Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Talerzyk odchudzający, trauma sralinicza i język irlandzki, który niczego nie przypomina

Wkurza mnie, że jestem taka duża. Czas ponowić próbę odchudzenia. Kilka razy mi się udało, ale niestety zawsze, niepostrzeżenie, wracałam do punktu wyjścia. Wiem, wiem, znam te efekty i inne numery Bruner. Ale znam, nie znaczy, umiem temu zaradzić.  Odchudzić się chcę dla zdrowia, nie mam problemów z akceptacją, z partnerem itp. Swoimi oczami widzę się chutszą niż jestem, w tym też pewnie leży sedno.

Ponieważ mam problem z zakazami dietetecznymi, nawet żebym nigdy nie jadła konkretnej rzeczy, jak tylko jest ona 'wielkim NIE', śni mi się po nocach, chce mi się jej natychmiast i dostaję na jej punkcie obsesji. Nic na to nie poradzę. Postanowiłam tym razem nie odmawiać sobie niczego, poza oczywistymi rzeczami jak tłustości wszelkie, słodkości, czyli torty i ciasta precz, boczek i kiełbachy też (tego akurat i tak nie jem), za to zaatakować sprawę od strony ilości. Drastycznie zmiejszyć porcje. Do tego przyda  mi się talerzyk odchudzajacy. Tak sobie go nazwałam. Przyleciał do mnie wraz z innymi naczyniami od Blueberry, mojej dziennkowej koleżanki, która jest sprawna jak komandos i ma piękną figurę. Pomyślałam, że może przyniesie mi szczęście. Blue sprezentowała mi kilka talerzy i miseczek, bo podczas wizyty w Polsce strasznie się nimi u niej zachwycałam. Leciały do mnie z przygodami, część się niestety stłukła lub wyszczerbiła, tak to już jest, jak coś leci przez całą Europę. A ten ocalał. Pięknisty jest i ma wielką zaletę w czasie mojej diety - jest niewielki.

Jem na nim obiady i inne posiłki. Co się nie zmieści, nie jest zjadane. Oczywiście nie pakuję na niego piętrowo, jak ludzie sałatki w Pizza Hut. Jednowarstowo układam. Czyli odrobina ziemniaków, surówki najwięcej i kawałek mięsa. Jem częściej, a mniej. Hmm, zobaczymy, co z tego wyniknie.

Kilka tygodni temu uparłam się, że lekarz powinien nas, mnie i męża, skierować na badania profilaktyczne jelita grubego, męża prostaty, moich piersi. Cytologię już zrobiłam. Mój GP lekarz rodzinny zdziwił się, co mnie tak nagle z tym jelitem grubym napadło, ale przyznał, ze faktycznie często rak wykryty jest za późno i umierają ludzie niepotrzebnie. Na kolonoskopię czeka się tu długo, poza tym pchanie rury w tyłek na właśne życenie średnio mi się podoba, pytam go więc, czy nie ma jakichś pośrednich badań, zanim skierowanie na kolonoskopię, na krew utajona słyszałam, że się robi, potwierdził (no dzięki, pacjencie lecz się sam) i napisał skierowanie na badanie. Tylko, że do tego trzeba było narobic w taką maleńką buteleczkę. Czyż oni się uwzięli na biednych ludzi? Dadzą taką plastikową rurkę i nasraj tam. Nasikać się nawet nie da, o czym się nie raz przekonałam. Najgorzej, ze u nas muszle klozetowe tak są zbudowane, że jak w toalecie siedzisz, czytasz sobie spokojnie gazetkę i PLUM, to leci gdzieś głęboko w wodę, nie ma tej takiej półeczki, co byla w komunistycznych kiblach. Tydzień nie spałam, tylko przemyśliwałam, jak ja w tę butelkę ten tego. Małżon zgrywał takiego, co się nie martwi i jakoś to będzie, ale też go to gryzło, przynał się później. Normalnie traumy sralniczej można się nabawić. Oszczędzę wam opisów, co ja dzisiaj w łazience wyprawiałam i jak w tę butelkę materiału badawczego napchałam. Powiem tylko - masakra.

