Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: profilaktyka

sobota, 23 października 2010

Te testy to był mój pomysł. Taka byłam z siebie dumna, że mądra, zapobiegliwa, biorę sprawy w swoje ręce i takie tam bzdury.  A jak tylko przyszedł list z datą wizyty w klinice badań piersi, zaczęłam świrować z niepokoju – a co jeśli coś znajdą?  Może lepiej schować głowę za kotarę, jak robią to dzieci, i udawać, że piersi nie mam wcale.

O umówionej godzinie weszłam do szpitala.  Pani w recepcji spytała mnie o dane, potwierdzenie adresu i tak dalej, zwyczajowa procedura, a potem skierowała do przebieralni.  Rozejrzałam się po piętrze, gdzie mieści się Breast Care Clinic, zdziwiona skonstatowałam, że wszędzie widzę kolor różowy, wszystkie panie siedzą ubrane w takie pelerynki, jak u fryzjera. Rozmawiają, czytają, zaśmiewają się czegoś, też jak u fryzjera.  Jakby ten kolor wpływał na punkt widzenia sprawy. Żadna z kobiet, nawet te całkiem łyse, nie były smutne.  To był pierwszy szok.

Zostałam skierowana do przebieralni, poproszono mnie o całkowite rozebranie się do pasa, schowanie swoich rzeczy, włącznie z torebką, do szafki i wyjście do poczekalni.  Po chwili dołączyłam do grona Różowych.  Całkiem przypadkiem, bo przecież nie wiedziałam, że ten kolor będzie dominujący, miałam ze sobą książkę Magdy Witkiewicz ‘Milaczek’ (wybraną specjalnie na tę okazję, bo jest wesoła i nie dodaje zmartwień do i tak stresującego procesu), która była też różowa i to dokładnie w takim odcieniu, jak te wdzianka w stylu motyla.

Najpierw musiałam się widzieć z lekarzem, pierwsza rozmowa, ankieta, musiałam wymienić wszystkie kobiety w rodzinie dwa pokolenia wstecz i różne odgałęzienia, włącznie z moimi dziećmi. Potem badanie palpacyjne i chociaż nic nie zaniepokoiło lekarza, skierował mnie do drugiej części kliniki na mammografię.  Tam czekałam tylko chwilę, a i tak pielęgniarka co chwilę przychodziła do mnie i kilku innych pań, pytała, czy wszystko w porządku, uspokajała, że to bezbolesna procedura i uśmiechem dodawała odwagi, bo nam zaczęły miny rzednąć. Nie tylko pielęgniarki tak się nad nami trzęsły, lekarze też cały czas przemawiali do nas jak do dzieci, uspokajającym tonem, z szerokim uśmiechem, a główny konsultant to już w ogóle przechodził sam siebie, ogrzewał ręce przed badaniem, a głos modulował „na księdza”.  Już sama nie wiem, co wolę - polską obcesowość, czy te ich mówienie na przydechu, jak do ‘potencjalnie’ ciężko chorych?

Naczytałam się, że mammografia jest może i ‘bezkrwawa’, ale za to jednak boli, chociaż próbują wciskać kity, że nie.  Cała byłam oczekiwaniem na ten ból, nastawiałam się, że będę dzielna jak Wanda Wasilewska i łez moich nie zobaczą, po moim trupie, tfu, tfu.  Kazali mi zdjąć różowe skrzydła motyla, już któryś raz, zdejmij, załóż, przejdź dalej, zdejmij, załóż …. moja misternie układana fryzura poooooszła.  Podeszłam do maszyny, pielęgniarka z boskim uśmiechem przeprowadziła mnie przez badanie, omawiając, co będzie zaraz robić.  Potem ułożyła lewą pierś na talerzu i drugim (były na półce nakładki przyciskające różnych rozmiarów, dla każdego według potrzeb), zjechała na nią rozpłaszczając na papier, no może na karton.  Przyjemne to nie było, ale nie bolesne, niepotrzebnie panikowałam.  Tylko musiałam się pilnować, żeby na moją pierś nie patrzeć, bo wyglądała jak rozjechana przez TIR-a, bałam się, że nie wróci do poprzedniego kształtu.

Po wszystkim znowu założyłam pelerynę i pofrunęłam do poczekalni, gdzie mnie przekierowano (ha, komputer zmienia na przekserowano, może i tak?) znowu do lekarza i tu niespodzianka, zdjęcia będą opisane jeszcze tego samego dnia, a lekarz je ze mną omówi.  Chociaż w tej klinice roiło się od ludzi jak na lotnisku, pielęgniarki kierowały ruchem jak stewardesy, jedne pacjentki się przebierały do badań, inne do wyjścia, jeszcze inne czekały do lekarzy, wszystko było pod kontrolą, płynęło gładko jak walc wiedeński Maseraka.

Bardzo mi ulżyło, kiedy dowiedziałam się, że nie ma niepokojących zmian.  Lekarz uradowanym głosem mi to oznajmił, co najmniej jakby to o jego piersi chodziło. Pożegnał się do ‘za 10 lat’ i tyle mnie tam chcieli.  Zabrali mi różowe skrzydła motyla i z uciechą pomachali na do widzenia, a raczej ‘żegnaj’, bo tam nikt nie chce widzieć swoich pacjentek znowu, chyba, że tak los postanowi.

Nie miałam powodu, żeby pchać się na te badania, po prostu sobie ubzdurałam, że powinnam, bo tyle moich znajomych zachorowało na raka piersi.  Wprawdzie na cytologię mnie listem poprosili, ale piersi, to inna rzecz, tych nie bada się profilaktycznie przed ukończeniem 50 lat.  Musiałam ponarzekać, że mnie strasznie bolą.  Ale jak się już tym GP zajął, od listu referencyjnego, do umówionego spotkania minęło niewiele ponad tydzień.  Błyskawicznie, biorąc pod uwagę czas oczekiwania na wizytę u specjalisty w tym kraju. Warto, wszystkie Was namawiam, i na mammografię, USG chociaż, i na cytologię. Gdyby coś znaleźli w pierwszym badaniu, zrobiliby jeszcze scan, jakby było trzeba, tego samego dnia tez biopsję cienkoigłową.  Wiadomo, w takich sytuacjach liczy się czas.  Przed rakiem nie da się schować, kiedy już nas dopadnie, ale można z nim walczyć, wielu wygrywa.

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!