Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Różowe strachy na raka

Te testy to był mój pomysł. Taka byłam z siebie dumna, że mądra, zapobiegliwa, biorę sprawy w swoje ręce i takie tam bzdury.  A jak tylko przyszedł list z datą wizyty w klinice badań piersi, zaczęłam świrować z niepokoju – a co jeśli coś znajdą?  Może lepiej schować głowę za kotarę, jak robią to dzieci, i udawać, że piersi nie mam wcale.

O umówionej godzinie weszłam do szpitala.  Pani w recepcji spytała mnie o dane, potwierdzenie adresu i tak dalej, zwyczajowa procedura, a potem skierowała do przebieralni.  Rozejrzałam się po piętrze, gdzie mieści się Breast Care Clinic, zdziwiona skonstatowałam, że wszędzie widzę kolor różowy, wszystkie panie siedzą ubrane w takie pelerynki, jak u fryzjera. Rozmawiają, czytają, zaśmiewają się czegoś, też jak u fryzjera.  Jakby ten kolor wpływał na punkt widzenia sprawy. Żadna z kobiet, nawet te całkiem łyse, nie były smutne.  To był pierwszy szok.

Zostałam skierowana do przebieralni, poproszono mnie o całkowite rozebranie się do pasa, schowanie swoich rzeczy, włącznie z torebką, do szafki i wyjście do poczekalni.  Po chwili dołączyłam do grona Różowych.  Całkiem przypadkiem, bo przecież nie wiedziałam, że ten kolor będzie dominujący, miałam ze sobą książkę Magdy Witkiewicz ‘Milaczek’ (wybraną specjalnie na tę okazję, bo jest wesoła i nie dodaje zmartwień do i tak stresującego procesu), która była też różowa i to dokładnie w takim odcieniu, jak te wdzianka w stylu motyla.

Najpierw musiałam się widzieć z lekarzem, pierwsza rozmowa, ankieta, musiałam wymienić wszystkie kobiety w rodzinie dwa pokolenia wstecz i różne odgałęzienia, włącznie z moimi dziećmi. Potem badanie palpacyjne i chociaż nic nie zaniepokoiło lekarza, skierował mnie do drugiej części kliniki na mammografię.  Tam czekałam tylko chwilę, a i tak pielęgniarka co chwilę przychodziła do mnie i kilku innych pań, pytała, czy wszystko w porządku, uspokajała, że to bezbolesna procedura i uśmiechem dodawała odwagi, bo nam zaczęły miny rzednąć. Nie tylko pielęgniarki tak się nad nami trzęsły, lekarze też cały czas przemawiali do nas jak do dzieci, uspokajającym tonem, z szerokim uśmiechem, a główny konsultant to już w ogóle przechodził sam siebie, ogrzewał ręce przed badaniem, a głos modulował „na księdza”.  Już sama nie wiem, co wolę - polską obcesowość, czy te ich mówienie na przydechu, jak do ‘potencjalnie’ ciężko chorych?

Naczytałam się, że mammografia jest może i ‘bezkrwawa’, ale za to jednak boli, chociaż próbują wciskać kity, że nie.  Cała byłam oczekiwaniem na ten ból, nastawiałam się, że będę dzielna jak Wanda Wasilewska i łez moich nie zobaczą, po moim trupie, tfu, tfu.  Kazali mi zdjąć różowe skrzydła motyla, już któryś raz, zdejmij, załóż, przejdź dalej, zdejmij, załóż …. moja misternie układana fryzura poooooszła.  Podeszłam do maszyny, pielęgniarka z boskim uśmiechem przeprowadziła mnie przez badanie, omawiając, co będzie zaraz robić.  Potem ułożyła lewą pierś na talerzu i drugim (były na półce nakładki przyciskające różnych rozmiarów, dla każdego według potrzeb), zjechała na nią rozpłaszczając na papier, no może na karton.  Przyjemne to nie było, ale nie bolesne, niepotrzebnie panikowałam.  Tylko musiałam się pilnować, żeby na moją pierś nie patrzeć, bo wyglądała jak rozjechana przez TIR-a, bałam się, że nie wróci do poprzedniego kształtu.

