|
Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Wpisy z tagiem: odwaga
sobota, 29 maja 2010
Jak ważny dla kobiety jest jej fryzjer, nie trzeba chyba pisać. Od tego co ma na głowie, zależy jej samopoczucie, świadomość własnej wartości; kobieta, która ma zadbane, dobrze obcięte włosy, może zdobywać góry, od tego może nawet zależeć czy odniesie sukces, i towarzyski, i zawodowy. Kolor włosów też jest ważny. Czy woli naturalne, bez dotyku chemii? A może zmienia kolory wraz ze zmianą pór roku? A może zależy to od tego, czy jest w nastroju do walki, czy może odpoczywa po? Ciemniejsze, ostre kolory wskazywałyby na osobę energiczną, albo taką, która musi podjąć się zadań szczególnych, trudnych i przywdziewa kolor jak zbroję. Kiedy kobieta jest pewna swojej pozycji, kiedy umacnia ją na już raz zdobytym polu, może sobie pozwolić na pastele, blondy, ciepłe brązy i blond-rudości. O ile oczywiście farbuje, bo są i takie aktywistki, które tolerują tylko surową naturalność, wtedy trudniej stwierdzić, czy ona jest w fazie zdobywcy, czy w fazie odpoczynku wojownika. Jest nieobliczalna jak Wiking. Albo po prostu ma piękne włosy, które szkoda by zniszczyć farbowaniem i jest pewna swojej wartości i bez podkreślania jej kolorem. Albo fleja, ale to już inna sprawa, bo takie to się zdarzają niezależnie czy w kolorze, czy au naturel. Podziwiam kobiety, które nie przywiązują się do jednego fryzjera, tylko wybierają na chybił trafił, gdzie akurat jest wolne albo ‘bo właśnie przechodziły i im się lokal spodobał’. Ja muszę się do swojego ‘oprawcy’ przyzwyczaić, wolę mężczyzn niż kobiety, wierzę w to, że dopiero, kiedy klient i fryzjer się poznają, następuje miła symbioza i pełne zrozumienie. W każdym razie minimalizuje się możliwość ‘kto-ci-taką-krzywdę-zrobił’. W Polsce miałam bardzo fajną dziewczynę, która rozumiała mnie jak nikt inny i miała świetną rękę do cięcia. Bo to jest dla mnie najważniejsze – nożyczki, sprawne i dobre strzyżenie, włosy farbuję sobie sama, bo mnie najzwyczajniej w świecie boli, kiedy musze zapłacić straszne pieniądze za ich malowanie. Tutaj, po wielu nieudanych próbach, znalazłam, a właściwie oni mnie znaleźli, bo zjechali do naszego miasteczka i otworzyli zakład, dwóch gejów z Londynu via Hiszpania. U nich kobieta była zaopiekowana jak nigdzie indziej, otoczona miłą atmosferą i atencją, kiedy wchodziło się do zakładu rzucali ci się na szyję i ‘darling’ oraz ‘my love’ nie było końca. No i byli dobrzy. Zniknęli po czterech latach, tak nagle jak się pokazali, widocznie taki mają styl, włóczykije. Teraz włosy obcinam u Polki i jest świetnie, ale podczas pobytu w Dublinie coś mnie podkusiło, zaszaleć chciałam (dla mnie to sam szczyt szaleństwa) i udałam się do fryzjera chińskiego. Wiele o nich słyszałam, że mają styl inny od wszystkich w Europie, że kiedy zaczynają śmigać nożyczkami, to powstaje fryzura najbardziej oryginalna od wszystkiego, co miałaś kiedykolwiek na głowie. Hmmm, to prawda, tylko nie jestem pewna, czy w takim tego stwierdzenia znaczeniu, w jakim się spodziewałam. Już samo mycie głowy odbywa się zupełnie inaczej, leży się z głową w zlewie, ale na kwadracie obleczonym skórą robiącym za swego rodzaju myjkową poduszkę. Przyjemnie jest i miękko, a do tego fryzjer robi masaż. Nie wiem jaki, ale po wyglądałam jak rastafarianin na haju, słowa mojej córki, która mi towarzyszyła i obserwowała te wszystkie ablucje. Potem posadzono mnie na fotelu i padło sakramentalne pytanie, którego tak naprawdę nienawidzę – jak tniemy? Pokazałam panu zdjęcie Ewy Kasprzyk w absolutnie fantastycznym krótkim cięciu i poprosiłam, że ja bym chciała tak samo. Czego fryzjerzy naprawdę nienawidzą? – pokazywania stylizowanych gwiazd i oczekiwania takiego samego efektu. No, ale skąd brać inspiracje jak nie z magazynów? Zawsze w takich wypadkach się śmieję, że wiem, że nie będę taka ładna, ale chociaż może tak ładnie obcięta? Pan