W poniedziałek mam wizytę w klinice badania piersi. Nakłamałam, ze mnie bolą, inaczej czekałabym miesiącami.
Sama nie wiem, co mnie z tą profilaktyką napadło, ale ja już tak mam, jak sobie coś do łaba wbiję, to muszę, żeby skały srały, nomen omen.

A wieczorem następne przeżycie - pierwsza lekcja języka irlandzkiego (gaelickiego). Jessssu, ten język z twarzy jest podobny całkiem do niczego. Jedyny wyraz, jaki znam to Lúnasa (sierpień) i to tylko dlatego, ze podobny do tytułu sztuki Briana Friela (mojej ulubionej) Dancing At Lughnasa. Reszta to taki zbitek dziwnych dźwięków, trochę podobny do języków skandynawskich, że aż się zasępiłam, jak ja to urgryzę. Ale się zaparłam i mam nadzieję choć trochę go liznąć.

czwartek, 14 października 2010, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/14 00:47:19
:D
w imieniu swoim własnym oraz pozostałych czytelników,
chciałam Ci serdecznie podziękowac za oszczędzenie nam szczegółów.
nawet te, którymi nas uraczyłaś, były, doprawdy, ach, dziękujemy, niepotrzebne.
;)
a po cóz Ci, Kobieto, irlandzki?
to już chyba łaciny się lepiej uczyć, albo esperanto...

