Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Wizyty, pobyty, a osiem lat jak z bicza strzelił

W piątek byłam już tak fizycznie wykończona, ze zamiatałam nosem po ziemi. Jedyne, co mnie trzymało przed padnięciem na pysk, to przyjazd córki. Niespodziewany dodam, bo miała się tu nie pojawić przez miesiąc, ale okazało się, ze nie musi pracować w sobotę i zdecydowali z Markiem przyjechać do domu. To był mój zastrzyk energii, na tyle starczył, ze doczekałam ich przyjazdu, jeszcze chwilę pogadałyśmy, ale już mi się oczy zamykały ok północy, odłożyłyśmy więc pogaduchy na następny dzień.

W sobotę czekała mnie nie lada atrakcja, oprócz pobytu córki, przyjazd Kasi i Czarka, których jeszcze nie znałam. Kasia napisała do mnie maila, ze czyta felietony, teraz bloga, że lubi, że koniecznie muszę ją odwiedzić i nagadamy się o książkach. Ja wiedziałam, że w najbliższym czasie nie dam rady, bo to ponad 3 godziny jazdy, ale rzuciłam pomysł, że może ona do mnie. I okazało się, ze jej mąż ma urlop i że mogą mnie odwiedzić. Lubię takie wizyty, chociaż niektórzy pukają się w czoło, że chyba na łeb upadłam, ze obcych ludzi zapraszam, ze się nie boję i takie tam bzdety. Otóż nie tylko się nie boję, ale wszelkich nowych znajomości jestem bardzo ciekawa. Niepoprawna ze mnie optymistka, wierzę w ludzi i to, ze na swojej drodze zdecydowanie więcej spotykam ciekawych niż nie, a ci nie... wcale nie muszą powodować, że zamknę się na tych tak.

Przyjechali roześmiani, serdeczni, władowali się do domu z siatami i zaczęło się - foremka z ciastem domowej roboty, 8 książek po polsku i po angielsku, w tym jedna kulinarna, które jak tylko przyjedzie aparat sfotografuję i umieszczę na Notatkach Coolturalnych, herbata w puszce, słodycze, mój ulubiony twaróg (nawet koperek i pietruszka do niego), przyprawa do kawy (taka z młynkiem) i całe naręcze magazynów. No ja się zastrzelę. W życiu nikt mnie tak nie obdarował, no może poza moimi przyjaciółmi z Polski, którzy też zjechali do mnie z połową biblioteki wojewódzkiej. Strasznie byłam szczęśliwa, ale i zażenowana, bo nie umiem przyjmować prezentów, tak rzadko je dostaję (tak nie od rodziny).

Siedzieliśmy przy stole, biesiadowaliśmy i nie mogliśmy zupełnie się nagadać. O wszystkim, o nas, o rodzinach, o naszych tu przyjazdach, pobytach, motywach i przemyśleniach. O książkach, o filmach oczywiście też. Takie spotkania się cenne jak największe bogactwa, bo dla takich chwil warto zyć, dla takich spotkań, wymiany pozytywnej energii, która nas doładowuje. Sama sobie zazdroszcze, ze spotykam takich ludzi na swojej drodze.

A dzisiaj, czyli 22go sierpnia, mija dokładnie 8 lat od naszego tu przyjazdu. Tyle się podziało od tamtego czasu. Długą drogę przeszliśmy, chociaż to takie małe miasto. Lubię tu być. lubię jego oddalenie od wielkich szlaków, lubię surowość klimatu i krajobrazu, bliskość oceanu i plaż (oraz ich wielość), serdeczność mieszkańców i fakt, ze czas płynie tu dużo wolniej, a jednoczesnie szybciej, jakby życie tutaj było serią miłych zdarzeń, przy których wskazówki zegarką mkną jak strzała. Nie zawsze tak jest prosto i łatwo, życie nigdzie takie nie jest, ale wrażenie pozostaje.   Żyjemy na uboczu Europy, omija nas wiele atrakcji, ale też i wiele niedobrych rzeczy. Uwazam to za niezwykle cenne.

