Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: pożar

niedziela, 18 kwietnia 2010

Strasznie się wczoraj spracowaliśmy, mąż w ogrodzie, ja w domu. Wieczorem zasiadłam, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, na kanapie, z drinkiem pod ręką i z igłą w ręku, zmuszona ponaprawiać kilka sztuk odzieży. Puściłam sobie wcześniej nagrany film Czingis Chan (oryg. Mongol, szczegóły na moim drugim blogu). Film był bardzo zajmujący, nie zauważyłabym, ze coś się dzieje, gdyby nie mój syn, który polecił nam wyjść i zobaczyć, jaka gęsta mgła nagle spowiła nasze wzgórze i dom. Pomyślałam, że to może te pyły z wulkanu przedarły się przez chmury i zeszły niżej, nie znam się na tym, a to jedyne, co mi przyszło do glowy, kiedy wyszłam na zewnątrz. Z progu domu nie było widać nic, nawet mój samochód, zaparkowany zaraz przed, był ledwo widoczny.  Uwierzyłabym w naglą zmianę pogody, nie pierwszy raz to by się tu zdarzyło, gdyby nie straszny smród spalenizny. Zaczęliśmy obchodzić dom woków, badać każdy centymetr pola w zasięgu wzroku, wyglądać ognia, czy kogoś, kto może pali suche patyki. Nic. Nagle u naszych sąsiadów z komina ich domu buchnął ogień. Syn pognał do nich walić w drzwi, bo podejrzewaliśmy, że oni tego nie wiedzą. Rzeczywistośc okazała się gorsza - nikogo nie było w domu. On pobiegł do innych sąsiadów po pomoc, ja do telefonu dzwonić na straż. Z tego wszystkiego nie mogłam sobie przypomnieć numeru alarmowego, użyłam więc 112. Szybko przełączyli mnie do właściwej jednostki i za chwilę wóz już był w drodze (to słychać, bo na sygnale a miasteczko maleńskie). Stałam na drodze, gotowa pokierować wozem, w między czasie sąsiedzi znaleźli właściciela domu w mieście, w jednym z pubów, już zalewali wodą ogień w kominku, kiedy nadjechał wóz. Przestraszyłam się, że mi każą zapłacić za przyjazd, że to było nic takiego, ale przecież ponad metrowy słup ognia walił kominem, jeżeli byłaby jakaś nieszczelność, jakieś pęknięcie, strzych już mógł się palić, poza tym obok byly wielkie, stare drzewa, do tego suche, bo u nas nie padało od kilku dni (w Irlandii to już susza). Ale okazało się, ze byli potrzebni, bo trzeba było wszystko sprawdzić, a komin faktycznie nieźle się palił.

Takie emocje to były i strach ogromny, bo widać było jaki to zywioł i całkiem możliwa wydawała się opcja, ze ten dom po prostu zacznie płonąć.  Kiedy wyszlam dzisiaj do ogrodu, tak się ucieszyłam, że nadal tam stoi i nic sie nie stało. A wystarczyło tak niewiele, żeby scenariusz był całkiem inny.

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!