<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Z babskiej perspektywy</title>
    <link>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/html</link>
    <description>Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów,  obecnie dwóch  oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli</description>
    <lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 13:26:19 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Powrót córy wytrawnej, czyli pierwsze z podróży reminiscencje</title>
      <link>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/05/Powrot-cory-wytrawnej-czyli-pierwsze-z-podrozy.html</link>
      <description>&lt;p&gt;No i jestem. Ufff, podróż powrotna była pełna wrażeń, bo jak zwykle obładowałam się książkami i różnymi innymi ciężkościami. Przyjaciółka odprowadzająca mnie na lotnisko, kiedy zobaczyła moją kurtkę wypchaną w kieszeniach różnymi 'kamieniami', które nie weszły do bagażu, powiedziała, że wyglądam jak rumunka (specjalnie piszę z małej litery, bo w tym wypadku nie o narodowość przecież idzie). No i miała oczywiście rację, ale kiedy idzie o przewiezienie książek i różnych innych ważnych rzeczy typu kremy do gęby, które przecież w Polsce najlepsze (świetlika z herbatą pod oczy sobie właśnie nałożyłam i przeżywam szczyty przyjemności podocznej), pasta Lacalut Active, niedostępna u nas, a niezastąpiona, kubek do kawy, bo oczywiście wypatrzyłam, no i prezenty, czyli niezwykłej ciężkości albumy o Koszalinie w starych pocztówkach i nowych ujęciach, z na dokładkę cukier brzozowy w ilości jednego kilograma, czyli dokładnie jedna dwudziesta tego, co mogę zabrać. No, ale książki przede wszystkim. Gdyby nie pewna przemiła osóbka o imieniu Iza, miałabym wielki problem, bo niestety u mnie rozum śpi, kiedy widzę książki, a pobyt na targach wydawniczych to już w ogóle COMA dla mojego rozsądku, oczywizda nakupowałam, ona spojrzała na siaty, skojarzyła z koniecznością przelotu i limitu bagażu i mi je po prostu przykazała zostawić do wysyłki. Ciężko mi było wypuścić je z ręki, ale to była konieczność, taka prawda.&lt;br /&gt; W głowie mam straszny mętlik. Tyle się działo. Przez 17 dni siedziałam w największym Roller Coasterze  świata, mówię Wam - większego nie wymyślili i nie zbudowali, a jeśli kiedykolwiek, ludzie będą musieli podpisywać papiery - zgodę na przejazd na własną odpowiedzialność. Przechodziłam od wielkiej rozpaczy i tęsknoty, do nadziei jeszcze większej, momentami do radości, aż dobrnęłam do ostatnich trzech dni i euforii niewyobrażalnej. Po drodze snu mało, zmęczenie i upał, który mi doskwierał, bo co tu dużo mówić, odzwyczaiłam się, a i wcześniej nie byłam fanką wysokich temperatur.&lt;br /&gt; Postaram się to pomału opisywać i dzielić się z Wami wrażeniami. Na dziś już kończę, bo nadrabiam zaległości różniste, a poza tym mąż po operacji, o czym w kolejnych odsłonach. &amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>kasia.eire@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Dziennik</category>
      <comments>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/05/Powrot-cory-wytrawnej-czyli-pierwsze-z-podrozy.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/05/Powrot-cory-wytrawnej-czyli-pierwsze-z-podrozy.html</guid>
      <pubDate>Thu, 17 May 2012 13:26:19 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Doniesienia z pola walki :-)</title>