pozdrawiam :)
-
2010/10/14 00:54:49
Irlandzki(gaelicki) jest śliczny, jak ładnie mówią na RTE One, chyba po 18, czy 21. Toż już ich angielski jest katastrofalny. Ale żeby gaelicki??? Łaaaa? Łooo? Łooot?
-
2010/10/14 01:19:08
ukryta - w sumie nic co ludzkie, nie jest nam obce. Czyżbym tylko ja miała takie problem? Irlandzki mi do niczego nie potrzebny, chociaż wiele posad wymaga tego języka. Wydaje mi się nie lada wyzwaniem nauczyć się go, chociażby w stopniu podstawowym. Pomyślałam - mieszkam w Irlandii, to dlaczego nie? Na pewno będę go więcej używać tutaj, bo dla wielu osób na moim terenie to pierwszy język, niż łacinę czy esperanto. To by dopiero było bezsensowne uczyć się tych jęzków.
-
2010/10/14 01:20:12
swisslhr - lubię słuchać, kiedy oni po gaelicku mówią. Pomyślałam, ale by to byłu super, jeszcze wiedzieć, co mówią
-
Gość: Grazyna, *.ss.shawcable.net
2010/10/14 03:38:13
Cwiczenie umyslu poprzez uczenie sie gaelickiego to swietny pomysl :)
Zadbanie o cialo tez :D
Na ten talerzyk to duzo warzywek kladz i mozesz palaszowc je bez obaw :)
Mnie bardzo pomaga liczenie kalorii, a znalazlam miejsce w necie, ktore to znakomicie ulatwia i czyni niemalze przyjemnoscia:
sparkpeople.com
To amerykanska stronka.
Trzeba sie zarejestrowac, ale korzystanie jest calkowicie bezplatne...
A na dodatek na wstepie wylicza ci na podstawie aktualnej i upragnionej wagi oraz stylu zycia (aktywnosci fizycznej) ile tych kalorii powinnas spozywac (i nie mowimy tu o ilosciach typu 1000 czy 1200 kalorii, a takich calkiem realnych, bez glodowania)...
A wiedzac co ile co tychze kalorii zawiera, latwiej dokonywac wyborow...
Jak na dloni np widac dlaczego warto ograniczyc (choc nie eliminowac calkowicie) pieczywo i ziemniaki a bez ograniczen mozna objadac sie warzywami. I gdzie w tym zdrowym jedzonku miesci sie np miesko :)
Dla mnie to ciekawa lekcja i duza pomoc :)
Jest tam tez duzy dzial poswiecony aktywnosci fizyczne, a takze duzo artykulow pomagajacych tym, ktorzy uznali, ze jest ich za duzo :)
Moze sie komus przyda.
-
2010/10/14 10:03:21
Podoba mi się dbałość o profilaktykę!
-
2010/10/14 10:08:35
No właśnie, profilaktyka najważniejsza. A tego w tym kraju brakuje, więc nam pacjentom pozostaje tylko tak jak mówisz: lecz się sam!
Co do talerza - piękny! Powodzenia z dietą. Ja też mam postanowienia żywieniowe, ale bardziej jakościowe niż ilościowe.
Co do irlandzkiego to nas uczy córcia. Co chwilę przynosi nowe słówka. Znam ich już sporo nawet :)
-
2010/10/14 14:50:50
Grażyno - dziękuję serdecznie za tę stronkę. Już sobie ją znalazłam, zaraz się zaloguję. Przeraża mnie liczenie kalorii i te wszystkie zabiegi, ile wody itp, ale spróbuję. zawsze, kiedy to robiłam, po jakimś czasie dieta stawała się obsesją, a raczej jedzenie w tej diecie. Wolę nie myśleć o jedzeniu, nie angażować się tak w myślenie - co ja zjem, a czego nie mogę, czy już zaliczyłam 12. szklankę wody itd. Muszę się skoncentrować za to na tym, żeby więcej cwiczyć, bo przychodzą u nas mokre i wietrzne dni i trzeba mieć nie lada motywację, zeby się z domu wywlec
-
2010/10/14 14:51:20
babciubezmohera - uśmiechy slę
-
2010/10/14 14:52:23
mayu - ja się z dziećmi uczyłam do pewnego momentu, potem już im dobrze szło i nie potrzebowali mojej pomocy. Wydawało mi się wtedy, że łapię w lot, ale prawda jest taka, że kiedy już to poważniej potraktować, to okazuje się, że to trudne jak cholera
-
2010/10/14 15:40:11
Ach, nie zniechęcaj mnie :) Tak na poważnie: wiem że trudne i pewnie się tak skończy jak i u Ciebie :)
-
2010/10/14 15:56:38
Polecam ksiazke "Odchudzanie zaczyna sie w glowie" w sto dni do utraty wagi - Linda Spangle, autorka nie proponuje zadnej ekstremalnej diety, ani katorzniczych cwiczen, uczy tylko jak zmienic pewne zle nawyki na dobre, wlasnie w sto dni, jestem w trakcie )))
Mnie wszelakie diety tez dobijaja, a kalori nigdy nawet nie probowalam liczyc bo na sama mysl o tym w mozgu mi zgrzytalo. Swego czasu z powodzeniem zastosowalam jedyna sluszna diete "ZP", czyli - zryj polowe, dla wrazliwych "PP" - pol porcji, ale o tym wlasnie sama napisalas. Powodzenia :-)
-
2010/10/14 16:33:53
mayu, ja wcale nie chciałam cię zniechęcać. Ja tak zawsze gadam, a potem zdaję egzaminy śpiewająco. Tym razem też się nie poddaję, ale pojęczeć sobie muszę
-
2010/10/14 16:34:42
4_dina - tak, wybieram żp i wystrzeganie się rzeczy zdecydowanie tuczących. Zobaczymy.
-
2010/10/14 17:09:59
Trzymam kciuki i wiem ze dasz rade,w ramach wspierania mozemy smigac czasem na basen :)
-
2010/10/14 17:18:58
paris - siłownia tak, basen w zimie, brrrrr
-
Gość: Anna, *.threembb.ie
2010/10/14 18:21:13
Też kciukuję :) Sama mam sporo do zrzucenia tylko determinacji nie mam a tym bardziej jesienią.Myślę,że nie jestem w stanie przestrzegać restrykcyjnej diety ale żp mi sie podoba :D
Pozwolisz,że dołączę do klubu?
-
2010/10/14 20:25:35
Ależ miałaś przeżyć! :))) Trzymam kciuki za dietę, tym bardziej, że sama mam w tej chwili podobne plany i doskonale Cię rozumiem!
iw
-
2010/10/14 21:41:22
Anno - no pewnie, w kupie raźniej (ups, znowu o kupie :-)
-
2010/10/14 21:42:07
iw - my to mamy życie, albo się odchudzamy, albo próbujemy utyć, kobiety w tym względzie mają przechlapane
-
2010/10/15 12:42:52
trzymam kciuki za zrut wagi :)

