Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Sprzedawcy marzeń

Moje dziecko, które już niestety nie jest dzieckiem, wraz ze swoim irlandzkim chłopakiem strasznie lubią podróżować.  Cały rok planują, gdzie też oni pojadą w czasie swojego urlopu. Wymagania mają duże, bo musi być ciekawie, dużo zabytków, galerii, ale i fajne knajpki i miejsca do relaksu.  Dopiero się dorabiają, o ile można tak powiedzieć, bo córka jest studentką, a jeszcze-nie-zięć na początku drogi zawodowej, stąd dodatkowe utrudnienie w klasyfikacji – ma być na ich kieszeń. Z wielkim zainteresowaniem przyjęli informację, że pod koniec stycznia w Dublinie odbywają się targi turystyczne – Holiday Word Show.   Córka nie mogła się doczekać, kiedy tam pójdzie i nazbiera folderów, miała też nadzieje na specjalne oferty.  Wiadomo, nie ma to jak załapać się na upusty, rabaty i vouchery, chociaż dobra i rzetelna informacja jest chyba więcej warta, bo co komu po darmowym obiedzie w hotelu, jak i hotel, i miejsce, jest do kitu. Zadzwoniłam do niej na drugi dzień i zażądałam relacji. Najpierw były same zachwyty:
-   Mamuś, najlepsze było stoisko Słowacji.  Dwoili się i troili, jeden przedstawiciel nas dorwał i najpierw wyciągnął z nas, co najbardziej lubimy, a kiedy usłyszał, że Mark uwielbia piesze wędrówki, zaraz wyciągnął foldery ze szlakami turystycznymi, zasypał nas informacjami, zdjęciami, dołączyła do niego hostessa z tacami jedzenia i wyjaśnieniem - to serwujemy w górach, tamto w gospodach, tak wygląda zakąska do piwa, a piwo kosztuje tyle i tyle… No mówię ci, świetni byli.  Obok mieli sklepik i sprzedawali te pyszne rzeczy – wcale się nie zdziwiłam, że ona o tym mówi tak entuzjastycznie, bo oboje z Markiem, gdziekolwiek nie pojadą, uwielbiają biesiadować i próbować wciąż to nowych potraw i smaków, szczególnie kuchni regionalnej.
-   A potem poszliśmy do stanowiska reklamującego Saint Lucia.  Przedstawicielka biura turystycznego była tak przekonująca, że gdyby na miejscu sprzedawali wycieczki, pewnie byśmy nerkę przehandlowali, żeby tylko tam pojechać – kontynuowała zaaferowana – to jest maleńka wyspa karaibska, wiesz, w sumie nic tam nie ma, przyjechali ‘sprzedać’ Irlandczykom plaże i pola golfowe, to chyba tylko pogoda mogłaby ich tam przyciągnąć, chociaż też pewnie za gorąco, zaraz by wszyscy podostawali udarów i tyle by mieli z wypoczynku. A do tego ta cena! Tak nas zaczarowała, że przez chwilę myśleliśmy, że nic lepszego nas nie może spotkać niż podróż na tę wyspę – perorowała uhahana. Faktycznie wyobrażenie sobie Wyspiarzy, całych czerwonych od słońca, nas zresztą też, bo po tylu latach tutaj, wcale się nie różnimy w tym względzie, było wyjątkowo śmieszne.Potem opowiedziała mi ze szczegółami o stoisku reklamującym campery, bo wie, że to jest męża i moje marzenie, żeby podróżować gdzie nas oczy poniosą, takim właśnie domem na kółkach. Tak się rozmarzyłam, że zupełnie nie byłam przygotowana na uderzenie w dumę narodową, tak to nazwijmy, które córka wyprowadziła znienacka.
-   Ale wiesz mamuś, stoisko polskie to był straszny obciach.  Wiesz, jaki Mark jest napalony na podróże do nas, jak tylko zobaczyliśmy biało-czerwone barwy, od razu pognaliśmy w tym kierunku. A tam dwie znudzone i nabzdyczone babki, siedzące przy jakimś chybotliwym stoliczku, obok wielki facet z wąsami - nasza polska specjalność, pomyślałam, ale postanowiłam powstrzymać się od komentarzy – a na stojakach jakieś przedpotopowe foldery i ulotki, no mówię ci, jak za komuny. Skąd oni je wytrzasnęli? Kiedy byliśmy w Krakowie, w każdej restauracji i innych miejscach uczęszczanych przez turystów, leżały dużo lepsze, na kredowym papierze z pięknymi, kolorowymi zdjęciami, mapkami, aktualną informacją o cenach, transporcie, również prywatnym, zresztą nie tylko o samym mieście, ale i o Polsce.  Na tym stoisku nic się nie dowiedziałam, poza tym, że polskie linie lotnicze to LOT. Moje dziecko nie ma pojęcia jak było za komuny, a to, co sobie wyobraża, to nuda, szarość, nadęcie sprzedawców i ogólna beznadzieja. Kiedy, więc mi powiedziała, że tam było całkiem jak za tamtych czasów, włosy mi dęba stanęły, bo niby co, nic żeśmy się nie nauczyli, nadal jakaś izba turystyczna wysyła ‘członka z ramienia’ i dwie niemowy?  Mamy w kraju setki szkół wyższych proponujących kierunki dotyczące promocji turystyki, reklamy i marketingu, młodzież aż się rwie do pracy i wykazania nowych umiejętności, a jak przychodzi co do czego, to na takie imprezy nadal wysyłamy dwie ‘panie Jadzie z kolegą Ziutkiem’. Luudzie, to już nie te czasy, kiedy enerdowcy przyjeżdżali na wczasy z przydziału, czy chcieli, czy nie, tu trzeba zawalczyć o klienta.  Tym bardziej, że jeśli idzie o pogodę, daleko nam do Saint Lucii, ale z drugiej strony, jeśli idzie o atrakcyjność zabytków i świeżość destynacji dla eksplorerów z zachodu, których znudziła się już Barcelona i Rzym, mamy nie lada ofertę do zaproponowania. Tylko musimy przemóc niechęć do pokazywania się od jak najlepszej strony.