      <link>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/05/Doniesienia-z-pola-walki.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Hejka. Wpadłam na chwilkę, pewnie po raz ostatni przed powrotem do siebie, bo jak się okazało, nie ma w moim mieście kafejek internetowych, które zostały wyparte przez hot spoty. Pierwsze widzę, widocznie w Polsce założyli, że wszyscy podróżują ze swoimi laptopami, albo po prostu u nas nie spodziewają się, że ktoś może przyjechać do tego miasta, a już na pewno nie bez swojego sprzętu, jaki by on nie był. Smartphone jest dobry do odwiedzenia Facebooka, ale nie do napisania notki na blogu, czyli w ten pokrętny sposób próbuję powiedzieć, że jestem w czarnej dupie jeśli chodzi o dostęp do komputera. Odwyk przechodzę ciężko, jakby mnie ktoś od świat odseparował, co jest totalną głupotą, bo świat jest tu i teraz, ale nie mogę bagatelizować faktu, że mój świat jest też w sieci. Pewnie dlatego, że mieszkam na odludziu.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;No właśnie, mieszkam na odludziu i to uczyniło ze mnie dzikusa. Męczy mnie miasto, hałas, chamstwo, popychanie się na ulicy, to całe &amp;#8216;maszeruj albo giń&amp;#8217;. Dziwne, bo kiedyś moje rodzinne miasto wydawało mi się małe i klaustrofobiczne, Siedlce, do których się przeniosłam, jeszcze bardziej, a teraz całkiem na odwrót. Niedługo Pawlikowska przyjedzie do mnie kręcić program Z kamerą wśród dzikich. Ale czy mi z tym tak źle? Sama nie wiem, boję się, że popadnę w jakieś kompletne &amp;#8216;odludztwo&amp;#8217;. Pomyślę o tym jutro, że pojadę Scarlett.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Dwa dni przed wyjazdem do Polski były niezwykle intensywne. Najpierw z synem pojechaliśmy na II Olimpiadę Szkół Polonijnych do Dublina.  Z tego powodu musiałam wyjechać z domu o półtora dnia wcześniej, nie podobał mi się ten pomysł, ale z drugiej strony cieszyłam się na spotkanie z przyjaciółką mieszkającą w okolicach Dublina, z którą widuję się ran na rok, albo i rzadziej. &lt;br /&gt; Olimpiada była taka sobie, ale dzieciaki miały ubaw. Mało mi nogi w zad nie weszły, bo nie było gdzie przysiąść. Wstałam o trzeciej rano, wyjechaliśmy o czwartej, z Letterkenny o piątej, w Dublinie byliśmy na miejscu po 9tej. I do 17tej cały czas w biegu, wyjąwszy pisanie testu z angielskiego. Nie zajęłam miejsca na podium. Foch. &lt;br /&gt; Po całej imprezie syn wsiadł do autobusu i pojechał z powrotem do Donegalu, a ja zostałam zaproszona przez córkę i jeszcze-nie-zięcia do Yamamori, mojej ulubionej restauracyjki japońskiej, na jedzonko. Czy ja Wam już mówiłam, że to siedem orgazmów na raz? Uwielbiam, a ich tuńczyk w marynacie teryaki na łożu z grillowanych warzyw z sałatką i brązowym ryżem  to nawet 10 o (taka nowa jednostka oceny jedzenia). Normalnie byłam w niebie. Była wyjątkowo udana pogoda, poszliśmy do Yamamori Noodles, tam jeszcze nie byłam, bo wcześniej jadaliśmy w innej restauracji tej samej sieci. Myślałam,że nie będzie mi się podobać, bo nie znoszę zmian, ale podobała mi się jeszcze bardziej. Mam nauczkę, powinnam być bardziej otwarta w tej kwestii. Miasto było pełne ludzi, wszystkie miejsca w restauracjach w tej części miasta, zajęte do ostatniego stolika. Wszędzie było gwarno, wesoło i czuć było wielkomiejskość. Po raz pierwszy spojrzałam tak na Dublin, wcześniej nie miałam takich odczuć. Co więcej, po raz pierwszy wydawało mi się, że gdzie nie spojrzę, tam przystojny mężczyzna, nie tylko uroda, ale i ciuch, klasa, szyk, kurczę, jakiś zjazd był czy co? Córka z jeszcze-nie-zięciem śmiali się, że wszystko to przez koktajl śliwkowy, który dla mnie zamówili. Nie sądzę, chociaż?