Po wszystkim znowu założyłam pelerynę i pofrunęłam do poczekalni, gdzie mnie przekierowano (ha, komputer zmienia na przekserowano, może i tak?) znowu do lekarza i tu niespodzianka, zdjęcia będą opisane jeszcze tego samego dnia, a lekarz je ze mną omówi.  Chociaż w tej klinice roiło się od ludzi jak na lotnisku, pielęgniarki kierowały ruchem jak stewardesy, jedne pacjentki się przebierały do badań, inne do wyjścia, jeszcze inne czekały do lekarzy, wszystko było pod kontrolą, płynęło gładko jak walc wiedeński Maseraka.

Bardzo mi ulżyło, kiedy dowiedziałam się, że nie ma niepokojących zmian.  Lekarz uradowanym głosem mi to oznajmił, co najmniej jakby to o jego piersi chodziło. Pożegnał się do ‘za 10 lat’ i tyle mnie tam chcieli.  Zabrali mi różowe skrzydła motyla i z uciechą pomachali na do widzenia, a raczej ‘żegnaj’, bo tam nikt nie chce widzieć swoich pacjentek znowu, chyba, że tak los postanowi.

Nie miałam powodu, żeby pchać się na te badania, po prostu sobie ubzdurałam, że powinnam, bo tyle moich znajomych zachorowało na raka piersi.  Wprawdzie na cytologię mnie listem poprosili, ale piersi, to inna rzecz, tych nie bada się profilaktycznie przed ukończeniem 50 lat.  Musiałam ponarzekać, że mnie strasznie bolą.  Ale jak się już tym GP zajął, od listu referencyjnego, do umówionego spotkania minęło niewiele ponad tydzień.  Błyskawicznie, biorąc pod uwagę czas oczekiwania na wizytę u specjalisty w tym kraju. Warto, wszystkie Was namawiam, i na mammografię, USG chociaż, i na cytologię. Gdyby coś znaleźli w pierwszym badaniu, zrobiliby jeszcze scan, jakby było trzeba, tego samego dnia tez biopsję cienkoigłową.  Wiadomo, w takich sytuacjach liczy się czas.  Przed rakiem nie da się schować, kiedy już nas dopadnie, ale można z nim walczyć, wielu wygrywa.