czwartek, 17 lutego 2011, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/02/17 23:15:33
Straszna szkoda, bo przeciez w Polsce jest tyle pieknych miejsc i zmiany sa ogromne, jezeli chodzi o turystyke. Poza tym ludzie sa ciekawi Polski i chetnie tam przyjezdzaja, trzeba tylko ich zaprosic i zachecic, a takie targi sa do tego najlepszym miejscem.
Czasami chcialoby sie takiej obsludze polskiego stoiska wylac kubel zimnej wody na glowe, zeby sie obudzili.
-
2011/02/17 23:27:50
kristofko - maz uwaza, ze nam nie zależy na anglojęzycznych gościach, bo jesteśmy bardziej przygotowania na Niemców. Może coś w tym jest?
-
2011/02/18 02:51:56
Ah, promocja naszego kraju lezy odlogiem i od dawna czytam o tym na blogach szczegolnie tych, ktorzy na emigracji sa. Wyobraz sobie, ze w Konsulacie RP w Shanghaju nie ma zadnej ulotki o Polsce, nic a nic, nawet poszarzalego folderu z lat komuny. Bylo mi szalenie smutno.
-
2011/02/18 09:33:43
no szkoda :(
starsi Niemcy - jak moj przyrodni tesc, urodzony w Goldapi - przyjezdzaja troche z sentymentu, zobaczyc miejsce urodzenia, troche porownac, co sie zmienilo, kupic bursztyn, itd. ;) ale mlodsi sa juz ciekawi, chca czegos nowego doswiadczyc... Polska ma tyle do zaoferowania, szkoda ze tak to czasem spaprza :/
moj maz bardzo lubi jezdzic do Polski, a Torun, Krakow i Gdans to go juz zupelnie zachwycily. Jeszcze musze go do Wroclawia zabrac. I jeszcze tyle zostalo, ojej :)
-
2011/02/18 10:17:23
duo_na - bo po co kusić? Hehe. Może to jakaś przewrotna polityka, bo jeśli zwykłe zaniedbanie, to to jest zgroza
-
2011/02/18 10:19:39
wando - Mark był zachwycony Krakowem, do tego stopnia, że przemyśliwuje, jak kupić maleńskie mieszkanko tam i jeżdzić na weekendy częściej. Pewnie mu się za jakiś czas znudzi, ale pierwsze spotkanie z Polską dla niego było okraszone wieloma zachwytami. Mam też grupę znajomych, ktorzy jeżdżą do Zakopanego na narty i też nie mogą wyjść z podziwu i sie nachwalić, wszystkiego, jedzenia, zakwaterowania, tras.
-
2011/02/18 16:29:05
Tak sobie czasem myślę, że każdy średnio rozgarnięty Polak, umiałby lepiej zachwalić urodę naszego Kraju, niż ci pożal się Boże, eksperci!
Ja bym na przykład wszystkich zawiozła do Pana Józefa Chełmowskiego w Brusach Jaglach. Jakby zobaczyli jego gospodarstwo, to oczy im na wierzch wyszłyby w trójnasób. Do tego skansen we Wdzydzach , a na koniec Bory Tucholskie. Mówię Ci, nie chcieliby wyjeżdżać!
-
2011/02/18 18:34:44
Czasami tak sobie mysle ze jestesmy 100lat za murzynami w tej maszej europejskiej Polsce ciagle pani jadzi sie nalezy i nic od siebie eh szkoda za grosz wyobrazni
-
2011/02/18 21:19:30
fusillo - no właśnie, dlaczego zwykły człowiek mógłby z pasją pokazywać różne miejsca u nas, a biura podróży tylko drukują gówniane foldery z Krakowem i Warszawą. A Toruń, Wrocław, Trójmiasto, Mazury?
-
2011/02/18 21:20:16
paris - niestety stary 'orbisowski' styl pokutuje.

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!