|
Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Wpisy z tagiem: depresja
sobota, 20 marca 2010
Wciąż mam do czynienia z tym zjawiskiem. Moja babcia z dumą nosi w sobie świadomość, że całe życie była chora na depresję i tym załatwia się każdy trudny temat. Moja mama zachowuje się jak osoba chora na depresję, ale miała też problem z tarczycą, więc to ta druga choroba wzięła na siebie wszystkie symptomy i o tym pierwszym problemie skwapliwie zapomniano. Teraz jest po udarze mózgu, więc mówi się, że to normalne, że ma depresję, bo sobie od czasu do czasu zdaje sprawę, co się stąło. Ja rękami i nogami bronię się przed wszelkimi dołami, chociaż przegrywam na całej linii, jeżeli chodzi o zwykłe chandry (któż ich nie doświadcza od czasu do czasu?), natomiast zupełnie w glowie nie mieści mi się porzucenie wszystkiego, zakopanie sie w łóżku i nicnierobienie. Wiem jadnakże, że to nieważne, co mi się w głowie mieści czy nie, może ta choroba dopaść każdego i wtedy najważniejsze jest, żeby szybko szukać pomocy, żeby sobie z tego zdać sprawę, bo inaczej nie tylko sobie życie niszczymy, ale i bliskim. Noszę w sobie piętno mojej mamy depresji, czy trudnego charakteru, bo do tej pory nie wiem, która to byla/jest opcja? Mam swoję demony, które mnie dopadają regularnie, złe sny, okresy niedobrego samopoczucia, kiedy to całe moje ciało buntuje się przeciw temu, jaki wpływ wywiera na mnie 'mother factor'. Kiedys, kiedy trzeba było (zwróćcie uwagę, że piszę trzeba, a nie, ze czekaliśmy na to cały rok z niecierpliowścią), a więc trzeba było rodzicielke odwiedzić, wizyta skończyła się u mnie ogólnym 'zawałem organizmu'. Wszystko przestało działac, miałam bóle brzucha, spuchły mi nogi i nie mogłam z bólu chodzić, nie mogłam jeść, bolała mnie głowa, ręce.... Lekarka, która się mną zajęła, załamała ręce, powiedziała, że jak pojadę do domu (wtedy mieszkałam w Siedlcach), to chyba bedę musiała się połozyć do szpitala, tak ze mną źle. Wróciłam, jakiś mądry lekarz, po wywiadzie, zorientował się chyba, w czym rzecz, bo dały mi lekkie leki antydepresyjne (ale mi nie powiedział i mam do niego o to żal do dziś, bo bym nie wzięła), w zaciszu domowym w tydzień wszystkie dolegliwości ustąpiły i nigdy nie wróciły. Okazało się, ze to była reakacja psychosomatyczna na to, co działo się podczas wizyty w rodzinnym domu. Do tej pory nie moge wyjść ze zdziwienia, jak psychika ma wpływ na działanie organizmu i jak stres potrafi wziąć góre na rozumem. Do tej pory, kiedy wiem, że czas zadzwonić do mamy, dowiedzieć się, co u niej, zaczynam mieć rewolucje, wymiotować nawet. Ucieklam aż tutaj, do Irlandii. Chociaż to był przypadek, a nie swiadome działanie, skwapliwie skorzystałam z okazji. Mąz uważa, że przesadzam, bo ja nie chciałam, on mnie postawil przed faktem dokonanym, ale ja mam podejrzenia, że ucieczka to też była. Uciekam, a i tak mnie depresja dogoniła, tyle że nie moja, nie rodziny, tylko jednej z mieszkanek mojego miasteczka, Irlandki. Czy ja mam jakiś znak na czole, że mnie ci ludzie sobie wybierają? Ja pieprzę, dlaczego ja? Pierwszy odruch to było - nie zgadzaj się, uciekaj! Ale potem pomyślałam sobie, że tyle osób pomagało mi porządkować dom mamy, w takim samym stanie, a ostanio też mieszkanie, które też zdołała zapuścić, i szwagierka, i szwagier (ze strony męża), ale też przyjaciele, przecież nie musieli, przecież to nie był ich problem, też pewnie mieli coś fajniejszego do roboty, teraz przyszedł czas zapłaty za dobroć innych i ja mogę też komuś pomóc. I polazłam tam, walczyłam z bałaganem i brudem. Czeka mnie jeszcze tydzień takiego szaleństwa w pajęczynach. Nie problem z wysiłkiem fizycznym (chociaż też, bo strasznie ciężka to praca), problem przebywać w towarzystwie tej nieszczęśliwej kobiety, bo ja rozpaczliwie potrzebuję normalnych, wesołych ludzi, a jeżeli nie, to spokoju. Samoobrona taka. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym nie osiwiała przez te kilka dni. A swoją drogą takie to moje zezowate szczęście, koleżanka została poproszona o pomoc pewnej lekarce w porządkowaniu jej wielkiej biblioteki po remoncie, odkurzaniu książek itp, sobie robiły te porządki, rozmawiały o zyciu, fajnie było. A ja? No sami powiedzcie, czy to nie pech jakiś? |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi
Notatki Coolturalne ![]() Wypromuj również swoją stronę Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|