Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: głupie strachy

poniedziałek, 17 maja 2010

Kilka tygodni temu spotkałam znajomego, z którym kiedyś pracowaliśmy w jednym hotelu. Dużo starszy ode mnie, samotny pan, troche dziwak. Powiedział, że własnie dostal dom od council'u i się przeprowadził. Strasznie zadowolony. Zapraszał, powiedziałam, że na pewno go odwiedzę, ale nie miałam zamiaru. Tego jeszcze brakowało, żebym po mieszkaniach starych kawalerów zaczęła się szwendać. Ani ochoty, ani czasu.

Po dwóch tygodniach dostaję wiadomośc od znajomej, że spotkała tego samego faceta i on się strasznie upiera nas (obie!) widzieć, że chyba sie nie odczepi, musimy któregoś dnia się umówić i co ja na to? Pomyslałam, że we dwie to możemy iść. Odfajkujemy i będzie z głowy.

Podjechałyśmy pod całkiem nowy blok, imponujący, wszędzie dywany, winda, ładne przestronne korytarze, okna wielkie, luksus. W mieszkaniu już nie bylo tak zachęcająco. Mimo, że wprowadził się dopiero co, już zdołał wszędzie poupychać jakieś kartony, kartoniki, gazety, buteli, notesiki, bruliony, wszędzie ciuchy i wszystko na wierzchu, pod ręką. Starzy ludzie tak maja, ale bez przesady, on ma dopiero 61 lat. Już się spięłam, bo ten obraz przywiódl najgorsze wspomnienia z domu mamy i jego porządkowania. No nic, nie mój problem, postanowiłam odsiedziec troszkę i udac się w drogę powrotna do mojego świata. Zastanawiałam się tylko, czy dam radę wypić kawę lub herbatę z któregoś z jego kubków?

Na szczęście nas nie próbował częstować.  Zacząl natomiast opowieść, na początku nieskładną i nie wiedziałam zupełnie, o co mu chodzi. Potem zaczęła się wyłaniać z tego jakaś treść, a jak do mnie dotarło, o co chodzi, to mi się włos na glowie zjerzył i taki już pozostał, do tej pory.

Otóż mój rozmówca, u którego, przypominam, siedzę w domu, mówi, ze jest oświeconym Mesjaszem, że on stoi w światłosci, a my w mroku (jeszcze).  Że już za kilka lat, góra piętnaście, ziści sie to, na co on czeka 40 lat. I on chce nas na to przygotować. A mianowicie w mojej wiosce będzie centralny rząd całej planety Ziemi, ze tutaj będzie centrum dowodzenia, ze będzie jedna tylko waluta, że wszyscy jesteśmy tacy sami, pochodzimy od jednego człowieka, który wywodzi się z kontynentu afrykańskiego i będziemy reunited, czyli od nowa zjednoczeni. I on jest nosicielem tej idei, która na początku była oswieceniem, ale i wielkim ciężarem, bo inni nie chca go słuchać, zamykają drzwi przed tą wiedzą, bo ona nie jest dla każdego, trzeba być przygotowanym na przyjęcie idei do siebie....i tak dalej w ten desen. Oczywiscie bylo jeszcze o idiotach w rządzie, o tym, że jedni go poszczuli psami, inni wyśmiali, a on był kiedyś bardzo nieśmiałym człowiekiem, ale teraz jest 'the most confident man on the planet' czyli człowiekiem najbardziej wierzącym w swoje sily na calej planecie, ze jego dlon, która kiedys byla bezbronna i otwarta, teraz zaciska się w pięść..... a ja sobie szybko w głowie przemyśliwuje, jak sprytnie z nim rozmawiac, żeby mi kosy nie sprzedal i żeby cało wyszła z jego mieszkania, a nie została 'wiadomością ze strony pierwszej' znalezionym ciałem, pocwiartowanym i schowanym w szafie.

Koleżanka, nieświadoma chyba tego, co on powiedział, wygooglowała w iphonie global governent i wyszło jej, że takich świrów jest więcej, że jeden facet na youtube to nawet to samo mówił, co nasz znajomy, tylko byl odziany w garnitur i wyglądał bardziej nobliwie. Problem w tym, że Eddie nie ma dojścia do sieci, jedynie słucha TV i czyta prasę, może jeszcze radio, mało podrózuje, więc świrowata myśl powstała w jego głowie niezależnie od tego faceta, gdzieś na drugim końcu swiata. Eddie się bardzo zdenerwował, ze mu ktoś ukradl idee, którą on hodował we łbie od tylu lat. To się dopiero zaczęłam bać, że dostanie szału. Stanęło na tym, że Eddie musi sie nauczyć obsługiwać kompa i korzystać z sieci i połączyć się z innymi świrami, z innych krajów, będą mieli bal. Wypuścił nas cało i żywo, czego ta notka dowodem. Uffff

poniedziałek, 08 lutego 2010

Czy macie czasem takie poczucie, że nie tak dzieje się w waszym życiu? Niby wszystko ok, niby pod kontrolą, rozwiązuję problemy w miarę jak się okazują, córka bezpiecznie wróciła z Maroka, syn zadowolony z życia konferuje z kolegami online, mąż zdrowy, pies szczęśliwy, a ja mam w sercu straszny niepokój, jakby coś wisiało w powietrzu, jakieś nieszczęście.

Dzisiaj zadzwonił telefon. Oczywiście nie wtedy, kiedy robiłam sobie śniadanie, nie wtedy, kiedy zalewałam herbatę, nie wtedy, kiedy siedziałam z wyciągniętymi nogami na fotelu i ją popijałam, zadzwonił dopiero wtedy, gdy wlazłam pod prysznic i do tego myłam głowę, więc miałam ograniczone możlwiości zareagowania na bodźce słuchowe, zresztą poważnie stępione poprzez szum wody. Drugi raz zadzwonił, kiedy stałam ociekając wodą na środku łazienki. A że nie lubię niedodebranych połączeń, bo mnie potem męczy kto dzwonił, pognałam goła jak święty turecki do telefonu. Ale mi się wyłączył, bateria. No to nadal nieubrana pognałam na piętro, do drugiej słuchawki, bo zadzwonił telefon raz jeszcze. Nie dobiegłam na czas. Odczytałam na ekranie elektronicznego wyświetlacza - OUT OF AREA. Co to do jasnej cholery ma znaczyć, z poza kraju, z poza kontynentu? Skąd ten telefon i dlaczego tak dzwoni i dzwoni? Zadaj pytanie, wykreaujesz własną odpowiedź, oczywiście popartą wizją tragicznych wypadków. No i jaki taki spokój szlak trafił, co ja mówię spokój, uczciwie przynać musze, że mam uczucie niepokoju właśnie od kilku dni, a ten telefon tylko to spotęgował.

Musiałam jechać do miasta, bo byłam umówiona na tłumaczenie w spotkaniu dyscyplinarno-odwoławczym i to też była raczej nieprzyjemna sprawa, więc mi się humor nie poprawił. Miałam nadzieję, że potem skoczę sobie do kina na seans przed 16, ale długie było to spotkanie, więc nici z kina. Nawet godzinna jazda samochodem mi nie pomogła, chociaż zwykle odpręża.

Siedzę teraz i się zamartwiam - co ode mnie chceli ci ludzie z OUT OF AREA, może to coś niedobrego, może powinnam być gdzie indziej, coś działać?  I tak się boję, że jak mnie jakaś wiadomosć pieprznie w łeb, to się nie pozbieram.

W ogóle od czasu udaru mózgu mojej mamy i zajść później z tym związanych, boję się dźwięku telefonu.

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!