fryzjer nie uśmiał się ze mną, jakiś ponurak pomyślałam, bo mi do głowy nie przyszło, że jego angielski jest słabiutki. Jestem z Donegalu, my tu dużo gadamy, ze wszystkimi. No, więc tokuję to tego swojego fryzjera, czy trudno wyjechać było z Chin, czy oni tam mają paszporty w domu i przepraszam, że tak pytam, ale my kiedyś nie mieliśmy, a przecież tam nadal komunizm i to taki raczej hard-corowy, ale on może ze mną o tym gadać, bo ja z Polski, więc towarzysz w niedoli jeszcze do niedawna i tak gadam i gadam, aż się zorientowałam, że on ani słowa nie rozumie, ni hu hu. Czy on zrozumiał, co ja na tym moim biednym łbie chciałam mieć? Spojrzałam na jego ręce i od razu wiedziałam, że robi, co mu się żywnie podoba, nie bacząc na zdjęcie aktorki, na moje chcenia-nie chcenia. A włosy coraz krótsze i wyglądam co najmniej dziwnie. Michalina mówi, że miałam panikę i rozpacz wypisane na twarzy, ale już było późno, żeby zatrzymać ten proces pozbywania mnie włosów. Spojrzałam w lustro na Chinkę za moimi plecami, która sobie tam coś układała, złapała moje spojrzenie, podniosła kciuk do góry i zakiwała się do przodu i do tyłu w akcie aprobaty. Jedyne, co mi przyszło do głowy to – ale się wpakowałam w g…. (i nie było to tak łagodnie powiedziane jak tu). Postanowiłam przyjąć to na klatę. Sama się pchałam, trzeba się teraz wykazać ‘godnościom osobistom’. Nagle pan fryzjer zarządał – otworzyć oczy (bałam się, że postradam zdrowe zmysły), patrzeć jak układam, w domu robić tak samo; krótko dobzie, długo niedobzie, równo też niedobzie, nierówno dobzie dobzie (miał na myśli, że niesymetrycznie jest dobzie, tfu dobrze). Mnie niesymetrycznie? Przecież ja jestem maniaczką symetrii, ratunku!!! Postawił mi sto kogutów na głowie i usatysfakcjonowany efektem końcowym, zdjął ze mnie fartuch i ukłonił się dwornie. Ja chyba zwariuję, pomyślałam, jak ja teraz na ulicę wyjdę? Moja córka utrzymywała, że wyglądam świetnie, postanowiłam, dla higieny psychicznej, jej uwierzyć. Cały dzień bacznie unikałam wszelkich luster czy okien wystawowych. Luuudzie, ja chciałam zaszaleć, a nie oszaleć!
piątek, 05 marca 2010
Dużo ostatnio myślę o odwadze cywilnej. W szkole, już od wczesnych lat, a ponieważ to ‘wczesne’ przypada u mnie na lata 70-te, więc może powinnam dodać, że było to za czasów komunistycznych, uczono nas, że powinniśmy mieć zawsze odwagę bronić swoich ideałów, jak również młodszych, słabszych, ludzi starych; uczyli nas pomagać wszędzie tam, gdzie to konieczne, że są wśród nas ludzie, którzy sami nie dają sobie rady z życiem, czy rzeczywistością, że w takich sytuacjach trzeba reagować. Uczono nas, że może przyjść dzień, że Ojczyzna nas wezwie i wtedy powinniśmy być gotowi na to wezwanie odpowiedzieć. Mówiono nie raz, że popełniać błędy jest rzeczą ludzką, ale nie przyznać się do nich, kiedy kogoś innego za nie spotyka kara, to straszne tchórzostwo. Upominano, że nie odpowiedzieć na apel o pomoc to szczyt samolubstwa, konformizmu i egoizmu, że nie można się bezczynnie przyglądać, kiedy komuś dzieje się krzywda. Ostrzegano, że droga uczciwości nie zawsze jest łatwa, że niektóre czyny są aktem najwyższej odwagi, że czasem ponosi się duże koszty, ale warto, bo to jest po prostu jedyna słuszna rzecz, którą człowiek uczciwy i honorowy może zrobić. Na lekcjach polskiego i historii wręcz zasypywano nas przykładami aktów niezwykłej odwagi, zarówno tej wyrażanej w czynach, jak i osobistej, bohaterowie tych opowiadań, czy zdarzeń z historii dawniejszej, dawali dowód na to, że można być człowiekiem przez duże C i nie trzeba być do tego ani specjalnie utalentowanym, wybitnym ani wysoko urodzonym, mogła to być drobna kobieta, dziecko, frenetyczna staruszka, chłop w sile wieku, wszystko zależy od sytuacji i okoliczności. Całe życie myślałam, że to są wartości uniwersalne, że powinnam je przekazać swoim dzieciom i sama do nich się stosować, ale po