Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Garibaldka dobra na wszystko.

Wspomniałam Wam o grach planszowych. Przy okazji przypomniałam sobie o innej ulubionej rozrywce tego typu, a mianowicie o Garibaldce. Jest to pasjans z elementami rywalizacji dla dwóch osób. Nie wiem skąd go znam, dziwne, ale moja pamięć nie zarejestrowała tego. Natomiast pamiętam, jak w nią grałam. 
Z mamą w dużym pokoju, przy niskim stole, siadałyśmy na dwóch fotelach na przeciwko siebie i przy dobrej kawce grałyśmy kilka partyjek.
Potem nauczyłam przyjaciółkę szkolną Kaję. W licealnych czasach trzymałyśmy się razem, kilka razy zamieszkałyśmy ze sobą na 2 tygodnie, kiedy moja mama wyjeżdżała na wycieczki. Siadałyśmy wieczorami na dywanie i do piosenek Bronki Beat oraz Alphaville, rozgrywałyśmy partię Garibaldki. 
Z moją ciocią, kiedy ją wizytowałam w USA. W jej ogrodzie w Północnej Karolinie, w towarzystwie jej psa, owczarka niemieckiego, popijając litry prawidziwej, amerykańskiej lemioniady domowej roboty. 
Z przyjaciółką Beatą, w trudnych dla nas obu czasach, kiedy pieniędzy niet, dół finansowy jak Kanion Kolorado, mężowie w pracy, a my w domu z małymi dziećmi, montowałyśmy obiad z dwóch jajek i sosu pieczarkowego, a potem grałyśmy, a ile było śmiechu!
Ja w ogóle lubię pasjanse, ale układane na żywo.  Mam to chyba po mojej prababci Michalinie (moja córka ma za to po niej imię), pamiętam jak w nieskazitelnie białej bluzce z milionem szczypanek (takie malutenieńkie zakładeczki, sama szyła), z papierosem w fifce przed  moim urodzeniem (tego oczywiście nie mogę pamiętać), a po już tylko z filiżanką herbaty, siadała do stołu i rozpoczynała misterium układania kart. Zapach tasowanej talii, ich wygląd i atmosfera tych wieczorów, na zawsze wryła mi się w pamięć.  Kupiłam taką samą talię, jak ona używała, na szczęście PIATNIK nie zarzuca produkcji starych wzorów, dokładając jedynie nowe. 
To jest talia Liście Dębu
 
 
A to komplet kart luksusowych dla Pań, nieco węższych. Swietny pomysł. 
Ja w ogóle lubię pasjanse, a najbardziej układane na żywo. Mam to chyba po mojej prababci Michalinie (moja córka ma po niej imię), pamiętam jak w nieskazitelnie białej bluzce z milionem szczypanek (takie malunieńkie zakładeczki, sama szyła), z papierosem w szklanej fifce, zasiadała do stolu z filiżanką herbaty i kartami i zaczynała misterium ich układania. Zapach tasowanej talii, jej wygląd i atmosfera tych wieczorów pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Zresztą mam taką talię jakiej ona używała, na szczeście Piatnik nadal je produkuje. Poza tymi, używam też węższych, specjalnie dla kobiet, specjalna wersja, rónież Piatnik, bo jestem wierna tej firmie, a oni z kolei hołdują również tradycji i nie pozbywają się starych wzorów, dokładając jedynie nowe. W Polsce można kupić je również na Merlinie.
Miałam kiedyś pasjansa w komputerze. Z tym z kolei wiąże się inne wspomnienie - pierwszy w życiu komputer, z wielkim monitorem (takim klockiem) w kolorze szaro białym, myszka z kulką też szaro biała. Siarczysta zima w Polsce, kawa w kubku-filiżance w zielone kwiatki i odkrywanie nieznanego świata komputerowo. Miałam wgranych kilkadziesiąt pasjansów, ale trzeba było sformatować twardy dysk i nigdy ich nie odzyskałam. A takie fajne były i karty można było śliczne wybrać. Nigdy potem już nie miałam takich dobrych pasjansów.
 


