Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli

Wpisy z tagiem: Irladnia

niedziela, 21 listopada 2010

WIĘCEJ CUKRU!!! - zakrzyknęłam zupełnie jak 'papież' z Testosteronu, kiedy wróciłam z powrotem do sali.

A było to tak - niedziela, dyżur w bibliotece polskiej, jak co tydzień. Piękna pogoda, humor mi dopisuje, byla ze mną dzisiaj Michalina, tym bardziej byłam zadowolona. Poza tym, mówiłam już nie raz, praca w bibliotece, chociaż za darmo, nic a nic mnie nie męczy i niedziel mi nie szkoda, bo ksiażki to moja pasja, a ta biblioteka to moje (prawie, ale o tym też już pisałam wcześniej) dziecko. Ewa, która to zaczęła, do której dołączyłam, wyjechała rok temu, po pół roku działalności i teraz ja na placu boju zostałam sama. Piszę, bo to wszystko wyjaśni moje późniejsze oburzenie.

No więc kupuję, żebrzę, wygrywam w konkursach, podgaduję i dostaję w darach od ludzi - wszystkie chwyty dozwolone, żeby tylko poszerzyć księgozbiór. Czasem pisarze, czy wydawnictwa same proponują egzemplarze dla nas, ale czasem trzeba pisać maile, docierać różnymi kanałami, dzwonić, zeby jak najtaniej kupić, albo uprosić gratisy.  Nie żal mi ani czasu, ani mi nie wstyd, bo to przecież nie dla siebie, a dla biblioteki, ktora rośnie, pęcznieje, staje się coraz bardziej bogata i kolorowa. Nie chwaląc się - jam to sprawiła. No dobra, trochę się chwalę, ale to dlatego, że chcę 'udokumentować' (jak w magazynie 'Uwaga'), w czym rzecz.

Dzisiaj w szkole zatrzymala mnie jedna z nauczycielek i zagaja - a co gdyby ten księgozbiór udostępnić ludziom przez cały tydzień, nie tylko w niedzielę, gdyby był w jakims miejscu publicznym obslugiwany przez kogoś więcej dni niz tylko jeden? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że cały czas prowadzę takie rozmowy, jakby dostać dofinansowanie i może etat, czy pół, żeby to prowadzić dla szerszego grona, w większym niż tylko niedzielnym zakresie, ale jak narazie jestem w punkcie wyjścia, chociaż miałam kilka obiecujacych rozmów. Na to ta pani, że no tak, to może potrwać rok lub dwa, a tu można działać od razu. Ja myślałam, że to jakiś pomysł na bibliotekę i mnie wraz z nią. Ależ jestem naiwna - pomysł był taki, że ta pani, tak zrozumiałam, gdzieś ten księgozbiór wyprowadzi ze szkoły niedzielnej, ona (ONA!) przejmie jego 'obsługę', a ja będę zawsze mile widziana. Ktoś tam poprowadzi kafejkę kulutralną, a 'moje' książki będą robiły za atrakcję. A ja? A ja tam będę zawsze mile widziana.

No myślałam, że mnie szlag trafi na miejscu. Takiej bezczelności się nie spodziewałam. Tyle czasu i wysiłku poświęcam tej bibliotece, nigdy nie miałam żadnej pomocy, oprócz wtachania dwóch kartonów do sali, ani w katalogowaniu, ani w zdobywaniu książek, a teraz, kiedy wszystko się tak pięknie rozwinęło (mamy ponad 800 pozycji, a zaczynaliśmy od kilku kartonów staroci), kiedy mamy nowości i wciąż dochodzą kolejne - ta kobieta ma czelność proponować przekazanie pałeczki jej, a ja będę zawsze mile widzianym gościem? Wieczorkiem na godzinkę, przed zamknięciem moge wpaść?

Luuuudzie więcej cukru!!!! Idę sobie budyń wtranżolić, małżon ugotwał, zeby mnie trochę spacyfikować.

