Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Restauracyjne pomyłki odcinek 1467, a mój pies to koń

Dosyć miałam samotności. W pracy cisza, jak to w kościole, potem w kancelarii też cisza, nie wiem, gdzie większa, każdy stuka w klawiaturę, jeżeli gada, to przez telefon z klientem. Niby wśród ludzi, ale mi się mózg zastał, pogadać mi się chciało. W mieście zobaczylam na plakacie ofertę specjalną chińskiej restauracji, starter, czyli przystawka plus main course czyli danie główne plus deser za 10 euro. Pomyślałam, ze lepiej by się nie dało, nawet bym dla siebie nie ugotowała taniej, no chyba, że makaron z sosem z torebki, albo z serem, ale tu mowa o całym obiedzie. Zatekstowałam do koleżanki i zmontowałyśmy ekipę.

Cały dzień ganiałam jak kot z pęcherzem. Oczywiscie stały zestw, z jednej pracy do drugiej, wypuścić Frania, wygłaskac go, wycałować, podaj lapę - leć siku kupa- daj pyska, pańcia musi lecieć, zostań - serce mnie boli, ale takie już psie życie, że czeka, a ludzkie, że pracuje i nie zawsze może byc w domu. W sumie nie jego wina, ostatnimi czasy wciąż ktoś byl w domu, jezeli nie ja, to Wojtek, bo wakacje, a jak nie my oboje, to mąż. Zgłupiało psisko, nie rozumie, czemu naraz jest sam od rana do nocy. Postanowiłam, że po kancelarii od razu zabiorę go na plażę na godzinny spacer. Trochę poganialiśmy, skakał jak koń wypuszczony na trawe na wiosnę. Tak jakoś wierzgał ze szczęścia. Moje kochane psisko.

Zaraz po spacerze ubrałam się migusiem i trochę spóźniona pognalam do restauracji. Dziewczyny już siedziały. Wyluzowana zaczęłam przeglądać menu, bo co jak co, ale u chińczyka to już nie mam się czego bać, moje klątwa restauracyjna na pewno tu nie zadziała, wiadomo, że nie da się źle zamówić w takiej restauracji. Miałam ochotę wziąć to, co zawsze , ale koleżanka mówi - no coś ty, weź sobie coś innego. W tym momencie równie dobrze moglabym sobie już pójść do domu. Lepiej bym na tym wyszła.

Wzięłam sałatkę z aromatycznej kaczki, bo w naleśnikach z sosem hoi shin nie chcieli podać dla jednej osoby (co???), poprosiłam o podanie sosu mimo wszystko. Do tej sałatki. Na drugie zamówiłam kurczaka w sezamie z ryżem. Kaczkę dostałam polaną sosem chili, żandych warzyw, ni hu hu. Sałatka to miała być przypominam. Miałam taką minę, że kelnerka, nota bene nie mówila w żadnym zrozumiałym języku, to znaczy ona jest przekonana, ze zna angielski, ale nikt inny nie podziela tego przekonania, podeszła i zapytała, czy coś jest ok, poprosilam o jakieś warzywa i sos. Wróciła z kaczką, na wierzchu pokrojone w paseczki pory i marchewki, sos w miseczce. Zjadliwe.

No, ale kiedy wjechal kurczak, pożałowałam, że nie mam aparatu fotograficznego. Nikt mi nie uwierzy, słów nie ma, żeby to opisać. Dziewczyny dostały piękne talerze pełne warzyw i mięska w sosikach różnistych, jedna nawet na patelni jeszcze skwierczące i pachace, a ja na wielkim białym talerzu pół piersi kurczaka obtoczonej w suchym sezamie i jakiejś panierce, ale nie wiem jakiej, bo to wszystko było polane rzadkim gównem. Tak wyglądało. Takim z grudkami na dodatek. Rzadkim, ale nie do końca.

Powiem tylko jedno - kolezanka po wszystkim powiedziała, ze jak jej opowiadałam o mojej klątwie restauracyjnej, ze zawsze dostanę coś z twarzy podobne zupełnie do niczego, ze smaku też, to mi nie uwierzyla. Ale od dziś już daje wiarę w każde moje słowo.

Jutro makaraon z twarogiem. Nigdzie się z domu nie ruszam. Bo i po co? I tak wróce zmachana jak pies, nie obrażając Frania i tylko mam nadzieję, ze znowu będę mogła zabrać tego mojego biednego piesiołka na plażę.

Ale nagadałam się za wszystkie czasy.

piątek, 20 sierpnia 2010, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: beti, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/20 17:07:26
:))) Kasiu, nie jesteś odosobniona w tejże klątwie, ale czemu na dwie Hordyńcówny padło?Michał mój z przerażeniem w oczach patrzy na mnie gdy studiuję menu gdyz zna finał - bede żebrać o połowę z jego talerza. Moje sławne haluszki/ które zamówiłam w Czechach gdy głodni po gorących źródłach popedzilismy do restauracji / przeszły do historii. To była szara masa o niewyobrażalnie mdłym smaku.I zawsze sobie postanawiam - dość! dzisiaj coś przewidywalnego! I nic z tego:) Łączę sie w bólu i zrozumieniu
-
2010/08/20 17:07:39
Nie wiedziałam, że ciąży na Tobie klątwa restauracyjna :)) ale po tym, co opisałaś, wierzę na słowo.
Piesiulek mój ma szczęście, że ja pracuję w domu. ALe kiedyś przez półtora roku pracowałam w biurze, ależ on był wtedy nieszczęśliwy!
iw
-
2010/08/20 19:44:34
Może czasem- dla zwykłego sprawdzenia klątwy- warto zamówić to, co pozostałe?.. ;)
-
2010/08/21 13:20:53
beti - nie znałam drugiej takiej osoby, która miałaby tego pecha, ale teraz mi już lżej na duszy, ze nie jestem zupełnie sama w tym bólu. Całusy

iw - szczegółnie, że był przyzwyczajony do mnie domowej, więc teraz trochę mu durno, że jest tak sam i sam

babciubezmohera - tak chciałam, ale wszyscy brali coś z krabami i krewetkami, a ja nie lubię, chyba że crab toes w masełku czosnkowym, a tego nie serwują u chińczyka
-
2010/08/21 16:12:23
Ja byłam jedna z uczestniczek tego "eventu" kulinarnego,faktycznie kelnerce nic nie dało sie wytłumaczyc,a danie Kasi pozostawiała duzooo do zyczenia,ale mimo to dałysmy rade.A i jeszcze nie napisałas ze do wyboru były tylko 2 rodzaje lodow i nie WOLNO bylo zamowic mixa tylko wanilia albo truskawka.A i to była kara ze Kasia zdradziła Misie;)
-
2010/08/21 21:08:58
paris - no tak, bo Misi z nami nie było i to kara za to, hehe. A z lodami faktycznie zapomniałam

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!