Jeśli macie przyjaciółkę albo dziecko troszkę starsze,  z którymi chcielibyście spędzić miło czas, polecam pasjans dla dwóch osób -  Garibaldkę, jest świetna.

 

piątek, 13 stycznia 2012, kasia.eire
Tagi: smaki życia

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/01/14 10:17:48
Och Kasiu! Nawet nie musisz przekonywać o wspaniałości pasjansów. KOmputerowe i owszem, mogą być,a le te na żywo... swego czasu byłam uzależniona od kart, nie tylko od samych pasjansów. Miałam dwie czy trzy takie właśnie od piatnika. dwie nowoczesne i jedną ze starymi wzorami i ta najbardziej mi się podobała.
Teraz to odeszło, to znaczy karty są, tylko schowane, bo dzieciaki pogubiłyby mi je na pewno.
Dla pasjansów nauczyłam się specjalnych tasowań kart - trochę to trwało, ale warte było. Szybko i sprawnie. Wąskich kart nie widziałam jeszcze, ale w sumie ostatni zakupu dokonywałam 20 lat temu:))


Pozdrówka i dziękuję, że przypomniałas mi o dawnej miłość.


Anka
-
2012/01/14 12:56:57
Aniu - ja też trochę zapomniałam o tej miłości, ale właśnie do mnie wraca. Bo to jest jest jak bumerang.
-
2012/01/14 13:08:03
Kasiu widziałam ofertę Merlina - jeśli chodzi o wybór kart, aż mi się w głowie zakręciło:)
-
2012/01/14 13:17:03
roweno - ja mało oczu nie straciłam wgapiając się w te karty. A te dla pań, węższe są tak piękne, że boję się je używać. U nas tylko PIATNIK wchodzi w grę, uwielbiamy
-
2012/01/14 16:38:14
A ja wlasnie dzisiaj, kupilam dwie takie takich zwyczajnych kart, bo zbieram karty, od czasu do czasu. Kupowalam je czesto w czasie podrozy po swiecie. Do Merlina musze zajrzec, bo tam mnie jeszcze nie bylo :-)))))))
Pasjansa mialam na komputerze, ale przy zmianie aparatu, gdzies mi zniknal i nie mam teraz nic, a tak bym sobie chciala czasami "popasjansowac". Na zywo juz b. dawno nie ukladalam pasjansa, bo ksiazki i tv zabieraja czas.
Jak sie stawia te Garibaldke, bo ja nie umiem :-(( Czy jest to trudne?
-
2012/01/14 17:05:16
nie jest trudne, ale dwie osoby potrzebne. Jeśli nie znajdziesz zasad w necie, mogę zamieścić tutaj instrukcję, ale to potrwa, bo musiałabym przeprowadzić grę i zdjęcia porobić
-
2012/01/14 23:37:21
Znalazlam :-)))) na google, dziekuje! Jest opis po polsku. Teraz musze szukac chetnego do pasjansa :-))))
-
2012/01/15 00:11:53
fajnie, podrzuć może linka, zobaczę, czy to jest to samo, co ja znam
-
2012/01/15 12:12:32
oto link; www.tylkoprogramy.pl/garibaldka.php - powinno dzialac :-))))
-
2012/01/15 21:11:59
kochanie chyba ci sie wpis zdublowal:(
-
2012/01/15 21:14:02
nie, specjalnie napisałam o tym, bo mnie poproszono
-
2012/01/16 00:00:12
kristofko - tak, to jest tak właśnie. Ale fajnie, możesz grać z komputerem
-
2012/01/27 23:03:27
Uwielbiałam kiedyś grać w garibaldkę, niemal całe studia w nią przegrałam;)
ale miałam z kim, potem juz nie.
W ogóle byłam kiedys karciara, pasjanse do dzis układam, choc juz rzadko;
oj, chyba będe musiała pana męża namówic...
-
2012/01/27 23:20:25
ikroopko, ja też muszę namówić.

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!