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Przeszliśmy się po St. Stevens Green (za nazwę ulicy nie ręczę, mogłam coś pokiełbasić  i fruu do Laytown do mojej przyjaciółki. A tam pogaduchy przy wielkim stole w ciepłej kuchni, miętoszenie maluteńkich kotków, które się urodziły ich kotce, głaskanie Pyry, ich psa (od razu mi mój Franiu przed oczami stanął), i wiadomo, herbatka, ciasto drożdżowe ze śliwkami jeszcze ciepłe, miło, wesoło. Jak to u przyjaciół.  Po wyjeździe dzieciaków z powrotem do Dublina, my zostałyśmy jeszcze w kuchni przy winku. Do trzeciej, czyli jak słusznie zauważyła Iza, nie spałam 24 godziny. Ale maraton. O dziwo na drugi dzień wstaliśmy dosyć wcześnie, bo przed 9tą. I znowu pogaduchy w kuchni, o życiu,  książkach i różnych ciekawych rzeczach i wyjazd na zakupy, bo poprzedniego wieczoru okazało się, że zamiast koszuli nocnej i spodenek wzięłam dwie pary dołów, a góry żadnej. Kupiłam dwie koszule dla siebie, jedną dla mamy, zahaczyłyśmy jeszcze o Body Shop, gdzie odwaliłyśmy histerię na punkcie ich zapachów (strasznie fajowe) i pognałyśmy do domu, bo za niedługo miał się zacząć wieczorny koncert chórów kościelnych w najpiękniejszym chyba kościele w Europie. Mowa oczywiście o kategorii nowoczesnych, bo te stare katedry i kościółki to oczywiście zupełnie inna. Kościół w Laytown ma fasadę z 1800 któregoś roku, do której dobudowano nowoczesną resztę. Kościół jest okrągły, a ściana za ołtarzem jest cała przeszklona i wychodzi na otwarte morze i na plażę. Za oknem stoi prosty drewniany, gigantyczny krzyż. Wrażenie jest niesamowite, niezależnie od pogody, czy jest piękne słońce, czy sztorm, czuć wielkość Boga i jego stworzenia. I euforię, bo widok, który mają wierni podczas mszy, zapiera dech w piersiach. Niesamowite. Architektem jest Liam McCormack, nie żyjący już, pochodził z Derry. W Donegalu wiem o dwóch kościołach jego projektu, oba niepowtarzalne, też nawiązujące do otaczającej je przyrody.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Pobyt u Izy bardzo mnie wyciszył, czułam się u niej jak u mamy, nie dlatego, że taka stara, ale dlatego, że taka dobra, jak powinna być każda mama. Uspokoiłam się na tyle, że jadąc na drugi dzień do Polski, o dziwo zniknął ucisk w sercu i nerwicowe bóle, które mam normalnie wszędzie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;No, a teraz jestem już u mamy. Rano dopadły mnie wszelkie objawy psychosomatyczne, które zwykle mam tutaj, bóle nóg (dodatkowo mi puchną), krew z nosa, poszła mi żyłka w oku, bóle głowy i ogólne skołowacenie. I tak pewnie już do końca.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Za to spotkałam już, na chwilę, bo na chwilę, ale jednak, moich ukochanych przyjaciół, Hanię, Dorotę i Piotra i powiem Wam tak, że gdyby mi ktoś powiedział - wszelkie problemy finansowe i każde inne znikną, jeśli wyzbędziesz się przyjaciół, to bym na ten układ nie poszła, bo co życie jest warte, bez wspaniałych ludzi wokół. I nie jest to egzaltacja, ani żadna inna &amp;#8216;przesadyzacja&amp;#8217;.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;I tym optymistycznym akcentem zakańczam i upraszam o afirmowanie wszelkiego dobrego. Całusy J     &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&amp;#65279;&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>kasia.eire@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Dziennik</category>