no i żeby badania wykazały wyłącznie, ze jesteście zdrowi :)
-
2010/10/15 14:15:31
ange - nie dziękuję, bo jestem przesądna
-
2010/10/15 19:01:44
Ojej - mój rodzinny zleca mi "utajoną" sam z siebie raz w roku a test jest banalnie łatwy i bezbuteleczkowy, coś jak ciążowy tylko patycznkiem w okiento itede.
Jestem za badaniami profilaktycznymi bardzo i grzecznie je co roku robię masowo, tak na urodziny swoje mniej więcej, żeby pamiętać kiedy robiłam dokładnie.
Wiem, że to żadna 100 proc. gwarancja ale jednak wiele rzeczy wcześniej wykrytch leczy się, jak wiadomo prościej i szybciej więc trzymam kciuki i polecam.
-
2010/10/15 19:05:42
urusko - tu nie ma tych prostych testów, badają próbki w szpitalu. A profilaktyka to podstawa, nie da się ukryć. Ile osób robi tak jak Ty, śmiem twierdzic, że mało
-
2010/10/15 19:12:35
O, ciekawa jestem Twoich wrażeń z kliniki "piersiowej". Ja swoją wizytę zaliczyłam w zeszłym miesiącu (czekałam miesiąc, bo wyczułam guzek). Dobiło mnie, że podczas pierwszej wizyty pan dr tylko mnie obmacał, a usg znajdujące się w gabinecie obok zapisał na kolejną wizytę, która miała odbyć się za... 6 tygodni. Na szczęście czekałam tylko 3 tygodnie i potwierdziło to, czego nie wymacał pan dr, znaczy zdrowa jestem. Gdyby jednak coś wykryto, musiałabym jechać do Dublina po raz trzeci na omówienie wyników. Straszna ta organizacja, doprawdy.
Za to z cytologii jestem zadowolona, też sobie zafundowałam w ramach bezpłatnego programu w tym roku. Krótkie czekanie, list po kilku tygodniach, na szczęście też zero zmian.
A co do odchudzania, to życzę powodzenia. Ja wciąż szukam diety, która by mi odpowiadała. Czy Twoja talerzykowa polega też na tym, że możesz jeść z tego talerzyka tylko 5 razy dziennie? Dawno temu próbowałam czegoś podobnego, miałam przy tym niezły ubaw.
-
2010/10/15 19:48:13
mayu - opiszę wrażenie z kliniki piersiowej na pewno. Jeżeli chodzi o diety, wkurza mnie, że wciaż nowe są, wciąż jedyne bezpieczne, zaraz potem jakieś badania i już nie są bezpieczne. Ech, tym razem tylko umiar, mało, mało i jeszze raz mało (poza plackami Paris, hehe), pięc razy dziennie, dużo wody (wciąż zapominam o niej) i zobaczymy
-
2010/10/19 13:28:20
Jak tak sobie podczytuję o tych terminach i kłopotach "badaniowych" to dziękuję za niemiecką służbę zdrowia, na którą miejscowi straszliwie zresztą psioczą.
Mammografię po 50-tce robią tu co dwa lata gratis, w latach "bez" mój ginekolog robi mi usg piersi (w swoim gabinecie i bez czekania podczas rutynowego badania, do którego zalicza się zawsze cytologia, "obmacywanie" piersi, usg dopochwowe) za odpłatnością 20 EUR - tyle można zainwestować raz na dwa lata nieprawdaż?
Lista bezpłatnych badań okresowych jest naprawdę długaśna. Ustala się ją z lekarzem rodzinnym i ginekologiem. Terminy na badania profilaktyczne są długie ale to bez znaczenia bo wiem kiedy chcę je zrobić i odpowiednio wcześniej się melduję. Natomiast jak coś się dzieje (np guzki) to termin dostaje się właściwie od ręki.
Poza tym moja kasa chorych nieodpłatnie przejmuje obowiązek umawiania mnie ze specjalistami, jeśli tego chcę. Jeden centralny telefon i mówię ok - potrzebuję na cito okulistę bo to czy tamto. Oddzwaniają do mnie błyskawicznie już z umówionym terminem.
Dobrze tu mamy. Oj.
-
2010/10/20 00:23:18
urusko - zazdraszczam
U nas też po 50 kobiety mogą robić mamografię, i są nawet wzywane do tego, a potem do powtórek. Jest też cytologia dla kobiet powyżej 25 bodajze, za darmo. O reszcie nie wiem, to się nie wypowiadam. Ale takich luksusów jak u Was nie ma

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!