Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: ksiażki

wtorek, 27 lipca 2010

No i syn pojechał. A było to tak.

Do Dublina pojechaliśmy z Michaliną i Markiem, jego samochodem. Po mniej wiecej pół godzinie jazdy przypomniałam sobie, ze nie ma ze sobą żadnego dokumantu ze zdjęciem, a przecież z Dublina miałam wracać samolotem. Tak mi bylo wstyd, bo to takie zachowanie głupiej gęsi - ups, zapomnialam.... Myślałam, że się saperką pod beton zakopię. Marek musiał się wracac, a córka zadzwoniła do małżona i on jechał w naszą stronę. Ale był zły. Spotkaliśmy się na drodze i nastąpiło przkazanie dokumentu. Ze stresu to aż zasnęłam.

Dojechaliśmy do Dublina o 11 w nocy, było strasznie gorąco i duszno. W pokoju, gdzie spaliśmy gorąc, pootwierane okna, a my i tak nie mogliśmy zasnąć, a o 4 trzeba było się obudzić. Wojtek na materacu, co ruch to 'pierd' materacowy, ja na kanapie, lekko przykrótkiej, spałam na jednym boku, aż kiedy zadzwonił budzik, nie dość, że miałam wrażenie niespania wcale, to jeszcze zrobił mi się placek po prawej stronie głowy, mimo wosku do włosów nie do usunięcia. Miałam przed sobą stres zwiazany z lotem Wojtka, więc kto by się tam fryzurą przejmował?

Na lotnisko mieliśmy jechać autobusem, bo zaraz obok córki mieszkania, jest przystanek Aircoach, który jedzie wprost tam. Zostałam uprzedzona, że mogą się też zatrzymywać taksówki, za te same pieniądze, co autobus (14/15 euro za dwie osoby) kierowcy będą chcieli przechwycić pasażerów. Zatrzymało się ich kilka, ale ja jakoś uparłam się na autobus, bo chciałam kupic bilet powrotny, taniej. Ale ten nie przyjeżdzał i po pół godzinie spanikowałam i wsiadłam do taksówki, wcześniej uzgodniwszy cenę na 15 euro. Kierowca był czarnoskóry. Kiedy dojechaliśmy, podałam mu banknot 20 E, a dostałam reszty 1.05. Kiedy zaprotestowałam, on powiedział, ze nie wie, o co chodzi, to normalna taryfa, a o pieniądzach przecież nie gadaliśmy, tylko wsiadłam i on pojechał. Myślałam, że go zdzielę przez ten czarny pysk (i proszę mi tu nie wyjeżdżać z gadkami o rasizmie, bo jakoś dziwnie tylko oni takie numery mi zawsze robią), trochę się poszarpaliśmy słownie, zobaczył, że policja się zbliża i mój wzrok w ich kierunku skierowałam, oddał pieniądze i wysiedliśmy. Jeszcze mi miłego dnia życzył.

Kiedy odpawiłam syna, poszłam na górę do Sturbucksa na kawę, czekać aż odleci. Musiałam się upewnić, że dotarł do odpwiedniej bramki i siedzi w samolocie, że wszystko dobrze. Miałam kanapke zrobioną przez Michalinę, duuuużą kawę i dobrą ksiażkę. Zapadłam w głęboki fotel, wyciągnęłam nogi i czytałam 2 godziny, co jakis czas rozmawiajac z synem. Kiedy już wyleciał, pojechałam do centrum Dublina, zjadłam superowe śniadanko czytajac Irish Independent (uwielbiam poranne gazety czytane przy jedzeniu), a potem udałam się do Chapters Bookstore, księgarni poleconej przez Anię, blogową Hrabinę, w której są książki z drugiej ręki, ale też nowe, wszystkie w promocjach. Ale miałam używanie. Dziękuje Aniu. Relacja z zakupów, bo potem pognałam do Easona, miałam tam gift voucher kupiony dla mnie przez koleżankę Kasię w prezencie, TU na Notatkach Coolturalnych.

Dla mola ksiażkowego to raj na ziemi :-)

Chciałam jeszcze uprawiac jakieś zakupowanie, ale pogoda - duchota, upał jak dla mnie, wyjątkowo mnie zniechęcała. Zajrzałam więc do redakcji Polska Times na kawę, wizytę roboczą tak zwaną, a potem na obiado-lunch do Yamamori, mojej najukochańszej restauracji japońskiej. Pisałam kiedyś, że zamawiam zawsze najgorsze danie z karty, tym razem postanowiłam zaszaleć i coś nowego zjeść i też tak się skończyło. Zamówiłam kurczaka w sezamie z warzywami i z takim sosem, który mnie doprowadził do łez. A tak japońskie sosy lubię, ale ten był nie do przejścia. Mój kelner, jak potem się okazało też manager (córka mi powiedziała, kiedy jej relację zdałam), Włoch, był taki obcesowy i jakiś niecierpliwy, że nie miałam odwagi poprosić o inny sos, niechby nawet nie pasował ich zdaniem do potrawy. W ogóle trochę mi było wstyd, bo ja nie umiem jeść pałeczkami i chyba mi to z pyska bije, bo facet od razu mnie zapytał, czy nóż i widelec przynieść. Naokoło ludzie wywijają drewienkami, a ja srebrne sztućce w użyciu miałam. Jako jedyna chyba. Ale większy byłby obciach, gdybym pałeczkami próbowała jeść. Poza tym dobrze mi tam było, bo sobie książki obejrzałam (w Chapters kupiłam 3 dla siebie i 3 na prezent), podczytywałam, dostałam dobrą chińską zieloną herbatę, pogoda piękna, a ja w ogrodzie bambusowym jadłam.

Potem dopiero do Easona poszłam, bo sobie go na deser zostawiłam. Najpierw myślałam, ze nie wykorzystam tego kuponu prezentowego, bo nic nie mogłam wypatrzeć. Tam takie masy książek, że trzeba cierpliwości. Ale jak zaczęłam grzebać to miałam problem, bo za dużo mi się podobało. Ostatecznie wybrałam trzy, nieznacznie musiałam dopłacić.

Tag byłam wykończona, że postanowiłam na lotnisko jechać, choc wcześnie jeszcze było, tam jednak klimatyzacja i wygodne fotele do czytania, a ja już miałam dosyć Dublina, dosyć tłumów, upału, hałasu, miasta po prostu. Doszłam do wniosku, że gdybym miała tam mieszkać, to bym sobie w łeb palnęła. Jednak wolę swoje pustkowia w Donegalu, wiatr od morza, ostre, czyste powietrze, ciszę i przestrzenie. Kiedy doleciałam, nie mogłam sie nacieszyć, że już w domu.

Jeszcze wzięłam prysznic, porozmawiałam z synem na skype, upewniona, że on zadowolony i szczęśliwy, no i bezpieczny, wpiłam duszkiem szklankę piwa, bo najlepiej gasi pragnienie, ale ja nie za bardzo pijaca, więc się urżnęłam w trupa tak, ze nie mogłam do łóżka dojść. Zasnęłam, a dzisiaj czuję się jakby przeze mnie pociąg przejechał. Duże miasto tak na mnie działa, czy po prostu stres zwiazany z wyjazdem syna?

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!