      <comments>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/05/Doniesienia-z-pola-walki.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/05/Doniesienia-z-pola-walki.html</guid>
      <pubDate>Wed, 2 May 2012 11:03:38 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Ryba podstępnie zaatakaowała twaróg, a horror walizowy trwa</title>
      <link>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/04/Ryba-podstepnie-zaatakaowala-twarog-a-horror.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Na wstępie chciałam przeprosić Kate i Cezara, bo to wspaniali ludzie i ich wizyta zasługuje na oddzielny, długaśny wpis, ale niestety podziało się tak jak podziało, zbiegło się to wszystko z moim wyjazdem i kicha.&lt;br /&gt; Przyjechali do mnie w zeszłym tygodniu, ponad 3 godziny w samochodzie się tłukli. Nawet nie pamiętam jak się poznaliśmy, na pewno korespondencyjnie jakoś, Kate czyta moje felietony i się odezwała, chyba mailowo. W każdym razie od słowa do słowa, dwa lata temu pierwszy raz spotkaliśmy się w realu, a w tym roku była powtórka. Jak zwykle - Kaśka ja Cię zabiję - wjechała do domu z ciastem i siatami, a tam same produkty dla 'biednych' odchudzaczy, czyli przyprawy różniste Fit Up Kamisu, z błonnikiem, kiełkami itp, do tego dodatki do mleka, maca, ciemna czekolada, ryżowe i owsiane ciasteczka, dżem bez cukru dla łakomczucha, czego tam nie było. Ciasto natomiast buraczane, przepyszne. Kate przepis miałaś wysłać!&lt;br /&gt; [dygresja - chudnę!!!! Cały czas trzymam się wytycznych z książki Makarowskiej, i po kilogramie, powolutku gubię kilogramy. Niesamowite. Nie pamiętam, kiedy jadłam ziemniaki i mi ich nie brakuje. Ryżu i makaronu też prawie nie jadam, a jeśli to ciemne. Chleb tylko rano na śniadanie, ciemny. Wszystko to, co mi przeszkadzało powoli przestaje byc dla mnie ważne, zmienia się styl żywienia na stałe, to cud - koniec dygresji]&lt;br /&gt; Pojechaliśmy na plażę, trochę pozwiedzać z okien samochodu, ale najważniejszy punkt programu to jednak pogaduchy, wymiana myśli, energii. &lt;br /&gt; Oczywiście nie obyło się bez utrudnień, bo u mnie zawsze musi być i śmieszno, i straszno. Akurat w ten dzień musiałam wyskoczyć do szkoły Wojtka na spotkanie z nauczycielami po ogloszeniu wyników próbnego egzaminu Junior Cert. Godzina, ponad nawet, z tego spotkania stracona. Mąż mnie godnie zastępował. Dzięki Kate i Cezarowi za wizytę. &lt;br /&gt; No, ale to już przeszłość, niestety. Teraz w sypialni leży częściowo spakowana waliza i mnie straszy. Terror walizowy normalnie. Nienawidzę tego widoku, nie w takich okolicznościach. Sciągam uprane ciuchy, szykuję do prasowania i segreguję do zabrania, ale wszystko we mnie krzyczy, że nie chcę jechać.&lt;br /&gt; Jednocześnie wiem, ze się nakręcam sama, że nie jest tak źle, ale wiecie jak to jest - w ciemnym pokoju wszystko straszy, nawet nasza ukochana lalka zamienia się potwora. No i ja tak mam, zgasiłam światło w głowie i się boję. Tego, co tam zastanę, decyzji, które będę musiała podjąć, mojego poczucia klęski jako córki, wyrzutów sumienia, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i faktycznym stanem rzeczy. Tak, mną też rządzą stereotypy, chciałabym żeby było tak, jak u Mostowiaków, ale nie jest to możliwe.&lt;br /&gt; Teraz czuję wyrzuty, a jak mama zacznie na mnie krzyczeć, to się będę kulić w sobie i liczyć do dziesięciu. Kalms już spakowany, mam nadzieję, że pomoże&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Teraz wyglądam tak&lt;/p&gt; &#xD;
