Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Party animal zdechło

 (zaleca się słuchać podczas czytania :-)

Siedzę sobie w domku i słucham nowej wersji, lekko tylko zmienionej, 'Santa Claus is coming to town' Michaela Buble. Mlaskam, bo jem mince pies (babeczki z nadzieniem z owoców suszonych i przypraw zimowych), odkryte przeze mnie dopiero tutaj i już sobie okresu przedświątecznego, przygotowawczego bez nich nie wyobrażam. W kominku ogień strzela, choinka pachnie umiarkowanie (gdyby mocniej, znaczyłoby to, że wysycha w tempie natychmiastowym, a tego przecież nie chcemy). Ja się pytam, czy w takich okolicznościach przyrody nieożywionej, komuś chciałoby się wychodzić? No, ale czasem trzeba, szczególnie, że teraz sezon na Christmas Parties.
Byłam na dwóch i doszłam do smutnego-nie smutnego (zależy jak na to spojrzeć) wniosku, że minął czas, kiedy czułam się jak party animal - tańcowałam, lulki paliłam, piłam szampana i wracałam do domu z butami w rękach.
Za to zrobiłam się gaduła 'partyjna' czyli lubię wprawdzie takie wyjścia, ale pojeść, napić się czego dobrutkiego i porozmawiać - o życiu, o książkach, ostatnio obejrzanych filmach, poglądach na różne rzeczy, czyli dla niektórych nuuuuuuda panie. Bo jak party, to nie gadać, tylko zdrowie wasze w gardła nasze i pod stół spaść.
Pierwsza impreza pracownicza było w kilkugwiazdkowym hotelu i wiele oczekiwaliśmy, a było jak zwykle, czyli średnio. Nic nie pogadałam, jedzenie marne, popatrzyłam na ludzi, szybko się znudziłam i zaczęłam ciągnąć do domu. Wszyscy byli oburzeni, że poszliśmy o północy, a mnie i tak było za długo.
Drugie było mniej formalne, fajne, ale ja jakaś zdziadziała jestem i zamiast 'small talk' wolałam wrócić do przerwanej lektury powieści, poczytać blogi, albo obejrzeć któryś z filmów rosyjskich otrzymanych niedawno. Czyli co? Starość, izolowanie się?  Nie wiem. Z drugiej strony, jak mam z kim, to nigdy nie dość mi rozmowy, mogłabym do rana. Tylko te rozmowy muszą być o czymś, ważne, śmieszne, ale i inteligentne, ciekawe.  Czyli co,  kwestia doboru naturalnego? 

wtorek, 20 grudnia 2011, kasia.eire

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/12/20 22:39:02
Towarzystwo to podstawa ! Ale wiesz co chyba coś jest w powietrzu bo strasznie dużo osób drażnią różne spędy :) Mnie w sumie też :)
-
2011/12/20 22:54:51
nie ma to jak w domu:)

masz coś vs. Michael B.:
www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=z8LmMtScH3g#!
-
2011/12/21 00:41:08
kotko - spędy są okropne

greeneyed - dzięki za linka
-
2011/12/21 02:14:17
Szczerze, mam olbrzymia ochote na sped jakikolwiek, bo potrzebuje ludzi i konwersacji. Wiem tez, ze gdyby taki sie tu zdarzyl, chcialabym wyjsc po pol godzinie, bo nie byloby ani z kim ani oczym gadac.
Zazdroszcze kominka i pysznych wypiekow:)
-
2011/12/21 10:17:39
duo.na - no to opisałaś też i moją sytuację, bo tu spęd może i by się znalazł, ale pogadać nie ma z kim przeważnie. A jak nawet jest z kim, to oni nie uznają, żeby impreza była dobrym miejscem do rozmowy, do picia i zadzierania kiecy, tak, ale rozmowa? No i ta muzyka strasznie głośna, a mój mąż nie tancor, to nawet nie mam rekompensaty
-
2011/12/21 12:52:51
Uj! Jak dobrze, że ja nie mam już takich dylematów!
-
2011/12/21 14:01:01
ja tez jakos w domu najchetniej ;) tym bardziej, ze nie ma z kim gadac o ksiazkach wsrod znajomych i rodziny :/
-
2011/12/21 14:46:26
Jeżeli chodzi o książki to ja zawsze chętny. Pod warunkiem, że mają dużo kartek i są drukowane na miękkim papierze ;)

