mnie jak ten Chińczyk z poprzedniego wpisu. Nawet fajnie mnie przystrzygła. Zobaczymy jak bedzie w praniu, czyli po umyciu. Jednak mam nadzieję, że mąż mojej koleżanki fryzjerki dojdzie do siebie i będę do niej mogła wrócić następnym razem, bo jednak to mniejszy stres, kiedy się już zna osobę z ostrym przedmiotem w ręce :-)
sobota, 29 maja 2010
Jak ważny dla kobiety jest jej fryzjer, nie trzeba chyba pisać. Od tego co ma na głowie, zależy jej samopoczucie, świadomość własnej wartości; kobieta, która ma zadbane, dobrze obcięte włosy, może zdobywać góry, od tego może nawet zależeć czy odniesie sukces, i towarzyski, i zawodowy. Kolor włosów też jest ważny. Czy woli naturalne, bez dotyku chemii? A może zmienia kolory wraz ze zmianą pór roku? A może zależy to od tego, czy jest w nastroju do walki, czy może odpoczywa po? Ciemniejsze, ostre kolory wskazywałyby na osobę energiczną, albo taką, która musi podjąć się zadań szczególnych, trudnych i przywdziewa kolor jak zbroję. Kiedy kobieta jest pewna swojej pozycji, kiedy umacnia ją na już raz zdobytym polu, może sobie pozwolić na pastele, blondy, ciepłe brązy i blond-rudości. O ile oczywiście farbuje, bo są i takie aktywistki, które tolerują tylko surową naturalność, wtedy trudniej stwierdzić, czy ona jest w fazie zdobywcy, czy w fazie odpoczynku wojownika. Jest nieobliczalna jak Wiking. Albo po prostu ma piękne włosy, które szkoda by zniszczyć farbowaniem i jest pewna swojej wartości i bez podkreślania jej kolorem. Albo fleja, ale to już inna sprawa, bo takie to się zdarzają niezależnie czy w kolorze, czy au naturel. Podziwiam kobiety, które nie przywiązują się do jednego fryzjera, tylko wybierają na chybił trafił, gdzie akurat jest wolne albo ‘bo właśnie przechodziły i im się lokal spodobał’. Ja muszę się do swojego ‘oprawcy’ przyzwyczaić, wolę mężczyzn niż kobiety, wierzę w to, że dopiero, kiedy klient i fryzjer się poznają, następuje miła symbioza i pełne zrozumienie. W każdym razie minimalizuje się możliwość ‘kto-ci-taką-krzywdę-zrobił’. W Polsce miałam bardzo fajną dziewczynę, która rozumiała mnie jak nikt inny i miała świetną rękę do cięcia. Bo to jest dla mnie najważniejsze – nożyczki, sprawne i dobre strzyżenie, włosy farbuję sobie sama, bo mnie najzwyczajniej w świecie boli, kiedy musze zapłacić straszne pieniądze za ich malowanie. Tutaj, po wielu nieudanych próbach, znalazłam, a właściwie oni mnie znaleźli, bo zjechali do naszego miasteczka i otworzyli zakład, dwóch gejów z Londynu via Hiszpania. U nich kobieta była zaopiekowana jak nigdzie indziej, otoczona miłą atmosferą i atencją, kiedy wchodziło się do zakładu rzucali ci się na szyję i ‘darling’ oraz ‘my love’ nie było końca. No i byli dobrzy. Zniknęli po czterech latach, tak nagle jak się pokazali, widocznie taki mają styl, włóczykije. Teraz włosy obcinam u Polki i jest świetnie, ale podczas pobytu w Dublinie coś mnie podkusiło, zaszaleć chciałam (dla mnie to sam szczyt szaleństwa) i udałam się do fryzjera chińskiego. Wiele o nich słyszałam, że mają styl inny od wszystkich w Europie, że kiedy zaczynają śmigać nożyczkami, to powstaje fryzura najbardziej oryginalna od wszystkiego, co miałaś kiedykolwiek na głowie. Hmmm, to