&lt;a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="http://1.bp.blogspot.com/-bowZW5zfaug/T5pw_5tjsiI/AAAAAAAABEg/DgUDntFPFqw/s1600/Nie+pacze+nawet.jpg"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-bowZW5zfaug/T5pw_5tjsiI/AAAAAAAABEg/DgUDntFPFqw/s320/Nie+pacze+nawet.jpg" alt="" width="320" height="224" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &#xD;
&lt;p&gt; (uwielbiam 'paczizmy')&amp;#65279;&lt;br /&gt; Głowę mam już gdzieś hen na wysokościach w samolocie, lęk też bierze górę i nawet fakt, że na końcu mam wspaniałe spotkania, że w rodzinnym mieście też mam ukochanych przyjaciół i ciekawych znajomych, których spieszę się zobaczyć, nie pomaga. No cóż. Muszę poszukać włącznika światła, oswoić strachy. To, co nie znane, zawsze gorzej wygląda.&lt;br /&gt; Ciekawe ile jeszcze 'małych katastrof' sobie tutaj zgotuję, czego zapomnę? Na dobry początek tej masakry sowicie doprawiłam poranny twarożek, który miał mi poprawić humor, przyprawą naturalną do ... ryb. Mężowi się nie przyznam. Zjadłam i teraz mi się rybą odbija, haha. A na obiad ... ryba. Potwory z morza atakują.&lt;br /&gt; Jutro olimpiada szkół polonijnych w Dublinie, gdzie zgodziłam się pisać test z angielskiego. W swoim stanie ducha dostanę chyba ze 20%, oto przepis na popis.&lt;br /&gt; Wieczorem córka zaprosiła mnie do japońskiej restauracji, mojej ukochanej Yamamori. Ja to mam szczęście.&lt;br /&gt; Kochane dziewczyny i kochane chłopaki - nie będzie mnie dwa tygodnie. Nie sądzę, żebym miała dojście do komputera na tyle, żebym mogła tu pisać, komentować czy Was czytać. Zajrzę jeszcze wieczorem zobaczyć, czy są jakieś komentarze, a potem wio.&lt;br /&gt; Mam nadzieję, że na mnie tu zaczekacie i nie 'wszystek umrę'.&lt;br /&gt; Trzymajcie kciuki.&lt;br /&gt; &amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>kasia.eire@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Dziennik</category>
      <comments>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/04/Ryba-podstepnie-zaatakaowala-twarog-a-horror.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/04/Ryba-podstepnie-zaatakaowala-twarog-a-horror.html</guid>
      <pubDate>Fri, 27 Apr 2012 12:00:35 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Przedwyjazdowe emocje, nagłe podarki, nudno nie jest</title>
      <link>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/04/Przedwyjazdowe-emocje-nagle-podarki-nudno-nie-jest.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Kochani, przepraszam, że Was tak haniebnie porzuciłam, nie zaglądam tutaj i nie piszę, ale przygotowania do wyjazdu trwają i niestety są bardzo czasochłonne. Na FB czasem wpadam, bo tam można na chwilę, zerknąć i uciekać, a blogom trzeba poświęcić czas, poczytać, napisać, odpisać na komentarze, nie da się na chybcika. Wybaczcie mi, że do Was nie zaglądam, nie zapomniałam, ale masakrycznie nie mam czasu. To tyle tytułem wstępu.&lt;br /&gt; Ostatnie dni są jak psychiczny rollercoaster - raz na górze, raz na dole, aż rzygać się chce. Od piątku się zaczęło. Najpierw mama znowu wylądowała w szpitalu, wiadomo, nerwy, telefony, rozmowy z lekarzami. Przepraszam wszystkie wspaniałe dziewczyny, uczące się na lekarki, albo już pracujące w tym zawodzie blogerki, ale muszę to powiedzieć - niektórzy Wasi koledzy po fachu to żenada. Nie zawodowo, bo tego ocenić przez telefon nie mogłam, zresztą nie podejrzewam, ale komunikacja z rodziną, rozmowa, podejście do pacjenta, to po prostu obciach. Zobaczyłam różnicę, kiedy wreszcie trafiłam na normalnego