ostatnich doniesieniach o zabójstwach dokonanych przez 17-latków, jedno dotyczyło policjanta, drugie 15-letniej dziewczyny, mam wątpliwości, że te wartości są nadal przekazywane młodzieży? Mam na myśli fakt, że kiedyś to był standard, żeby im to wszystko wpoić, a teraz szkoła chyba tylko przechowuje uczniów od 8 do 16, a potem to niech się dzieje wola nieba. Realizacja programu tak, wychowywanie nie, bo to rola rodziców. A co jeżeli rodzice nie mają czasu, wiedzy, takiego pionu moralnego, sami są przestępcami, chuliganami lub zwyczajnymi pijakami? Wszystko się tak jakoś dewaluuje, a społeczeństwo pozostawione samo sobie staje się drastycznie indolentne, zagonione za pracą lub w pracy, nie daje sobie rady z utrzymaniem właściwych wartości ludzkich na poziomie chociażby podstawowym, już nie mówiąc o jakimkolwiek rozwoju. Kiedy usłyszałam o zamordowanym policjancie, posłuchałam doniesień z miejsca zbrodni, o tym, ze ludzie stali skamieniali i nie reagowali, kiedy napastnik dźgał człowieka nożem, nie raz, a kilka razy, więc to nie było przypadkowe draśnięcie tylko amok jakiś, zaczęłam zastanawiać się, co ja bym uczyniła, gdyby mi przyszło być świadkiem takiego zdarzenia. Pierwsza myśl, to taka, że oczywiście rzuciłabym się na pomoc, ale potem uczciwie musiałam przyznać przed samą sobą, że przecież nie byłam nigdy w sytuacji ekstremalnej, skąd więc mogę wiedzieć, jak bym zareagowała? Tak się tym przejęłam, że wykonując codzienne czynności, w wyobraźni, ale też i we śnie, rozgrywam różne możliwe scenariusze, od skamienienia, jak to się stało z tamtymi ludźmi w tramwaju, do czynów. I to wcale nie w kategorii – jakim to ja bym była bohaterem, raczej rozmyślałam, jak by to zrobić, żeby kosy nie zarobić, a jednak nie być niemym i nieruchomym uczestnikiem zdarzeń. Może zrobić z siebie idiotę, zacząć krzyczeć, machać rękami, puszczać bańki z nosa, albo wręcz szału dostać, wybałuszyć oczy i wtedy napastnik by zgłupiał i zostałaby odwrócona jego uwaga, ktoś może by się wtedy ocknął i pomógł. Albo zacząć wzywać Boga i odwoływać się do tych wartości, chłopak pewnie chodził w szkole na religię, może był u I Komunii, może to by go otrzeźwiło, przestraszyło, wskazało karę nie tylko administracyjną, czyli więzienie, ale i Boską, czyli taką, od której nie da się uciec. Takie działanie podprogowe, krzyczeć, drzeć się w niebogłosy – Boże powstrzymaj rękę tego chłopaka, takie teatralne zachowania czasem działają, bo są nieoczekiwane i zaskakujące. Może nie tylko świadkowie by zbaranieli, ale i atakujący? Mam zawsze wyładowaną torbę podręczną, więc miałam plan, że gdyby on w tym amoku rzucił się na mnie, to jego nóż najpierw trafił by na niezliczoną ilość notesów, saszetek, portfel, książkę (może nawet czytałabym coś w twardej oprawie tego dnia), i wiele innych przedmiotów, które złagodziłyby cios, może nie byłby śmiertelny? Wariatów ludzie się z reguły boją i ich unikają, więc zdecydowanie optuję za udawaniem skrajnie oszalałego wariata. Nagle bez ostrzeżenia. Jeżeli miałoby to uratować temu człowiekowi życie, gotowa bym była nawet rozebrać się do naga, literalnie zedrzeć z wrzaskiem z siebie odzienie, co byłoby nie lada szokiem dla wielu, może ten chłopak nawet by uciekł? Na pewno by uciekł. Tak sobie wymyślałam, co w takiej sytuacji można by jeszcze zdziałać i nawet mi przez myśl nie przeszło, że stałabym tam i nie robiła nic. Nie, nie jestem bohaterem i nie mam bohaterskich czynów na swoim koncie, ale uważam, że lepiej ćwiczyć w sobie gotowość na czyny ponad nasze siły, niż hodować w sobie tchórza i konformistę. Bo jak historia pokazuje, w każdej chwili swojego życia, nawet jadąc tramwajem, Luasem czy autobusem, może nam przyjść stanąć oko w oko z zagrożeniem i co wtedy?
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi
Notatki Coolturalne ![]() Wypromuj również swoją stronę Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|