Nalałam sobie kieliszek alkoholu i wzniosłam toast za nasze lata tutaj i za wiele następnych - SLAINTE (czyt. slanczia, czyli na zdrowie po gaelicku).
Szkoda tylko, ze samotnie, bo po dwóch dniach szumu, zamieszania, śmiechu i radości, znowu jestem sama. Singielstwo jest do bani.

niedziela, 22 sierpnia 2010, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/22 23:08:44
pięknie tam u Was :)

i to fantastyczne, ze znowu poznalaś świetnych ludzi :) mysle, ze to Twoje zaufanie procentuje i oni tez wyjeżdżaja uszczęsliwieni, ze Cie poznali :)
-
2010/08/22 23:11:55
ange - mam nadzieję. Mieszkamy na zadupiu jak niektórzy mówią, ale myślę, że to miejsce ma taki urok, że ludzie tu przyjeżdżający mają wiele dobrych wspomnień z pobytu tutaj, nie tylko ze spotkania, ale i z widoków
-
Gość: 0068-kate, *.threembb.ie
2010/08/23 00:43:25
Kasiu my tez jestesmi wdzieczni za mile chwile spedzone z Toba i Michalina a takze psiunia Frankiem,bo rzadko na swojej drodze spotykamy tak serdecznych ,milych i otwartych ludzi.Mam nadzieje ,ze to nie jest ostatnie spotkanie ,bo mamy jeszcze wiele do do opowiadania.I to urocze miejsce w ktorym mieszkasz,jest nie do zapomnienia, pozdrawiam serdecznie.K.i C.
-
2010/08/23 00:57:08
Jesteście więcej niż mili, Franek doprowadzał Was do furii, a Wy się cieszycie, ze go poznaliście, hehe. To się nazywa dyplomacja. Pozdrawiam Was serdecznie i oczywiście pozostajemy w kontakcie, inaczej być nie może. Pozdrawiam
-
2010/08/23 07:07:35
Kasiu kochana to widzę, że nie tylko dla mnie 22 sierpnia to znacząca data- wczoraj mieliśmy z Mężem miłym rocznice -pierwszą, ślubu, a trzy lata temu się też 22 sierpnia zaręczyliśmy...dla mnie data magiczna:) zatem toasty nie tylko ja wznosiłam i cieszę się z tego:) pozdrawiam ciepło:) i życzę Wam kolejnych dobrych lat ...:)
-
2010/08/23 09:54:56
Kaś - zatem coś nas łączy :-) I Wam składam życzenia szczęścia i żebyście wszelkie rafy omijali ze zwinnością baletnicy
-
2010/08/23 11:45:19
Zazdroszcze Kasi i Czarkowi, ze mogli poznac Cie osobiscie i goscic w tak pieknych okolicach. Dobrze, ze opisujesz te wizyte tak barwnie, bo czlowiek czuje sie tak, jakgdyby siedzial tam razem z Wami i zajadal te smakolyki. :-)))))))
-
2010/08/23 13:29:14
kristofko - szkoda, ze tak daleko mieszkasz, a samoloty od ciebie do mnie latają? Wsiadaj!
-
2010/08/23 15:22:32
Twoje końcowe zdania przypomniały mi klimatem "Przystanek Alaska"- też to poczucie swojskości i bliskości z naturą! Piękne...
-
2010/08/23 23:58:50
babciubezmohera - bo to jest mój przystanek Alaska
-
2010/08/24 08:18:22
Kasiu, tyle w Tobie entuzjazmu i młodości, że aż Ci zazdroszczę:)
-
Gość: szyszka, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/24 09:05:15
Kasia,
Dokładnie pamiętam dzień, w ktorym przyjechaliście, z walizkami pełnymi skarbów, na resztę trzeba było poczekać. I Twoje obawy jak to będzie, czy uda się wszystko poukładać, za chwilę dzieci miały iść do nowej szkoły...poszukiwanie nowego mieszkania...gdzie kupić mundurki...slajdy przelatują mi przed oczami. Wydaje się tak niedawno, a to już 8 lat minęło:)
Ściskam mocno,
Szyszka
-
2010/08/24 11:42:16
Ale miałaś fantastyczny weekend pozazdroscic, właśnie takie chwile czynia z nas ludzi. a ksiazke kucharska pozyczysz? plizzz
-
2010/08/24 22:37:43
ewo - entuzjazmu może i tak, ale młodości? Nie wiem, już taka młoda nie jestem, ale stara też nie, poza tym Hanuszkiewicz zawsze mówi, ze starość jest kwestią wyboru. W swoim oczach ja mam bez przerwy jakieś 30 lat
-
2010/08/24 22:38:30
szyszko - no ja pamiętam, jak nas przywitaliście w mieszkaniu nad apteką. I nasze spacery po kamieniach do Was na kawę. Pozdrówka
-
2010/08/24 22:39:15
paris - Miśka zaaresztwała i wywiozła narazie do Dublina. Jak tylko ją przywiezie z powrotem, pożyczę
-
2010/08/29 13:52:17
Wszystkiego dobrego z tej okazji dla Was! A wiesz, że byłam pewna, że jesteś w Irlandii już ze 20, a nie 8 lat... Nie mam pojęcia, czemu :)
-
2010/08/29 14:04:50
lucy - to ja tak staro 'wyglądam' w sieci??? :-))

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!