Felietony-wolnego strzelca produkcje dla różnych tytułów, obecnie dwóch oraz zapiski codzienne, co bym nie eksplodowała z nadmiaru myśli
Blog > Komentarze do wpisu

Dublinowo, upałowo, pożegnania i zakupy

No i syn pojechał. A było to tak.

Do Dublina pojechaliśmy z Michaliną i Markiem, jego samochodem. Po mniej wiecej pół godzinie jazdy przypomniałam sobie, ze nie ma ze sobą żadnego dokumantu ze zdjęciem, a przecież z Dublina miałam wracać samolotem. Tak mi bylo wstyd, bo to takie zachowanie głupiej gęsi - ups, zapomnialam.... Myślałam, że się saperką pod beton zakopię. Marek musiał się wracac, a córka zadzwoniła do małżona i on jechał w naszą stronę. Ale był zły. Spotkaliśmy się na drodze i nastąpiło przkazanie dokumentu. Ze stresu to aż zasnęłam.

Dojechaliśmy do Dublina o 11 w nocy, było strasznie gorąco i duszno. W pokoju, gdzie spaliśmy gorąc, pootwierane okna, a my i tak nie mogliśmy zasnąć, a o 4 trzeba było się obudzić. Wojtek na materacu, co ruch to 'pierd' materacowy, ja na kanapie, lekko przykrótkiej, spałam na jednym boku, aż kiedy zadzwonił budzik, nie dość, że miałam wrażenie niespania wcale, to jeszcze zrobił mi się placek po prawej stronie głowy, mimo wosku do włosów nie do usunięcia. Miałam przed sobą stres zwiazany z lotem Wojtka, więc kto by się tam fryzurą przejmował?

Na lotnisko mieliśmy jechać autobusem, bo zaraz obok córki mieszkania, jest przystanek Aircoach, który jedzie wprost tam. Zostałam uprzedzona, że mogą się też zatrzymywać taksówki, za te same pieniądze, co autobus (14/15 euro za dwie osoby) kierowcy będą chcieli przechwycić pasażerów. Zatrzymało się ich kilka, ale ja jakoś uparłam się na autobus, bo chciałam kupic bilet powrotny, taniej. Ale ten nie przyjeżdzał i po pół godzinie spanikowałam i wsiadłam do taksówki, wcześniej uzgodniwszy cenę na 15 euro. Kierowca był czarnoskóry. Kiedy dojechaliśmy, podałam mu banknot 20 E, a dostałam reszty 1.05. Kiedy zaprotestowałam, on powiedział, ze nie wie, o co chodzi, to normalna taryfa, a o pieniądzach przecież nie gadaliśmy, tylko wsiadłam i on pojechał. Myślałam, że go zdzielę przez ten czarny pysk (i proszę mi tu nie wyjeżdżać z gadkami o rasizmie, bo jakoś dziwnie tylko oni takie numery mi zawsze robią), trochę się poszarpaliśmy słownie, zobaczył, że policja się zbliża i mój wzrok w ich kierunku skierowałam, oddał pieniądze i wysiedliśmy. Jeszcze mi miłego dnia życzył.

Kiedy odpawiłam syna, poszłam na górę do Sturbucksa na kawę, czekać aż odleci. Musiałam się upewnić, że dotarł do odpwiedniej bramki i siedzi w samolocie, że wszystko dobrze. Miałam kanapke zrobioną przez Michalinę, duuuużą kawę i dobrą ksiażkę. Zapadłam w głęboki fotel, wyciągnęłam nogi i czytałam 2 godziny, co jakis czas rozmawiajac z synem. Kiedy już wyleciał, pojechałam do centrum Dublina, zjadłam superowe śniadanko czytajac Irish Independent (uwielbiam poranne gazety czytane przy jedzeniu), a potem udałam się do Chapters Bookstore, księgarni poleconej przez Anię, blogową Hrabinę, w której są książki z drugiej ręki, ale też nowe, wszystkie w promocjach. Ale miałam używanie. Dziękuje Aniu. Relacja z zakupów, bo potem pognałam do Easona, miałam tam gift voucher kupiony dla mnie przez koleżankę Kasię w prezencie, TU na Notatkach Coolturalnych.