sobota, 23 października 2010, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/23 20:36:26
Swietny rzeczowy wpis ,popieram i naprawde w takich przypadkach czas to zycie a badanie nawet jak nie za bardzo nam sie podoba to przeciez nic nas nie kosztuje co najwyzej odrobine wstydu a ze wztydu jeszcze nikt sie nie spalił :)
-
2010/10/23 20:53:05
zdecydowanie, ze wstydu nikt jeszcze nie umarł. Dlatego też powinno się robić badania na jelito grube :-)
-
2010/10/23 23:29:39
Kasiu, to napisz koniecznie, jaki to szpital przyjął Cię tak wspaniale. Warto wiedzieć! Bo moja wizyta w Mater Hospital w Dublinie wyglądała całkiem inaczej, o czym pisałam w poprzednim komentarzu i tego szpitala osobom niepokojącym się o swoje piersi na pewno nie polecam.
-
2010/10/23 23:29:44
tutaj zalecaja co trzy lata (nie wiem jak po 50ce) i ubezpieczalnia pokrywa prawie 100procent, ale nie ma motyli, ani milych lekarzy tylko rutynowa pielegniarka z reguly malomowna i niedelikatna :)
-
2010/10/23 23:30:38
Dobrze, ze to opisalas, bo kompletnie nie wiedzialam, na czym to badanie polega. Nie wyobrazam sobie tylko, ze mozna az tak splaszczyc piers... Mi chyba tylko pozostaje na usg na razie isc, bo za mloda jeszcze jestem na mammo w Holandii. Ponoc.
Pozdrawiam:) Ciesze sie, ze u Ciebie badanie wyszlo pomyslnie. O takiej opiece w Polsce kobiety (w ogole- pacjenci) moga tylko pomarzyc. Zaloze sie, ze wole takie obchodzenie sie jak z jajkiem niz to, co sie dzieje w naszym kraju w sluzbie zdrowia.
-
2010/10/23 23:58:57
lucy- ten szpital jest w Letterkenny, klinika piersi została otworzona w nowym budynku niecały rok temu, więc jest czysto i przyjemnie, ale to nie zmienia faktu, że ludzie są mili niezależnie od nowego, czy starego budynku, po prostu taka jest ekipa i tyle. Super tam było. Az chyba napiszę na ich stronie komentarz pochwalny
-
2010/10/24 00:00:50
ardeco - tutaj bezplatnie jest po 50tce co dwa/trzy lata. Ale przed trzeba płacić, no chyba, że akurat jest autobus z mammografem w którymś z miast Północnej Irlandii, to się można tam przejechać, ale akurat nie było. Natomiast jak zgłaszasz problemy, guzek, bóle (ja tak zrobiłam), inne niepokojące objawy, mama miała raka piersi, to badają wcześniej, też bepłatnie
-
2010/10/24 00:01:48
agatoo - może to dlatego, że byłam w szpitalu na prowincji, jak pisze lucy, w Dublinie nie jest już tak miło.
-
2010/10/24 00:23:05
Dla mnie te mammografie byly nieprzyjemne. Mam duzy biust i to sciskanie i splaszczanie bylo bolesne, myslalam, ze wszystkie plyny i soki z biustu wycisna :-))))
Bolalo potem przez kilka dni. Teraz juz nie chodze, bo ostatnio duzo dyskutowano nad potrzeba robienia mammografi bez potrzeby. Przeprowadzone w Szwecji badania wykazaly, ze wykrywalnosc raka piersi nie jest wieksza z tego powodu, a koszta sa ogromne. Mammografia nie obejmuje calego biustu, bo nie sposob jest dotrzec do miejsca przyczepu biustu do klatki piersiowej, wiec calkowitej pewnosci nie ma, ze cos tam siedzi. Mam wrazenie, ze takie sciskanie, splaszczanie i maltretowanie biustu, tez moze wplynac na zmiany w tkance tluszczowej biustu i skutki moga byc nieprzyjemne.
Pewnie, ze jak ma sie klopoty i podejrzenia, to nalezy mammografie zrobic, ale zeby tak "gniesc cycuszki" calej populacji kobiet w celach profilaktycznych - nie wiem :-))))