prawda, tylko nie jestem pewna, czy w takim tego stwierdzenia znaczeniu, w jakim się spodziewałam. Już samo mycie głowy odbywa się zupełnie inaczej, leży się z głową w zlewie, ale na kwadracie obleczonym skórą robiącym za swego rodzaju myjkową poduszkę. Przyjemnie jest i miękko, a do tego fryzjer robi masaż. Nie wiem jaki, ale po wyglądałam jak rastafarianin na haju, słowa mojej córki, która mi towarzyszyła i obserwowała te wszystkie ablucje. Potem posadzono mnie na fotelu i padło sakramentalne pytanie, którego tak naprawdę nienawidzę – jak tniemy? Pokazałam panu zdjęcie Ewy Kasprzyk w absolutnie fantastycznym krótkim cięciu i poprosiłam, że ja bym chciała tak samo. Czego fryzjerzy naprawdę nienawidzą? – pokazywania stylizowanych gwiazd i oczekiwania takiego samego efektu. No, ale skąd brać inspiracje jak nie z magazynów? Zawsze w takich wypadkach się śmieję, że wiem, że nie będę taka ładna, ale chociaż może tak ładnie obcięta? Pan fryzjer nie uśmiał się ze mną, jakiś ponurak pomyślałam, bo mi do głowy nie przyszło, że jego angielski jest słabiutki. Jestem z Donegalu, my tu dużo gadamy, ze wszystkimi. No, więc tokuję to tego swojego fryzjera, czy trudno wyjechać było z Chin, czy oni tam mają paszporty w domu i przepraszam, że tak pytam, ale my kiedyś nie mieliśmy, a przecież tam nadal komunizm i to taki raczej hard-corowy, ale on może ze mną o tym gadać, bo ja z Polski, więc towarzysz w niedoli jeszcze do niedawna i tak gadam i gadam, aż się zorientowałam, że on ani słowa nie rozumie, ni hu hu. Czy on zrozumiał, co ja na tym moim biednym łbie chciałam mieć? Spojrzałam na jego ręce i od razu wiedziałam, że robi, co mu się żywnie podoba, nie bacząc na zdjęcie aktorki, na moje chcenia-nie chcenia. A włosy coraz krótsze i wyglądam co najmniej dziwnie. Michalina mówi, że miałam panikę i rozpacz wypisane na twarzy, ale już było późno, żeby zatrzymać ten proces pozbywania mnie włosów. Spojrzałam w lustro na Chinkę za moimi plecami, która sobie tam coś układała, złapała moje spojrzenie, podniosła kciuk do góry i zakiwała się do przodu i do tyłu w akcie aprobaty. Jedyne, co mi przyszło do głowy to – ale się wpakowałam w g…. (i nie było to tak łagodnie powiedziane jak tu). Postanowiłam przyjąć to na klatę. Sama się pchałam, trzeba się teraz wykazać ‘godnościom osobistom’. Nagle pan fryzjer zarządał – otworzyć oczy (bałam się, że postradam zdrowe zmysły), patrzeć jak układam, w domu robić tak samo; krótko dobzie, długo niedobzie, równo też niedobzie, nierówno dobzie dobzie (miał na myśli, że niesymetrycznie jest dobzie, tfu dobrze). Mnie niesymetrycznie? Przecież ja jestem maniaczką symetrii, ratunku!!! Postawił mi sto kogutów na głowie i usatysfakcjonowany efektem końcowym, zdjął ze mnie fartuch i ukłonił się dwornie. Ja chyba zwariuję, pomyślałam, jak ja teraz na ulicę wyjdę? Moja córka utrzymywała, że wyglądam świetnie, postanowiłam, dla higieny psychicznej, jej uwierzyć. Cały dzień bacznie unikałam wszelkich luster czy okien wystawowych. Luuudzie, ja chciałam zaszaleć, a nie oszaleć! |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi
Notatki Coolturalne ![]() Wypromuj również swoją stronę Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|