Dla mola ksiażkowego to raj na ziemi :-)

Chciałam jeszcze uprawiac jakieś zakupowanie, ale pogoda - duchota, upał jak dla mnie, wyjątkowo mnie zniechęcała. Zajrzałam więc do redakcji Polska Times na kawę, wizytę roboczą tak zwaną, a potem na obiado-lunch do Yamamori, mojej najukochańszej restauracji japońskiej. Pisałam kiedyś, że zamawiam zawsze najgorsze danie z karty, tym razem postanowiłam zaszaleć i coś nowego zjeść i też tak się skończyło. Zamówiłam kurczaka w sezamie z warzywami i z takim sosem, który mnie doprowadził do łez. A tak japońskie sosy lubię, ale ten był nie do przejścia. Mój kelner, jak potem się okazało też manager (córka mi powiedziała, kiedy jej relację zdałam), Włoch, był taki obcesowy i jakiś niecierpliwy, że nie miałam odwagi poprosić o inny sos, niechby nawet nie pasował ich zdaniem do potrawy. W ogóle trochę mi było wstyd, bo ja nie umiem jeść pałeczkami i chyba mi to z pyska bije, bo facet od razu mnie zapytał, czy nóż i widelec przynieść. Naokoło ludzie wywijają drewienkami, a ja srebrne sztućce w użyciu miałam. Jako jedyna chyba. Ale większy byłby obciach, gdybym pałeczkami próbowała jeść. Poza tym dobrze mi tam było, bo sobie książki obejrzałam (w Chapters kupiłam 3 dla siebie i 3 na prezent), podczytywałam, dostałam dobrą chińską zieloną herbatę, pogoda piękna, a ja w ogrodzie bambusowym jadłam.

Potem dopiero do Easona poszłam, bo sobie go na deser zostawiłam. Najpierw myślałam, ze nie wykorzystam tego kuponu prezentowego, bo nic nie mogłam wypatrzeć. Tam takie masy książek, że trzeba cierpliwości. Ale jak zaczęłam grzebać to miałam problem, bo za dużo mi się podobało. Ostatecznie wybrałam trzy, nieznacznie musiałam dopłacić.

Tag byłam wykończona, że postanowiłam na lotnisko jechać, choc wcześnie jeszcze było, tam jednak klimatyzacja i wygodne fotele do czytania, a ja już miałam dosyć Dublina, dosyć tłumów, upału, hałasu, miasta po prostu. Doszłam do wniosku, że gdybym miała tam mieszkać, to bym sobie w łeb palnęła. Jednak wolę swoje pustkowia w Donegalu, wiatr od morza, ostre, czyste powietrze, ciszę i przestrzenie. Kiedy doleciałam, nie mogłam sie nacieszyć, że już w domu.

Jeszcze wzięłam prysznic, porozmawiałam z synem na skype, upewniona, że on zadowolony i szczęśliwy, no i bezpieczny, wpiłam duszkiem szklankę piwa, bo najlepiej gasi pragnienie, ale ja nie za bardzo pijaca, więc się urżnęłam w trupa tak, ze nie mogłam do łóżka dojść. Zasnęłam, a dzisiaj czuję się jakby przeze mnie pociąg przejechał. Duże miasto tak na mnie działa, czy po prostu stres zwiazany z wyjazdem syna?

