Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Norton i Lwy uratowały tydzień



Ależ miałam ciężki tydzień. Niby nie cały, bo poniedziałek to u nas przecież dzień św. Patryka, więc wolne, ale wtorek zaczęłam z przytupem - dwunastogodzinnym dyżurem w domu opieki, gdzie mieszkają moi podopieczni z dziennego centrum. W ten dzień nie działał transport, musieli zostać w domu, a tam mieli znowu problemy kadrowe i spytali, czy bym nie chciała pomóc. Co miałam nie chcieć. Szkoda tylko, że nie związane to było z pieniędzmi, tylko godziny mam do odebrania, jak będę potrzebowała, to nie przyjdę do pracy i tak mi oddadzą. A niech tam, przecież gdybym nie polazła, moje ludziaszki by ucierpiały.

Nauczyłam się nowych rzeczy. Nigdy nie sądziłam, ze może to być ekscytujące, a jednak - wysadzania na toaletę ludzi na wózkach inwalidzkich, takich zupełnie nieruchawych (no może troszkę). To jest cała machina, zapinanie pasa specjalnego, potem podczepianie pod taki przenośnik i cała operacja w te i z powrotem. Jeszcze kilka miesięcy temu krzywiłabym się na samą myśl, a teraz rwałam się do pomocy. Życie jest dziwne.

Ugotowałam im też obiad, na kilkanaście osób to nie przelewki, ale dałam radę. Potem jeszcze zrobiłam pizzę domową dla załogi pracującej tego dnia. Ani się obejrzałam, dzień zleciał. A ja leciałam z nóg. Ledwo do domu doszłam, padłam. Nie przyzwyczajona jednak jestem.

Na drugi dzień nagłe tłumaczenie też dla osoby z niedostatkami umysłowymi, znam i lubię, więc przyjemność, ale dojechać trzeba było godzinę w jedną stronę, usypiałam.

Potem znowu niezwykła zajętość w centrum, aż do wieczora byłam na nogach.

W piątek sprzątanie u siebie w domu po pracy i wieczorem wyjście na pożegnanie bibliotekarki, która przechodzi na emeryturę wcześniejszą. Jakie było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że zmienili godzinę tego spotkania i mnie nie powiadomili, a to dziewczyny z mojego klubu książki. Szlag mnie trafił, bo mordą cały dzień po podłodze jeździłam, żeby szybciej, zorganizowałam kwiaty, ubrałam się i pocałowałam klamkę. Foch.

Dzisiaj cały dzień prasowanie. Trzeba czasem nadrobić. Ale nie narzekam, bo miałam okazję obejrzeć nagrane odcinki talk show Grahama Nortona. Cóż za uczta. On ma zawsze wspaniałych gości, jest śmiesznie, bez zadęcia i zupełnie inaczej niż w polskich programach. Dlaczego my tak nie potrafimy? Wojewódzki, zakochany w sobie amator szkolnych tenisówek, to jest raczej show o nim, czasem przerywają mu bezczelni goście, po co oni w ogóle przyszli? A, no tak, ktoś musi lustro trzymać.

Brak mi takiego programu u nas.

Jestem zapędzona, zmęczona, chyba lekko przeziębiona, ale nie jest źle. Podczas jazdy i sprzątania dosłuchałam do końca Lwów STS-u, tak mnie ta lektura nastawiła pozytywnie, uciszyła, ugłaskała treścią, bardzo polecam. O niej TU

A a nagrodę pachnie mi taki pięknisty hiacynt na biurku. 

 

sobota, 22 marca 2014, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/03/22 22:24:15
Mój bukiet wygląda bardzo podobnie. Uwielbiam hiacynty, między innymi za ten ich powabny, intensywny zapach. Nabyłam ostatnio dwa. Etykietka mówiła, że jeden ma być czerwony, a drugi fioletowy. Jak na moje - niedaltonistyczne - oko mam teraz niebieskie i różowe hiacynty. Nie narzekam. I tak są urocze.

A Kubę Wojewódzkiego bardzo lubię. Uważam, że jest bardzo błyskotliwy, dowcipny i inteligentny.

Miłego weekendu. Też miałam niezłą harówkę w robocie w tym tygodniu. I tylko jeden dzień na odpoczynek. Jakoś będzie mi musiała wystarczyć ta niedziela.

PS. Jak tam "Philomena"? Przeczytana?
-
2014/03/22 22:28:32
Taita - na Philomenę daję sobie czas, bo widziałam film dopiero co i nie lubię tak, zaraz potem książki. Wojewódzkiego ludziłam kiedyś, teraz jednak wydaje mi się kręcił wokół własnej osi
-
Gość: kate, *.threembb.ie
2014/03/23 00:15:49
No to Kasiu ciezki tydzien mialas.Ale pomysl sobie ,ze kiedys takiej techniki nie bylo,jesli chodzi o opieke nad starszymi ludzmi.Chorych i niesprawnych trzeba bylo dzwigac sila wlasnych miesni.Ale coz to bylo kiedys czlowiek byl mlodszy i sprawniejszy.Wiedzialam,ze polubisz ta prace,i mam nadzieje, ze zatrudnia Cie na stale.
-
2014/03/24 00:12:50
Kate, wiem, że kiedyś tak było, wiem, że w niektóych krajach nadal jest, ale u nas nie dźwiga się już nikogo, po prostu są te podnosiniki wszędzie
-
2014/03/24 14:43:54
To masz szczęście z tymi podnośnikami, bo mnie przez sześć lat z okładem, tylko raz się trafiły! I teraz chyba muszę sobie sanatorium załatwić, bom lekko obolała!
Akcent wiosenny prześliczny!
Pozdrawiam serdecznie!

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!