-
Gość: , *.washdc.fios.verizon.net
2010/10/24 02:26:50
Hmm- a u na w USA po 40 zalecaja robic mamografie co roku, ( jak i cytologie, przy ktorej automatycznie robione jest badanie palpatycyjne.) W zeszlym roku jakis wazny medyczny panel sie wypowiedzial ze wystarczy co dwa lata, i protest byl przerazliwy - moja osobista lekarka kaze mi co roku na takie badanie chodzic, chociaz ja nie jestem z grupy ryzyka. Co rok tez mam profilaktyczna pelna morfologie. U nas lekarze sa bardzo profesjonalni, chociaz nie spedzaja wiecej z pacjentem niz 5-10 minut (chyba ze jest to okresowe badanie) i juz w pokoju przyjec (jest ich kilka i lekarz chodzi od jednego do drugiego) czeka sie bardzo dlugo. Przy badaniu ginekologicznym musi byc pielegniarkla z lekarzem.
-
2010/10/24 03:37:52
to mi sie cos pomylilo z tymi 3 latami, lekarz rzeczywiscie co roku mnie namawia na badanie :)
-
2010/10/24 12:14:01
kristofko - ja też mam duży biust i to uważam akurat przy tym badaniu za dobre, bo łatwiej. Nie bolało mnie, ale też nie miałam akurat tego dnia bolesności, czasem mam i wtedy byłoby gorzej, wtedy to nawet dotyk mnie boli. Badac trzeba, tu jeszcze robią USG razem z mammografią, bo fakt, że jedno badanie nie gwarantuje wykrywalności. Tyle, że przy symptomach, które ja podałam akurat ważniejsze było zbadanie okolic sutków, więc mammografia wystarczyła
-
2010/10/24 12:14:46
Pool, Artdeco - uważam ze co 2 chyba wystarczy, jeżeli już w grupie ryzyka
-
2010/10/24 18:51:32
Mało przyjemne badanie, ale pozwala być spokojnym o stan zdrowia- przynajmniej w tym zakresie.
-
2010/10/24 21:36:05
babciubezmohera, znam zdecydowanie gorsze, jak na przykład colonoskopia, jedno i drugie może uratować życie, a to drugie, no cóż, nie miałam, ale z tego, co wiem o nim, masakra
-
Gość: robin153, *.washdc.fios.verizon.net
2010/10/24 22:25:53
Niekoniecznie, ta kolonoskopia taka straszna. moj M. ja mial - musial dzien wczesniej dokladnie wyczyscic jelita, i to bylo troche nieprzyjemne, byl bardzo slaby. Ale sama kolonoskopie mial robiana w pelnej narkozie, i faktycznie jakies male polipy tam mial, wycieli mu, i kazali na kolejne badanie przyjsc za piec lat. Mowil ze to nic strasznego.
-
2010/10/24 22:50:41
robin - w pełnej narkozie może i nie, ale moja koleżanka miała wycinane polipy i powtórzone badanie, ono było nie w narkozie. Mądrzyć się nie będę, bo nie miałam, ale uważam, że jednak jest dużo bardziej inwazyjne i przykre niż mammografia
-
2010/10/24 23:21:28
U nas przed 50-siątką mamografii się właściwie nie wykonuje, bo to nie ma specjalnie...sensu. Tkanka piersi kobiet młodych (tych przed 50-siątką) ma taką strukturę, która kiepsko się mammografią bada, za to wynik negatywny (czyli pozytywny) uspokaja pacjentki i "pozwala" w wielu wypadkach przegapić problem. Mówi się tutaj, że nic nie zastąpi samodzielnego, comiesięcznego badania piersi zaraz po miesiączce i ewentualnie USG co 2 lata. Dlatego mammografia co 2 lata dopiero po 50-siątce na ubezpieczalnię do czego ja polecam co 2 lata (te bez mammo) USG. Tutaj to koszt 20 EUR. Dla mnie warto.
Zresztą jestem ogromną zwolenniczką badań profilaktycznych, ktśre są dostępne przynajmnie u nas. Ale w Polsce też regularnie robiłam na własny koszt wiele.