wtorek, 27 lipca 2010, kasia.eire

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/07/27 17:58:59
Cudny tem wpis! Ale i tak cie nie lubie za to Yamamori,sama tak jadłas,a mnie tam nie bylo.BUU
no i szklanką piwka sie upiłaś ze szczescia chyba ze teraz z małżonem nago biegac bedziecie ze szczescia:)
-
2010/07/27 18:32:53
piekny opis dnia w dublinie :)) bardzo bym chciala sie tam wybrac kiedys - w ogole do irlandii, tam mnie jeszcze nie bylo. najblizej bylam dwa lata temu, bedac w szkocji. mielismy sie wybrac na dzienna wycieczke do belfastu promem ale nie wypalilo niestety.
a takie ksiegarnie jaka opisujesz uwielbiam. pozdrawiam serdecznie.
-
2010/07/27 19:13:57
och....i wow- takie dwa słowo-dźwięki wydobyły się ze mnie na widok zdjęcia:) odpocznij...dziś...i jutro...też
-
2010/07/27 19:22:27
paris - no sama, wolę z kimś, ale co począć. Ale ty będziesz miała japoński take-away jutro, to nie narzekaj. Poza tym umiesz sobie sushi sama zrobić, a ja nie, to moje buuuuuu jest większe
-
2010/07/27 19:44:31
kolumbino - Irlandia jest warta zobaczenia, tylko transport publiczny jest zły albo go w ogole nie ma, trzeba samochód
-
2010/07/27 19:45:26
kaś - to zobacz stosiki na Notatkach, będzie WOW. Przynajmniej dla mnie. Dzięki
-
2010/07/27 20:08:23
Zajrzałam z Notatek, żeby sprawdzić tę księgarnię.... i już mnie ciągnie do Dublina! Z Londyńskich księgarni atmosferycznych polecam Daunt Books, a z dużych Waterstones na Picadilly (chociaż coś on mi się zmniejsza ostatnio, holender)...
-
2010/07/27 20:21:28
dabarai - kiedyś padma pisała o księgarniach w Londynie, koniecznie zobacz u niej, moze którejś nie znasz?
-
2010/07/27 22:09:52
He he,już sprawdziłam, znam...Kiedyś przeczytałam Padmy bloga od deski do deski... :)
-
2010/07/27 22:12:21
dabarai - wszyscy chyba tak
-
2010/07/27 23:21:26
zakupy były z kategorii tzw. megazakupów, ale wcale sie nie dziwię patrząc na zdjecie ksiegarni :) tez bym sie nie mogła oprzeć :)
-
2010/07/28 01:03:08
Kasia - super opis!
Zbioe sie i napisze do Ciebie na priv. Wciaz chodzi mi po glowie taki projekt - migawki z emigracji - kilka kobiiet w kilku miejscach na ziemi, ktore spotkaly sie w Internecie. taki wspolny blog. Rozmawialam dzis o tym z przyjaciolka Anglistka ktora wyklada na Uniwersytecie w Nowym Yorku. Wciaz mnie dziwi nie tylko to jak ten czas sie zapetla czasem, ale tez jak bardzo sie przestrzen skurczyla dzieki Internetowi. nie znam Cie a zdazylo mi sie o Tobie myslec np. w pracy :)
-
2010/07/28 01:09:03
ange, ja to się sama sobie dziwię, ze tylko z trzema dla siebie wyszłam. Trochę z kasą krucho, to się ograniczyłam tylko do absolutnych must have. Cwana jestem, bo podczas wizyty w redakcji, zajrzałam do netu sprawdzić, czy inne tytuły, które miałam na oku, są dostępne w bibliotece. Nie kupiłam, bo były w katalogu, sobie wypożyczę.
-
2010/07/28 01:10:27
robin - mam nadzieję, ze dobrze myślisz :-) Tak masz rację, przestrzeń się kurczy, dzięki netowi mamy możliwość poznania się, a kiedyś byłoby to niemozliwe
-
Gość: , *.limes.com.pl
2010/07/28 10:32:50
Ale mi się zatęskniło za Irlandią, jak czytam Twój blog. Pozdrawiam Waszą Czwórkę, Ewa (z Gdyni)
-
2010/07/28 10:33:10
a nie mówiłam, że i tak najwięcej czasu spędzisz na lotnisku! :)
jak już się jest w Dublinie to do pewnych miejsc trzeba pójść. Daj znać jak następnym razem będziesz, to napiszę Ci jak dojść na indyjski targ na którym sprzedają herbatę ze Wschodu na wagę. to sobie zapasy uzupełnisz :)
-
2010/07/28 10:39:09
Ewa - witaj. Tak to już jest, że niektórzy podczas pobytu tutaj narzekają na pogodę i na inne rzeczy (chociaż Wy nigdy!), a potem tęsknią. Coś w tym miejscu jest. Chociaż ja za Dublinem bym nie tęskniła. Ale to pewnie dlatego, że nie mam tam swoich miejsc, kiedy się tam mieszka, pewnie jest inaczej.
-
2010/07/28 10:40:05
my-azi - dziękuję, chętnie znajdę to miejsce, bo herbaty, jak piszesz, to nie tylko napój, to filozofia życia. Bez kawy mogłabym zyć no problem, bez herbaty ciężko
-
Gość: , *.limes.com.pl
2010/07/28 10:58:26
Tęsknię za Wami, Donegalem. Dublinem nie, bo wstyd się przyznać byłam tam tylko na lotnisku. Za to pogodę mamy tu teraz irlandzką - leje bez chwili wytchnienia.
-
2010/07/28 11:17:10
Ewa, ja też tęsknię za pogaduchami. A pogoda no cóż - po upałach muszą przyjść deszcze, inaczej byśmy powyzdychali
-
2010/07/28 20:18:59
Stres przede wszystkim wymęczy! Pozdrawiam.:)
-
2010/07/28 20:39:16
babciubezmohera - też tak sądzę, stres i nieprzespana noc. Pozdrówka
-
2010/07/31 14:31:12
Wszystko po trochu się pewnie na "urżnięcie" złozyło;).
I wiesz co, prędzej nauczyłabym się pilotować samolot niż jeść pałeczkami;))).
-
2010/07/31 15:29:13
veanko - no to mnie pocieszyłaś, bo ja próbowałam i mi się nigdy nie udało zbliżyć do takiej sprawności, zeby z głodu nie paść

Notatki Coolturalne

Wypromuj również swoją stronę

free counters

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!