A tak na poważnie, może by się powymieniać książkami? Czytuję regularnie kilka polskich blogów emigracyjnych i widzę, że poczytalność polskiej literatury na Wyspach jest zaskakująco wysoka.
-
2011/12/21 15:44:24
ja zawsze byłam domowe zwierzę i nie bardzo lubiłam gdziekolwiek wychodzić. Tak mi zostało :) Pozdrówka i buziaki
-
2011/12/21 16:24:49
fusilla - a dlaczego nie masz? Nie żal ci, nie chodzisz i tyle czy już nie masz, bo się rzuciłaś w wir zabaw i bali? :-)
-
2011/12/21 16:27:01
wando - ja mam znajomych do rozmowy o książkach, ale moje chęć rozmowy o nich jest większa niż ich, haha, Znaczy chętnie by porzucili ten temat na rzecz innych. Mamy też grupę w bibliotece, jednej i drugiej, więc niby nie powinnam się uskarżać. Ale jakaś zachłanna jestem na takie rozmowy, nie musi to być o książkach, może o życiu, moze o niepokojących zjawiskach w społeczeństwie, albo o teatrze czy filmie. Byle nie o sporcie i samochodach, haha.
-
2011/12/21 16:29:39
xpil - odkąd prowadzę bloga o książkach (Notatki Coolturalne) wiem, że dużo nas czyta na emigracji, prowadzę bibliotekę polską w Letterkenny i tam też spotykam rodaków ucieszonych możliwością czytania polskich książek. Ale i tak nikt nie dorówna Wyspiarzom obu maści w ilości przeczytanych ksiażek i w tym jak wiele ludzi czyta i jacy różni ludzie czytają. Budujące.
A jak sobie taką wymianę książek wyobrażasz?
-
2011/12/21 16:30:16
ladymgiełko - ja natomiast zawsze lubiłam wychodzić, więc dla mnie to novum
-
2011/12/21 16:42:05
W Letterkenny? Kurczę, mieszkałem w okolicy przez dwa lata (Donegal Town, Ballyboffey etc).

Jak sobie wyobrażam wymianę książek? Cóż, poczciwe ze mnie zwierzę i ufam ludziom. Wyobrażam więc sobie, że podpisuję książkę i komuś ją pożyczam, a ten ktoś mi pożycza jakąś swoją książkę. Potem się te książki oddaje prawowitym właścicielom i tak się to turla...

Wiem, wiem, bujam w obłokach ;)
-
2011/12/21 16:48:38
xpil - pewnie wiele osób by miało na to ochotę, ale kontakt utrudniony, bo jakoś by trzeba by się dogadywać co do tytułów. Ja bibliotecznych wysyłać nie mogę, bo już na ten temat rozmawialiśmy i komitet zdecydował, że nie. A swoich nie wysyłam z tego względu, że dużo mi poginęło z różnych względów i jakoś się zraziłam
-
2011/12/21 16:49:49
xpil - to Ty 'ziomal' byłeś przez jakiś czas, haha. Ja nie mieszkam w Letterkenny, dojeżdżam tam w celu otworzenia biblitoeki w niedziele, ale znam wielu ludzi z tego miasta, z Ballybofey, kilka z Donegal Town też.
-
2011/12/22 13:44:38
Nigdy nie byłam na takim pary, bo w takiej mieścinie gdzie mieszkam chyba nikt o takim czymś nie słyszał. A teraz na emeryturze, to kto zaprosi? Nawet, gdyby były? :-)))))
-
2011/12/22 15:35:24
ja lubie wychodzic ale towarzystwo musi byc odpowiedne i do rozmowy i do imprezowania, bo jak nie to preferuje takze ksiazke, film i lampke czerwonego- wytrawnego w domu :)
czlowiek sie staje wybredny ;) pozdrawiam przedswiatecznie!
-
2011/12/22 19:16:00
A u mnie nie bylo imprezy pracowniczej, za to kase rozbito i pieniedzmi podzielono ;) tez ok.

Zycze zdrowych i pogodnych Swiat!
-
2011/12/22 20:50:00
fusillo - ale ja nie mam tylko pracowniczych imprezek

kolumbino - ja czerwonego nie mogę, ale chętnie białe :-))

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!