Tagi: Irladnia
20:00, kasia.eire , Dziennik
Link Komentarze (38) »
środa, 17 listopada 2010

Słyszałam, ze w Polsce od niedawna nie można palić w miejscach publicznych. Nareszcie. W Irlandii już od lat jest ten zakaz i chociaż były protesty i głosy, że to nie przejdzie, przeszło i się umocniło. Wreszcie przestały mi oczy w pubie łzawić i ciuchy śmierdzieć. Przedtem było dla mnie nimożliwością wytrzymać w tym smrodzie, byłam zaszczuta przez palaczy, którzy mi dmuchali prosto w nos i mieli za nic fakt, że się duszę. Teraz oni mają wydzielone miejsca, pięknie urządzone wiaty, odzielne domki obok restauracji, palą sobie tam i nikomu nie jest z tego powodu źle.

Kiedyś też paliłam, nie wyobrażałam sobie kawy bez papierosa. I nic sobie nie robiłam z tego, że za mną siedziała osoba, która tego nie lubi, bo miałam prawo palić i z niego korzystałam. To samo w pociągu i innych miejscach. Wiem jak to jest, palacz po prostu nie rozlgąda się i nie ustala, czy może zapalić, czy nie. Po prostu siega po papierosa i go zapala. Poszliśmy kiedyś z przyjacielem Markiem na kawę w mieście. Już zamówiliśmy, rozmawiamy zadowoleni, że na siebie wpadliśmy na ulicy i nagle nasze oczy spoczęły na tabliczce - Dla niepalących. Rwaliśmy stamtąd, aż się kurzyło. Pół godziny szukaliśmy równie fajnego miejsca, żeby spocząć i oczywiście zapalić przy dobrej kawie.

Rzuciłam kilkanaście lat temu. Przeszkadza mi dym, a najbardziej smród jaki osiada na ubraniach, włosach, wszędzie. Ktoś pali, a ja czuję się jakbym była brudna i zapyziała. To jest okropne. Poza tym naprawdę łzawią mi oczy, nic na to nie poradzę.

To tyle w kwestii palenia. A dzisiaj mam za sobą pierwszy dzień kursu pierwszej pomocy. Bandażowanie, resuscytacja, postępowanie przy zakrztuszeniach jedzeniem (obcymi przedmiotami), wypadki, nieprzytomni, złamania itp. Pierwszy dzień dużo teorii, trochę tylko ćwiczeń praktycznych, ale co sobie instruktora pomacałam, to moje :-)

A tak na poważnie - od kilku lat mam takie dziwne poczucie, że powinnam umieć to wszystko, bo kiedyś mi się to przyda. Nie wiem skad to, ale tak mam. Powoli ta myśl zaczęła się przeradzać w natręctwo i strach, że nie wiem, co i jak się robi, a w każdej chwili może to byc potrzebne i człowiek na moich oczach umrze, bo ja nie wiem, jak postępować w przypadkach nagłych.

Po trzech dniach mamy egzamin, test pisemny z teorii i praktyczny. Uczy nas ratownik medyczny, ma manekiny, wszelkie sprzęty, nawet defiblilator będziemy używać ( u nas w mieście są dwa w miejscach ogólnodostępnych, jeżeli potrzebny idziesz, zbijasz szybkę i używasz, ale jak to się robi, niewielu wie).

Trzy pełne dni, po 7 godzin każdy, intensywnie - notatki, ćwiczenia, notatki, ćwiczenia. Czy to wystarczy? Nie wiem, ale kto wie, może kiedyś, oby nigdy, mi się to przyda. I obym zachowała wtedy zimną krew.

O autorze
Zakładki:
A) Konkurs Blog Roku 2011
Blogi Kulinarne
Czytam innych
Kontakt - kasia.eire@gazeta.pl
Mój blog o książkach, filmach i inne zapiski coolturalne
Mój szablon od Auel
No copyright infringement is intended - copyrighted images are being used for criticism, comment and news reporting only, referring to the fair use clause of copyright law. This site is not for profit
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiał ten nie może być kopiowany, publikowany i rozprowadzany w żadnej formie, bez pisemnej zgody autorki.
Tagi

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!