lekarza, nie tylko pracownika szpitala, ale i człowieka. Wszystko mi wytłumaczył, pełną informację dostałam i trwało to krócej niż te złośliwe rozmówki i tłumaczenia innych, że nie mają ze mną czasu rozmawiać. Nawet się przedstawił, co mnie wbiło w fotel, bo poprzedni panowie na moje pytanie, z kim rozmawiam, odkładali słuchawkę. Ja wiem, że praca lekarza jest ciężka i stresująca, ale styl i klasa komunikacji z pacjentami i ich bliskimi nie zajmuje więcej czasu niż odzywki na granicy chamstwa, lekceważenie i brak dobrego wychowania. Przecież lekarz to nie dresiarz jakiś, można od niego wymagać, że będzie trzymał poziom. Czy nie?&lt;br /&gt; Jakoś się udało sytuację opanować, mama wróciła do domu.&lt;br /&gt; Kolejne dni gonitwa albo ślęczenie przy komputerze. Nie będzie mnie dwa tygodnie, więc wiele spraw trzeba pozałatwiać tak, żeby moja nieobecność nie oznaczała zawalenia spraw ani terminów. Cały czas robię listy, co kupić, gdzie pojechać, a to samochód do NCT, a to klucze do biblioteki, bo mam zastępstwo za siebie podczas mojej nieobecności, upominki dla znajomych i bliskich w Polsce (drobne, bo oczywiście kasy brak), coś tam trzeba napisać, coś wysłać, zadzwonić, pojechać, pomóc, uprać, spakować niezliczoną ilość niezbędnych rzeczy, czyli mały MediaMarkt jak to określił Witkowski w Drwalu - ładowarki, szczoteczki elektryczne, przełączniki do gniazdek, komórka na Polskę, baterie, aparat fotograficzny itp. Kable, kable i jeszcze raz kable. Leki - wykupić, odliczyć na wyjazd, przepakować, bo w tych blisterach za dużo miejsca zajmują, zajęło mi to godzinę. Mąż się śmiał ze mnie, jakby było z czego.&lt;br /&gt; Milion spraw i rzeczy do spamiętania. Notes pęka od numerów telefonów i listy rzeczy do załatwienia. Wymiana maili trwa, ustalanie, uzgadnianie, wiadomo jak to jest. &lt;br /&gt; Czasem jest mi smutno, stresa mam wielkiego, nawet jak piszę, to mam taki mętlik w głowie, że mi trudno zdania klecić. Łapię momenty, które mnie wydobywają z otchłani tego stresu. Wygrałam książkę na FB u Marii Ulatowskiej, zaraz potem okazało się, że też drugą do mnie poleci. Inna pisarka powiadomiła mnie o wysłaniu swojej nowej powieści, a to na sto procent będzie hit, więc radość równie wielka. Zadzwoniła córka, że dostała praktykę na lato w bardzo dobrym studiu graficznym, co zwiększa bardzo jej szanse na zdobycie dobrej pracy - myślałam, że zemdleję ze szczęscia. Kilka dni potem dowiedziała się, że jej pisemna praca dyplomowa jest tak dobra, że może brać udział w konkursie międzynarodowym. Duma, chociaż nie ma w tym mojej zasługi, ale dziecko przecież moje, krew moja, to się podłączę do 'świętowania'.&lt;br /&gt; I tak dobre momenty przeplatają się ze stresującymi, po prostu życie.&lt;br /&gt; Jestem wdzięczna za każdy taki promyk słońca, za każdy przejaw życzliwości, a doświadczam tego dużo ostatnio, aż nie wiem, czy zasługuję.&lt;br /&gt; O wizycie Kate i jej męża jeszcze chciałam opowiedzieć, ale to już może jutro. &amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>kasia.eire@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category>Dziennik</category>
      <comments>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/04/Przedwyjazdowe-emocje-nagle-podarki-nudno-nie-jest.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://zbabskiejperspektywy.blox.pl/2012/04/Przedwyjazdowe-emocje-nagle-podarki-nudno-nie-jest.html</guid>
      <pubDate>Thu, 26 Apr 2012 00:23:57 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