Dobrze, że piszesz o swoich doświadczeniach bo o tym nigdy za dużo!
-
2010/10/24 23:35:34
co do kolonoskopii i gastroskopii polecam w wersji "nasennej". Wszystko trwa kilka minut tyle też uśpienie. Po obudzeniu człowiek jest na lekkim rauszyku, który z czasem mija ale z samego badania niczego się nie doświadcza. W Niemczech to procedura standartowa, chyba, że ktoś nie chce albo są jakieś poważne medyczne przeciwwskazania.
-
2010/10/25 18:17:04
urusko - nie znam się na tym, nie wiem, czy ma sens, czy nie, badam palpacyjnie piersi od 20 lat, a na wizytę w klinice piersi zdecydowałam się ze strachu. Lekarz polecił mammo, ja miełam tylko to badanie, wiele pacjentek z mammografii przechodziło wprost na USG, żeby był pełen obraz. Piszę, bo wiele kobiet boi się tego badania, w ogóle wizyty w tej sprawie u lekarza, mysli o tym 'zamiata pod dywan'. Jeszcze więcej się 'nie maca'. W ogóle mój mąż się śmieje, ze to powinno być męskim obowiązkiem, sprawdzenie nieobecności/obecności guzków, takie 2 w 1, przyjemne z pożytecznym :-)
-
2010/10/25 20:53:28
Kasiu, myślę, ze te nasze obawy przed badaniem są całkiem normalne .
W tym rzecz żeby je przemóc i badania robić.
I myślę, ze to u was skakanie koło pacjenta jest mimo wszystko lepsze, niż traktowanie pacjenta tak jak u nas - czyli jak zło konieczne.
-
2010/10/25 22:54:31
veanko - pewnie tak, ale w takich razach zawsze powstaje u mnie w głowie pytanie - czy oni mnie mają za spowolnioną umysłowo, że tak do mnie przemawiają okrągłymi zdaniami otwierając szeroko buzię? Do tego pewnie za potencjalną histeryczkę, bo przemawiają spokojnym tonem i z łagodzącymi gestami. Ja po prostu w ogóle nie jestem przyzwyczajona do 'szpitala w Leśniej Górze', bo w Polsce tak przecież nie jest.
-
2010/10/26 11:34:02
Od lata, sama , z nieprzymuszonej woli chodzę na mammografię. I jakoś nie pamiętam, abym się bała wyników.
Za to zazdroszczę Ci tej całej otoczki, i dopieszczania przez służbę zdrowia!
Pozdrawiam serdecznie!
-
2010/10/26 13:17:44
fusillo, ja myślę, że te panie, które chodzą i wiedzą z czym to się je, nie mają żadnych obaw. Najgorzej jest z tymi, które unikają tematu ze strachu, bo nie mają pojęcia, co je tam czeka?
-
2010/10/26 22:09:10
robiłam wiosną ...zaraz...2009 chyba, wiem, że teraz wiosną zaproszą mnie znów. Z początku czułam euforię, jak było bliżej to mi się tyłek trząsł - czyli tak jak u ciebie. Atmosfera była normalna. Czyli - brak polskiej oziębłej obcesowości ale też bez patrzenia z podtekstem " oj biedne wy, jeszcze nie wiecie, ale rak was toczy" . Wynik przyszedł pocztą. Dobry oczywiście.
W zeszłym roku miałam zaproszenie na cytologię. I też poszłam. Następna jednak podobno dopiero za trzy lata.
-
2010/10/27 00:57:13
taka jedna - ja też dostałam wynik cytologii dobry i zaproszenie za 3 lata. I dobrze, wcale mi się tam nie chce latać co roku.
Jeżeli chodzi o klinikę, to oni tam nie patrzą na pacjentki jak na biedne, co je rak toczy, ale na takie, które się denerwują, w większosci przypadków, bez potrzeby
-
Gość: szyszka, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/10/27 15:32:59
Badania usg piersi robię raz na pół roku jeżeli coś jest niepokojącego, jesli nie- raz do roku. Na mammografię jestem za młoda ( ależ to brzmi), jestem po 2 biopsjach ( strach okrutny). Poza tym po testach genetycznych u prof. Lubińskiego brc1, brc2 ze względu na obciążenie genetyczne.
Rak szyjki macicy podobno rozwija się ok. 5 lat, dlatego cytologię robią raz w roku.
Wszystkie te badania traktuję jak przegląd siebie. Za każdym razem się boję:(
-
2010/10/27 16:31:46
szyszko - biedutku ty mój, boisz się, ja to rozumiem, wiadomo dlaczego. Dobrze, że świadomie do tego podchodzisz i badasz się.

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!